Minęło już pięć lat od Euromajdanu, a wciąż nikt nie odpowiedział za zabójstwa demonstrantów. Te wydarzenia doprowadziły do obalenia Wiktora Janukowycza - pisze Leonid Bershidsky w serwisie Bloomberg.

21 lutego 2014 roku ówczesny prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz odleciał helikopterem ze swojej rezydencji pod Kijowem. Po jego ucieczce do Rosji powstało nowe ukraińskie państwo, jednak pięć lat później wiele pytań dotyczących dramatycznych wydarzeń, które doprowadziły do ​​upadku Janukowycza, wciąż nie doczekało się odpowiedzi. Czy w takim razie Ukraina naprawdę się zmieniła?

Janukowycz uciekł, mimo że doszedł do porozumienia z proeuropejskimi politykami, którzy brali udział w protestach podczas Euromajdanu. Porozumienie, w którym uczestniczyli czołowi niemieccy, polscy i francuscy urzędnicy, pozwoliło Janukowyczowi na pozostanie na stanowisku prezydenta, z ograniczonymi uprawnieniami, do przedterminowych wyborów, które miały się odbyć w terminie do końca 2014 roku. Jednak ukraińscy politycy opozycji, którzy podpisali ten kompromis, wcale nie zostali poparci przez setki tysięcy protestujących. Oni chcieli, by Janykowycz ustąpił natychmiast – co więcej, obarczyli prezydenta odpowiedzialnością za śmierć 75 osób, które zginęły podczas tłumienia demonstracji między 18 a 20 lutym. 106 cywilów, którzy ponieśli śmierć podczas rewolucji w 2014 roku, nazwano Bohaterami Niebiańskiej Sotni. Ich śmierć uznawana jest przez przeciwników Janukowycza za akt założycielski Euromajdanu – protestów, które Kreml nazwał gwałtownym zamachem stanu.

>>> Czytaj też: Ukraina: SBU wykryła związaną z Rosją piramidę do przekupywania wyborców

W ubiegłym miesiącu ukraiński sąd zaocznie skazał Janukowycza na 13 lat więzienia za zdradę stanu. Ale ważniejsze śledztwo w sprawie zabójstw zostało zawieszone. Nikt nie został skazany za śmierć cywili. Urzędnicy odpowiedzialni za prowadzenie śledztwa twierdzą, że władze (w tym prokurator generalny, Jurij Łucenko, wyznaczony na stanowisko przez prezydenta Petra Poroszenkę) zrobiły wszystko, by utrudnić ich pracę. Nie chcieli naruszać w większości niezreformowanego aparatu bezpieczeństwa – raczej woleli kupić sobie jego lojalność i wykorzystać go do umocnienia, a nie niszczenia skorumpowanego systemu.

W przyszłym miesiącu Poroszenko będzie ubiegał się o reelekcję i może szczerze głosić, że Ukraina zmieniła się podczas jego prezydentury. To już nie jest rosyjski satelita, ani nawet rosyjski sojusznik. Na początku lutego ukraiński parlament zmienił konstytucję, by ustanowić członkostwo w Unii Europejskiej i Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego jako cel wagi państwowej. Aneksja Krymu przez Rosję i faktyczne opanowanie przez Rosję wschodniej Ukrainy skłoniły Poroszenkę do zwiększenia wydatków na wojsko do 5 proc. PKB z z nieco ponad 1 proc. sprzed Rewolucji w 2014 roku. Ograniczył także więzi gospodarcze z Rosją, która obecnie odpowiada za 7,7 proc. eksportu Ukrainy i 14,2 proc. importu (w porównaniu z 23,8 proc. i 30,2 proc. w 2013 r.).

Poroszenko jest dumny z wywalczenia niepodległości od Moskwy Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego, a także ze wzrostu gospodarczego – szacunkowo 3,4 proc. w zeszłym roku – osiągniętego pomimo trudnego do zmierzenia spadku populacji. Szybkość i efektywność reform gospodarczych w tym kraju pozostają dyskusyjne, ale nadal mogą liczyć na symboliczne poparcie Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Mimo to większość idealistycznych, nastawionych na reformy urzędników stopniowo opuściło już obecny rząd.

Poroszenko nie jest faworytem nadchodzących wyborów. Bieda na Ukrainie nie jest jedynym powodem. Sęk w tym, że Poroszenko buduje kraj na zgniłych podstawach.

>>> Czytaj też: Komik zostanie prezydentem Ukrainy? Zełenski prowadzi w najnowszy sondażu

20 lutego Łucenko zamieścił wpis na Facebooku, że śledztwo w sprawie zabójstw z 2014 r. zostało „praktycznie zakończone”. Spośród 66 podejrzanych 46 osób uciekło do Rosji, a reszta była w areszcie. Łucenko stwierdził, że ostateczna wina leży po stronie Janukowycza i jego organów ścigania. Siergiej Gorbatyuk, podwładny Łucenko, szef Dyrekcji ds. Śledztwa Specjalnego Prokuratora Generalnego i główny śledczy w sprawach Euromajdanu, podkreśla, że ​​sprawy nie są zamknięte. Podobnie twierdzi Yevgenia Zakrevskaya – prawniczka rodzin ofiar.

Raport opublikowany niedawno przez Gorbatyuka przedstawia działanie prokuratora generalnego w śledztwie jako ogromną operację zatajania – do tego wspomaganą przez ukraińską policję i kontrwywiad. Personel grupy dochodzeniowej został odcięty od sprawy, konkretne przypadki zostały przekierowane, a podejrzani zostali ukryci przez organy ścigania. Zgodnie z raportem sędziowie celowo pracowali nad spowolnieniem dochodzeń, odwoływali sprawy lub w ogóle odmawiali zajęcia się sprawami, które teoretycznie znajdowały się pod ich pieczą. Według raportu 35 podejrzanych w sprawach dotyczących zbrodni przeciwko demonstrantom z Euromajdanu nadal pracuje dla policji krajowej lub służby kontrwywiadu, a dziesięciu z nich znajduje się na wysokich stanowiskach.

Otwarty konflikt w ukraińskim systemie egzekwowania prawa, a także między tym systemem a niereformowanymi sądami nie ogranicza się do dochodzenia w sprawie zabójstw z 2014 r. Innym przykładem jest gwałtowny spór między dwoma organami utworzonymi od 2014 r., rzekomo w celu wykorzenienia korupcji: Krajowym Biurem Antykorupcyjnym a Specjalną Prokuraturą Antykorupcyjną. Instytucje te rywalizują ze sobą, choć miały współpracować. Tymczasem sądy odwlekają swoją pracę – w 48 ze 180 dochodzeń, które obydwa organy już zakończyły, nawet nie ustalono pierwszych terminów rozprawy.



Nic dziwnego, że – według niedawnego sondażu – ok. dwie trzecie Ukraińców nie ufa nowym agencjom antykorupcyjnym ani prokuratorowi generalnemu. Tylko około połowa społeczeństwa ufa policji i służbie kontrwywiadu.

Zerwanie z przeszłością wymaga woli politycznej, by pozwolić śledczym wykonać swoją pracę: wyjaśnić przeszłość i ukarać ludzi odpowiedzialnych za zbrodnie, które doprowadziły do upadku poprzedniego rządu. Władze ukraińskie, w tym Poroszenko, często musiały zdobyć się na odważne czyny w ciągu ostatnich pięciu lat z powodu ogromnych zagrożeń i niebezpieczeństw, z którymi boryka się Ukraina. Nie mieli jednak odwagi zreformować organów ścigania i sądownictwa, by zniszczyć stary system, w którym można rozpocząć dochodzenie lub zatrzymać je za pomocą telefonu z właściwego biura. Bez zmiany tego systemu Ukraina może zostać odnowiona, ale nie będzie zreformowana.

>>> Czytaj też: Amerykański niszczyciel rakietowy płynie do portu w Odessie. To kolejna jednostka NATO w regionie