Rzecznik Praw Dziecka: Nazwą mnie katorzecznikiem [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 5 minut
20 czerwca 2019, 06:01
Mikołaj Pawlak RPD Fot. Maksymilian Rigamonti
Mikołaj Pawlak RPD Fot. Maksymilian Rigamonti/Dziennik Gazeta Prawna
Trzeba rozróżnić, czym jest klaps, a czym jest bicie. Absolutnie nie wolno bić dzieci. I to jest bezwzględne. Koniec pieśni – mówi rzecznik praw dziecka Mikołaj Pawlak.
4245500-u747b8-mr21122014-334-fot-20jacek-20waszkiewicz-p.jpg
Magdalena i Maksymilian Rigamonti

Synów. 9 i 7 lat.

Dobrze. Choć moi synowie odczuli to, że zostałem rzecznikiem. Zauważyłem to dopiero po jakimś czasie.

Jestem, ale późno. Czasami w nocy. Dojeżdżam codziennie do Łodzi. Z reguły pociągiem. Ludzie podchodzą, rozmawiają, głównie z sympatią.

Ostatni z rodziną. Nie pojechałem na Zjazd Dużych Rodzin do Lubartowa, zostałem ze swoją. W Lipinach koło Brzezin był Dzień Rodziny. Przez sześć i pół godziny woziłem dzieci zabytkowym samochodem.

Nie, cudze. Z 500 dzieci przewiozłem.

Biegały, bawiły się. I chyba były ze mnie dumne. Patrzę na świat dzieci, którym się zajmuję w pracy, przez ich pryzmat. Przez pryzmat tego, że jestem ojcem. A do tego adwokatem. Wiele trudnych sytuacji, w jakich znajdują się dzieci w Polsce, znam z autopsji, ze spraw indywidualnych. Można teoretyzować... I nie, to nie jest żadna uszczypliwość w stosunku do Adama Bodnara.

Patrzę na swoje dzieci i... Wiem, że on też ma dzieci, więc już więcej uszczypliwości nie będzie. W zestawieniu z uprawnieniami rzeczników praw dziecka w Europie i na świecie, RPD w Polsce ma najszersze kompetencje. Przede wszystkim może występować w sprawach indywidualnych, a nie tylko teoretycznie zgłaszać kierunki ochrony praw dziecka. Mogę wsiąść w auto i jechać ratować konkretne dziecko. Byłem na kilku sprawach, nie tyle medialnych, ile skomplikowanych, m.in. w Izdebkach. Dziesięcioro dzieci, w tym ośmioro niepełnosprawnych, ojciec zamknięty na podstawie art. 200 kodeksu karnego (czyny pedofilskie – red.) wobec córek. Mama niepełnosprawna intelektualnie…

Tak? Media dowiedziały się, że byłem na sprawie sądowej chyba dopiero półtora miesiąca później. Ojciec miał obrońcę, matka też miała ustanowionego pełnomocnika. Kto powinien w takiej sytuacji bronić dzieci?

Większość moich pytań dotyczyła sytuacji dzieci, ich zachowań. Gdyby nie ja, nikt tych pytań by nie zadał. Do tej pory się nie zdarzało, żeby RPD występował w sądzie jako adwokat dzieci.

Nie, mam po prostu inną koncepcję niż mój poprzednik. To jest urząd autorski. A sprawa tej rodziny jest ekstremalnie trudna.

Są w domu dziecka na południu Polski. Razem. Na jednym piętrze. Zadbano o nie.

Wiem, że nie o to chodzi. Wiem, że chodzi o rozwiązania systemowe.

Wiem, że chodzi o system, o to, że on ma działać, i że ja sam mogę pomagać rozwiązywać tylko jakieś pojedyncze sprawy. Różni ministrowie mówią mi, że muszę się uczyć zarządzania, również swoim czasem, że za dużo biorę na siebie i do siebie. Doby nie wystarcza. Każdego dnia w Polsce dzieje się coś na szkodę dzieci. Zaniedbania, pobicia, znęcanie się. Do szpitali trafiają maluchy, które „miały wypaść z łóżeczka”, lekarz w przychodni zauważa siniaki, wielki ślad ręki na plecach dziecka.

Klaps nie zostawia wielkiego śladu.

Trzeba rozróżnić, czym jest klaps, a czym jest bicie.

Wiele osób nawet podniesienie głosu może uznać za przemoc.

Absolutnie nie wolno bić dzieci. I to jest bezwzględne. Koniec pieśni.

Zaraz się jednak okaże, że posmyranie dziecka też jest złe.

Przytulenie. Mnie się zdarza zasnąć przy dziecku. Nie można mówić, że to jest coś złego, że to zły dotyk.

Chłopaki czasem dają w kość, ale nie uderzyłem ich. Jednak sam z estymą wspominam to, że dostałem od ojca w tyłek.

Jeżeli polaliśmy bratu denaturatem nogę, a potem ją podpaliliśmy... Ojciec w porę zareagował. Tak że przez dobrą chwilę nie mogłem siadać.

Jest to chyba dobra cezura, by trochę zwolnić mamę z codziennych obowiązków wychowawczych.

To kwestia podziału obowiązków. Wszystko zależy od tego, jak to wygląda w konkretnym domu.

Czy związek jest partnerski, tak?

Staramy się, żeby tak było, ale pewnie moja żona ma odmienne zdanie na ten temat. Proszę napisać, że się śmieję. To znaczy, że ona jest więcej w domu, więcej zajmuje się dziećmi. Na zakończenie roku jestem z dziećmi. To wziąłem na siebie, żeby żona nie musiała brać dnia wolnego. W wakacje dzieci trochę będą u dziadków, potem pojedziemy razem na urlop. Kiedy był strajk nauczycieli, chłopcy przyjeżdżali ze mną codziennie do Warszawy. Powiem pani szczerze, że trzy lata temu, kiedy zaczynałem pracę w Warszawie, żona postawiła ultimatum: możesz pracować w Warszawie, ale wieczorem, w nocy jesteś w domu. I przez te trzy lata raz się zdarzyło, że spałem w biurze na kozetce. Żona i tak może mieć pretensję, że jestem za mało w domu, że się nie wykazuję w odpowiedni sposób, że inne dzieci w Polsce są bardziej zaopiekowane przeze mnie niż nasi synowie.

Hmm…. Często ma rację. Ostatnio wyjechałem z domu o 5 rano. Potem na godzinę 17 poszedłem na konsylium do szpitala dziecięcego na Niekłańskiej w Warszawie w sprawie chłopca, Szymona, podtrzymywanego przy życiu. Wróciłem do domu późnym wieczorem, po 23.

>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu Magazynu DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj