Malezja: Wietnamka przyznała się do udziału w ataku na Kim Dzong Nama

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
1 kwietnia 2019, 06:39
Wietnamka oskarżona w Malezji o zabójstwo Kim Dzong Nama, przyrodniego brata przywódcy Korei Płn. Kim Dzong Una, przyznała się w poniedziałek do lżejszego zarzutu celowego zadania mu obrażeń, a jej prawnik wniósł o łagodny wymiar kary.

Doan Thi Huong przytaknęła, gdy tłumacz odczytał jej nowy, lżejszy zarzut – przekazała agencja AP. Wcześniej oskarżano ją o zabójstwo, za które groziła jej kara śmierci, a nowy zarzut umyślnego spowodowania obrażeń przy pomocy niebezpiecznej broni zagrożony jest karą do 10 lat więzienia.

Prawnik Wietnamki Hisyam Poh Teik powiedział przed sądem, że przyznanie się do winy świadczy, że Huong "wzięła odpowiedzialność" za swoje czyny. Prosząc o łagodny wymiar kary, dodał, że jej szczerość zaoszczędziła czasu wymiarowi sprawiedliwości.

Hisyam zaznaczył, że "prawdziwymi zabójcami" są obywatele Korei Północnej, którzy wciąż przebywają na wolności.

Wietnamski ambasador w Kuala Lumpur Le Quy Qyunh wyraził niezadowolenie z przyznania się do winy, gdyż liczył, że oskarżona zostanie uwolniona natychmiast. "Nie jestem z tego zadowolony. Mam nadzieję, że zostanie dziś zwolniona. To nie jest sprawiedliwe. Będziemy dalej prosić Malezję, by ją wypuszczono" - powiedział.

Obecnie Huong jest jedyną oskarżoną w sprawie zabójstwa Kim Dzong Nama, do którego doszło w lutym 2017 r. w hali odlotów na lotnisku w Kuala Lumpur.

Początkowo prokuratura postawiła w tej sprawie zarzuty dwóm kobietom – Huong oraz Indonezyjce Siti Aisyah - twierdząc, że wtarły w twarz Koreańczyka śmiercionośny środek chemiczny o nazwie VX. Indonezyjka została w marcu oczyszczona z zarzutów.

Kim Dzong Nam, który oczekiwał na lot do Makau, zmarł po 20 minutach agonii w drodze do szpitala.

Obie oskarżone nie przyznawały się do winy. Ich obrońcy utrzymywali, że kobiety zostały wykorzystane przez północnokoreańskich agentów, którzy przekonali je, że biorą udział w telewizyjnym programie komediowym, a cała sytuacja jest niegroźnym żartem.

Interpol wydał nakaz aresztowania czterech obywateli Korei Płn., uznanych przez malezyjską policję za podejrzanych w tej sprawie. Wszyscy oni opuścili jednak Malezję w ciągu kilku godzin po zamachu i prawdopodobnie wrócili do swojego kraju, który nie jest członkiem tej międzynarodowej organizacji policyjnej.

Andrzej Borowiak (PAP)

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj