Szymański: W polskim interesie jest, aby Wielka Brytania pozostała w UE [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
16 marca 2019, 17:00
Europa
Europa/ShutterStock
Pewnego rodzaju bezwolność jest kosztem każdej unii. Historycznie wszystkie wspólnoty upadały w momencie, w którym ich uczestnicy dochodzili do wniosku, że nie realizują one ich interesów

Twardy brexit miałby kolosalne konsekwencje przede wszystkim dla handlu. Dzień po wyjściu wszystkie unijne rozwiązania w ramach wspólnego rynku między Londynem a Unią zostaną zastąpione przez zasady Światowej Organizacji Handlu, które nie przystają do ogromnej intensywności wymiany handlowej w UE. Nic więc dziwnego, że obie strony cały czas szukają sposobów uniknięcia takiej sytuacji. Polska jest przekonana, że trzeba zrobić wszystko, by uniknąć brexitu bez umowy. Kryzys ratyfikacyjny to problem Londynu, ale jego konsekwencje są wyzwaniem dla całej Unii.

W polskim interesie jest, aby Wielka Brytania pozostała w UE, ale wątpię, by rozpisano drugie referendum – zresztą w czwartek po raz kolejny taki wniosek przepadł w głosowaniu. No, chyba że doszłoby do radykalnego pogłębienia kryzysu parlamentarnego wywołanego brexitem. Pamiętajmy jednak, że jego wynik nie musiałby być inny niż w 2016 r. Jest to jednak całkowicie wewnętrzna sprawa Brytyjczyków.

Tak, to mogłoby prowokować do bardzo mocnych reakcji tych, którzy chcieli porzucenia UE. Ale, proszę zauważyć, że niezadowolenie z Brukseli nie jest tylko problemem Wielkiej Brytanii. Tę niechęć widać w niemal całej UE – nawet w państwach założycielskich. Jej poziom jest obecnie bezprecedensowo wysoki. To zła wiadomość, bo z naszej perspektywy byłoby lepiej, gdyby Unia wyszła z kryzysu i pozostała stabilnym otoczeniem handlowym i politycznym. Wymaga to poważnej rozmowy o reformie i adaptacji UE do współczesnych warunków politycznych.

Z pewnością zostanie naruszona równowaga polityczna w sprawach handlu, gospodarki i bezpieczeństwa – bez Londynu wzrośnie ryzyko podejmowania w UE po prostu złych decyzji. Mamy tego świadomość. Dlatego premier Mateusz Morawiecki koncentruje się na konsolidacji politycznej krajów o podobnych poglądach na rynek i bezpieczeństwo. Przejawem tego był list premierów 17 szefów rządów, który zobowiązuje przyszłą Komisję Europejską, by kwestie wspólnego rynku, usuwania barier w handlu, dokończenia budowy rynku cyfrowego stały się priorytetami UE. Przygotowujemy się do funkcjonowania w UE po brexicie.

Ten list nie jest skierowany przeciwko komukolwiek. To po prostu bardzo silny głos pokazujący, czym Unia powinna się zająć – jesteśmy przekonani, że wspólny rynek wymaga obrony, bo jego przyszłość nie jest pewna z powodu rosnącego niezadowolenia z projektu europejskiego i fali protekcjonizmu, czasem pod unijną flagą. Ostatnie trzy lata spędziliśmy na negocjacjach blokowanych przez państwa uchodzące za najbardziej proeuropejskie, przykładami są choćby pakiet towarowy czy dyrektywa notyfikacyjna. Tymczasem w wielu krajach najważniejszą kwestią polityczną jest pytanie o dobrobyt. Jeżeli nie padnie odpowiedź, że można go osiągnąć jedynie dzięki wspólnemu rynkowi, to w końcu wygra protekcjonizm. Wtedy proces degradowania Wspólnoty jako gospodarki globalnej znacznie przyspieszy.

>>> Polecamy: Brexit, czyli Benny Hill na kwasie. Projekt miał być źródłem narodowej dumy, na razie przynosi tylko wstyd

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj