Ministerstwo Zdrowia – w projekcie ustawy o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw – zmienia zasady kontrolowania placówek medycznych przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Według zapowiedzi wice ministra zdrowia Janusza Cieszyńskiego mają one być mniej uciążliwe i przeprowadzane tam, gdzie istnieje duże ryzyko nieprawidłowości. Procedury zostaną uproszczone. Powstać ma korpus kontrolerski podległy bezpośrednio prezesowi, na wzór tego funkcjonującego w NIK czy ZUS. Kontrolerzy zyskają więcej uprawnień i status funkcjonariusza publicznego – w czasie prowadzenia czynności sprawdzających.

– Chodzi o to, żeby mieć pewne wspólne standardy dotyczące interpretacji przepisów czy sposobu postępowania – tłumaczy wiceminister Cieszyński. Obecnie, jak podkreśla, kontrole są mało efektywne, a zasoby kadrowe pozwalają – statystycznie – na sprawdzenie podmiotu raz na kilkanaście lat.

Więcej władzy, mniej precyzji

Choć nikt nie kwestionuje zasadności przeprowadzania kontroli, plany resortu niepokoją zarówno szefów placówek medycznych, jak i współpracujących z nimi prawników. – Co do zasady aparat kontrolny powinien być dobrze zorganizowany. Jeśli ktoś obawia się kontroli, to jest to czynnik mobilizujący. Jednak przepisy dotyczące zasad ich przeprowadzania powinny być transparentne i uczciwe – wskazuje Rafał Janiszewski, właściciel kancelarii doradczej. Podkreśla, że teraz zasady te są nieprecyzyjne, a po zmianach będzie pod tym względem jeszcze gorzej. – Kontrole będą odbywać się na podstawie niedoskonałych regulacji, co daje ogromne pole do interpretacji dla silnego kontrolera – mówi.

Podobne wątpliwości ma Paweł Kaźmierczyk z kancelarii DZP. – Projektowane rozwiązanie, przy stosunkowo ogólnym sformułowaniu przesłanek, przyznaje NFZ dużą władzę dyskrecjonalną – na podstawie analiz własnych danych Fundusz uzyska możliwość wykrywania wątpliwości i jedno cześnie przesądzania o nieprawidłowościach – wskazuje.

Jarosław Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali, mówi, że placówki oczekiwałyby raczej większego wsparcia ze strony Funduszu. – Dyrektorzy szpitali zgłaszają, że obecnie NFZ najbardziej angażuje się we współpracę w ramach czynności kontrolnych. Natomiast my chcielibyśmy większej aktywności i odpowiedzialności za pacjentów. NFZ powinien więcej czynności brać na siebie, a lecznice kontrolować pod kątem jakości leczenia – bo za to one odpowiadają – przekonuje.

Temida patrzy oczami Funduszu

W ocenie Rafała Janiszewskiego niektóre zapisy projektu dają powody do niepokoju – nie przed kontrolami jako takimi, a przed sposobem ich realizacji. Jego zdaniem główne obawy uczciwych świadczeniodawców dotyczyć mogą interpretacji zasad rozliczania i udzielania świadczeń. A to dlatego, że wiele obszarów jest niedoprecyzowanych, często nawet na poziomie oddziałów NFZ powstają sprzeczne komunikaty.

– Świadczenia opieki zdrowotnej regulowane nie tylko są przepisami prawa, zasadami ujętymi w zarządzeniach prezesa NFZ, lecz także opierają się na praktyce i wiedzy terapeutów. Niejednokrotnie wiedza ta dotyczy niszowych obszarów. Zatem niepokój budzić może to, że kontroler (zgodnie z projektem) nie musi już mieć wykształcenia medycznego odpowiadającego zakresowi prowadzonej kontroli – wskazuje. Oznaczać to może np., że ratownik medyczny będzie sprawdzał, czy lekarz prawidłowo zaordynował leki. A to akurat jedno z pól, gdzie kompetencje kontrolerów wzrosną.

Także dostęp do wszelkich dokumentów podmiotu może zdaniem prawników budzić niepokój, a czasem nawet pytania o zasadność. – Nie wiem, po co wgląd do danych kadrowych pracowników, choć rozumiem intencje regulatora, który chce objąć kontrolą zgodność zatrudnienia i czasu pracy z harmonogramami zgłoszonymi do NFZ. Jednak pojęcie danych kadrowych jest znacznie szersze – wskazuje Rafał Janiszewski. Poza tym, jego zdaniem, nowela zakłada zbyt wiele wyjątków – wprowadza się jakąś zasadę ustawową z wyjątkiem sytuacji, kiedy uznaje się, że ta zasada nie działa.

– Temida jest ślepa, a w wielu miejscach w tych przepisach próbuje się otworzyć jej oczy, i to mają być oczy NFZ, które będą widziały to, co będą chciały – podsumowuje.

Kolejki pod specjalnym nadzorem

Resort nie zamierza kontrolować wszystkich placówek, a typować podejrzanych w oparciu o analizę ryzyka. Oczywiście nie chce zdradzić, czym będzie się kierował, ale zdaniem Rafała Janiszewskiego jest to bardzo proste. – Liczba danych, jakie przekazuje świadczeniodawca płatnikowi, jest ogromna. NFZ otrzymuje informacje o terminie, czasie, a nawet komórce organizacyjnej, w której udzielono świadczenia – wylicza Janiszewski. Wszystkie te informacje są podpięte pod PESEL pacjenta. Możliwe są zatem wszelkie analizy wykazujące ścieżkę chorego w systemie, u świadczeniodawcy, w tym również historycznie. Dodatkowo lecznica sprawozdaje informacje na temat list oczekujących i sposobu ich realizacji oraz zasobach medyków i ich zaangażowaniu w realizację umowy. Tu można w wyniku zestawienia danych wyłonić placówki, których dane są niespójne lub wskazują na nieprawidłowe prowadzenie list oczekujących czy rozliczanie świadczeń – tłumaczy prawnik.

Szefowie placówek medycznych od dawana jednak przekonują, że to nie oni powinni zajmować się zbieraniem wszystkich danych, których wymaga NFZ. Buntują się też przeciwko planowanemu zwiększeniu obowiązków świadczeniodawców w zakresie prowadzenia list oczekujących. – Kolejki są spowodowane niedostatecznym finansowaniem, którym administruje NFZ, w związku z tym zamiast kontrolować, jak placówka nimi zarządza, Fundusz powinien wziąć za to odpowiedzialność – uważa Jarosław Fedorowski.

Zmiany idą jednak w przeciwnym kierunku i – według prawników – prowadzić będą do zwiększania obowiązków dla świadczeniodawców i bardziej wnikliwych kontroli, również kolejek. 

Etap legislacyjny

Projekt w konsultacjach

>>> Czytaj też: Polska na psychotropach. Dlaczego coraz częściej sięgamy po magiczną tabletkę?