Popowski: Twarde prawo, ale prawo [OPINIA]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
25 listopada 2018, 18:00
Unia Europejska
Wiosną 1998 r. służby Komisji Europejskiej i polski rząd rozpoczęły screening, czyli analizę porównawczą prawa europejskiego (znanego w brukselskim żargonie jako acquis communautaire) z prawem polskim. Kierowany przez Jana Kułakowskiego, a następnie Jana Truszczyńskiego zespół polskich negocjatorów musiał wykonać tytaniczną pracę./ShutterStock
Unia Europejska jest przede wszystkim wspólnotą prawa i wartości. Zdanie to może brzmieć jak truizm, ale to, co łączy europejczyków - a mianowicie dobrowolny związek państw i obywateli przestrzegających wspólnie uzgodnionych zasad - oczywistością z pewnością nie jest.

Wśród wielu ważnych rocznic przypadających na ten rok jedna przeszła niemal niezauważenie – nieco ponad 20 lat temu, 31 marca 1998 r., Polska rozpoczęła negocjacje w sprawie przystąpienia do . Negocjacje zakończyły się na szczycie UE w Kopenhadze w grudniu 2002 r., traktat akcesyjny podpisano w Atenach 16 kwietnia 2003 r. i Polska stała się członkiem Unii 1 maja 2004 r.

Przez tych kilka lat toczyły się rozmowy, których charakter był inny od dyskusji znanych z międzynarodowych konferencji dyplomatycznych. Stawką nie było li tylko członkostwo RP w kolejnej organizacji – chodziło o fundamentalną zmianę porządku instytucjonalnego i prawnego państwa polskiego. Czego właściwe dotyczyły negocjacje akcesyjne? Wbrew pozorom nie chodziło w nich głównie o pieniądze – kwestie wysokości polskiej składki, dopłat bezpośrednich dla rolników i wsparcia polskich regionów rozstrzygnięte zostały na samym końcu. Wiosną 1998 r. służby Komisji Europejskiej i polski rząd rozpoczęły screening, czyli analizę porównawczą prawa europejskiego (znanego w brukselskim żargonie jako acquis communautaire) z prawem polskim. Kierowany przez Jana Kułakowskiego, a następnie Jana Truszczyńskiego zespół polskich negocjatorów musiał wykonać tytaniczną pracę. Pierwszy z wymienionych nazwał go nawet żartobliwie „zespołem Blood, Sweat & Tears” (pol. krew, pot i łzy). Zakres tematyczny screeningu był zaiste ogromny – od norm wyznaczających jakość wody w kąpieliskach morskich przez ochronę patentową leków po standardy higieniczne w mleczarniach i rzeźniach.

Przegląd polskich przepisów pod kątem ich zgodności z prawem europejskim ujawnił wiele luk, które należało usunąć do czasu akcesji, a gdyby to nie było możliwe – po upływie uzgodnionych z Komisją Europejską i państwami członkowskimi okresów przejściowych. Harmonizacja prawa nie jest zwykłym wymogiem technicznym. Jednolity rynek będący podstawą UE musi opierać się na jednolitych normach prawnych obowiązujących bez wyjątku we wszystkich państwach członkowskich i egzekwowanych przez krajowe sądy oraz – w razie potrzeby – przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w Luksemburgu.

>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu DGP.

Autor jest zastępcą dyrektora generalnego w Dyrekcji Generalej Komisji Europejskiej ds. Sąsiedztwa i Negocjacji w sprawie Rozszerzenia. W latach 2011–2015 pracował w Europejskiej Służbie Działań Zewnętrznych. Wcześniej był szefem gabinetu przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Jerzego Buzka, a w latach 1991–2008 dyplomatą w centrali MSZ i na placówce w Brukseli. Z wykształcenia filolog. Autor książki „Alfabet brukselski”

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj