O sytuacji w Czemodanowce media w Rosji napisały, gdy jej mieszkańcy zablokowali drogę szybkiego ruchu M 5 z Penzy do Moskwy, żądając wysiedlenia mieszkańców sąsiedniego osiedla Romów - Łopatek. Na miejsce przyjechał gubernator obwodu Igor Biełoziercew.

Konflikt wybuchł, gdy – jak twierdzą mieszkańcy Czemodanowki – próbowano zgwałcić nastolatkę z tej wsi. Grupa mężczyzn poszła do romskiego osiedla, jak zapewniają – po to, by porozmawiać, jednak wywiązała się bitwa.

W ciągu kilku dni konflikt nabrał rozgłosu i w poniedziałek okazało się, że mieszkańcy Łopatek wyjechali do sąsiedniego obwodu. Nie jest jasne, czy opuścili wieś dobrowolnie, czy przymusowo.

Reklama

„Wiedomosti” relacjonują, że o sytuacji w Czemodanowce obrońcy praw człowieka wiedzieli już od dawna. W 2017 roku w dokumencie dla ONZ na temat dyskryminacji rasowej wymieniano ją wśród miejscowości, gdzie istnieje segregacja dzieci romskich w sferze edukacji. W szkole podstawowej w Czemodanowce dzieci te uczyły się oddzielnie, a jedynie nielicznym udawało się dotrzeć do końca szkoły podstawowej.

Ekspertka centrum praw człowieka Stowarzyszenia Memoriał Olga Abramienko w rozmowie z „Wiedomostiami” oceniła, że chodzi o „błędne koło” pomiędzy rasizmem, burzeniem domów i wysiedlaniem, wykluczaniem i segregacją w szkole, złym wykształceniem, bezrobociem i biedą. Aleksandr Wierchowski, szef Centrum Sowa, które bada przejawy ksenofobii w Rosji, ocenia, że do otwartych walk dochodzi rzadko, niemniej sondaż opinii publicznej z 2018 roku wykazał raptowny wzrost niechęci wobec Romów.

>>> Czytaj też: Rosja wraca do rakiet? Duma Państwowa przyjęła ustawę o wstrzymaniu układu INF