Boeing pikuje? Historia pokazuje, że amerykański rząd zawsze mu pomagał

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
23 czerwca 2019, 07:00
Amerykańscy producenci samolotów mieli po II wojnie światowej Europę na widelcu. Ale Stary Kontynent stanął im ością w gardle.

Uroczystość, którą 20 maja świętował , miała symboliczną wymowę. Tego dnia fetowano sprzedaż 12-tysięcznego samolotu. Ale co ważniejsze – kupcem owego(wraz z prawie setką innych maszyn) były amerykańskie . Dla to kolejne upokorzenie, bo już ok. 13 proc. sprzedawanych przez Airbusa samolotów kupują amerykańscy przewoźnicy.

Interes zatem się kręci, a Boeing niemal pikuje. Po tym jak dwie katastrofy jego nowych maszyn B737 MAX uziemiły pozostałe, amerykański koncern stracił już co najmniej miliard dolarów. Sytuacja jest poważna, lecz nie beznadziejna, bo wciąż pozostaje ostatnia deska ratunku – rząd Stanów Zjednoczonych.

William Allen, obejmując 1 września 1945 r. fotel prezesa Boeing Airplane Company, miał świadomość, że zakończenie II wojny światowej zwiastowało dla koncernu wielkie kłopoty. W ciągu poprzednich lat amerykański przemysł lotniczy zbudował 300 tys. samolotów, głównie na potrzeby wojska. Dzięki kontraktom rządowym producenci stale rośli – tylko zakłady Boeinga dawały pracę ponad 70 tys. robotników. Jeszcze więcej, bo ponad 100 tys. osób, zatrudniał Douglas Aircraft Company. Jednak już późną jesienią 1945 r. obie firmy musiały zawiesić produkcję, a chcąc uniknąć bankructwa, zwolniły wszystkich pracowników linii montażowych. Z tygodnia na tydzień ćwierć miliona ludzi znalazło się na bruku.

>>> Czytaj też: Wieczna podniebna wojna. Starcia w dziedzinie lotnictwa trwają już sto lat

W tej sytuacji Allen postanowił zagrać va banque. Zgromadzone podczas wojny finansowe zasoby firmy nakazał zainwestować w błyskawiczne zaprojektowanie samolotów pasażerskich. Inspirację dla niego stanowiły działania mniejszego od Boeinga koncernu Lockheed Corporation. Nim wojna dobiegła końca, firma ta zadbała o to, by transportowy C-69 przerobić na maszynę pasażerską o nazwie Constellation. Pierwsza „Connie” zaczęła latać na trasie Waszyngton–Paryż w grudniu 1945 r. – prędkość wynosząca 500 km/h pozwalała jej osiągnąć cel w 13 godzin. Ciśnieniowa kabina z klimatyzacją zapewniała zaś 43 pasażerom komfort lotu. Constellation biła rekordy popularności. Koncern sprzedał odbiorcom z całego świata ponad 800 sztuk różnych wersji tej maszyny.

Mimo to Lockheed nie zdobył przewagi nad Boeingiem, bo ryzykowne pociągnięcie Allena zaczęło procentować. Podczas wojny kierowana przez niego korporacja była głównym wytwórcą latających superfortec B-17 oraz B-29. Zastosowane w nich rozwiązania można było zastosować w modelach pasażerskich. Pierwszym był Boeing 377 Stratocruiser.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj