Według oficjalnych danych w Polsce jest 107 dzieci zakażonych wirusem HIV. Większość z nich mogła być zdrowa, gdyby matki wykonały w ciąży testy na obecność wirusa i poddały się terapii antyretrowirusowej tuż po otrzymaniu pozytywnego wyniku. Ale tylko 30 proc. Polek spodziewających się dziecka robi testy na HIV.

60 proc. dzieci zakażonych wirusem jest leczonych w Klinice Chorób Zakaźnych Wieku Dziecięcego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Na piętrze budynku, w którym znajdują się przeznaczone dla nich sale, nie ma żadnego znaku, który pozwoliłby stwierdzić, na co chorują hospitalizowani tu mali pacjenci.

Tu nie czuć szpitalem

– Najpierw pokażę pani oddział, a później porozmawiamy – mówi prof. dr hab. Magdalena Marczyńska, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych Wieku Dziecięcego WUM.

Idziemy w kierunku sal dla pacjentów z przewlekłymi zakażeniami wirusowymi – HCV i HBV (wirusowe zapalenie wątroby typu C i B) oraz HIV (ludzki wirus niedoboru odporności). Kolorowe podłogi, kolorowe ściany, niemal ani śladu szpitalnej bieli. Wnętrze wygląda nowocześnie i pogodnie. Nastrój pogarsza się, gdy wchodzimy do pierwszej jednoosobowej sali. W łóżeczku siedzi niespełna roczny chłopiec. Wygląda zupełnie zdrowo, ale stojąca przy nim kobieta płacze. – Wyników małego jeszcze nie ma, ale ja dostałam swoje – mówi i umawia się z panią ordynator na późniejszą rozmowę.

>>> Czytaj też: Służba zdrowia wymaga leczenia. Nie tylko u nas  

W drugiej jedynce akurat nikogo nie ma, ale idziemy jeszcze do największej sali na oddziale – może w niej przebywać równocześnie czworo pacjentów. Obecnie jest troje, ale wszyscy pakują się do wyjścia. – Pani jest nowa? – zagaduje rezolutna dziewczynka w okularach, na oko dziewięcioletnia. W łóżeczku dla niemowląt leży jej brat, a na krzesełku przy stole siedzi szczuplutki trzylatek. Z jednego z łóżek rzeczy zbiera postawna kobieta. – Taki bałagan mamy, bo zaraz wychodzimy i się pakujemy – usprawiedliwia rozgardiasz wokół siebie i podchodzi do maluszka, który zaczął się niecierpliwić. Jeszcze jeden rzut oka na salę, wymiana uprzejmości z matką rodzeństwa i wychodzimy.

>>>   Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP