To zła wiadomość, bo zaszłości technologiczne m.in. w sektorze ściekowym wciąż są spore w wielu miejscach kraju. Nasze potrzeby inwestycyjne będą też tylko rosnąć, bo w najbliższych latach UE szykuje wiele reform, które mają m.in. polepszyć jakość wody, a także dostosować miasta i ich sieci do zmian klimatu, czyli np. gwałtownych ulew poprzedzonych tygodniami dotkliwej suszy.

Dlatego branża z niepokojem obserwuje toczącą się w UE dyskusję na temat przyszłej perspektywy finansowej na lata 2021–2027. Chociaż plany budżetów z podziałem na poszczególne sektory gospodarki są dopiero na etapie nieoficjalnych projektów i nie ma jeszcze szczegółowo wybranych kryteriów podziału środków, to z rozmów na najwyższych szczeblach wyłania się obraz, że cięć dla sektora wodociągowo-kanalizacyjnego nie uda się uniknąć. Potwierdzają to sami rządzący.

Pieniędzy ma być nie tylko mniej (budżet dla całego Funduszu Spójności dla wszystkich krajów UE to ok. 40 mld euro), ale również wypłacane one będą na mniej korzystnych zasadach. Wysokość dofinansowania byłaby uzależniona od zamożności i poziomu rozwinięcia regionu. Jak miałoby to wyglądać w praktyce? Zamiast dotychczasowego wsparcia do 85 proc. kosztów kwalifikowanych, udział ten wahałby się od 55 do 75 proc. Najwięcej przypadłoby regionom najsłabszym.

– Na oficjalnych spotkaniach Komisji Europejskiej mówi się, że należy spodziewać się odchodzenia od bezzwrotnych form finansowania. Dotacje zastąpiłyby więc pożyczki, niewykluczone, że z zerowym oprocentowaniem – mówiła Ewa Kamieńska, dyrektor departamentu ochrony wód Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska (NFOŚiGW) na tegorocznym kongresie Envicon Water.

Finansowanie po nowemu?

Jak ustaliliśmy, NFOŚiGW chce z wyprzedzeniem załatać inwestycyjną dziurę i pracuje nad nowymi programami wsparcia dla sektora wodociągowo-kanalizacyjnego. Jeszcze w tym roku ma zostać przedstawiona nowa propozycja finansowania dla spółek komunalnych.

Co ciekawe, nie będzie się ona wpisywała ani w dotychczasowy model dystrybucji środków wspólnotowych (uzupełnianych funduszami krajowymi), ani w partnerstwo publiczno-prywatne. NFOŚiGW nie chce zdradzić szczegółów, zasłaniając się klauzulą o zachowaniu poufności do czasu podpisania finalnych umów z czterema podmiotami, z którymi trwają właśnie rozmowy. Uczestniczą w nich władze NFOŚiGW, gmin i podległych im spółek komunalnych.

Negocjowane są różne warunki wejścia kapitałowego, np. model z pozostawieniem udziałów w rękach Narodowego Funduszu aż do momentu ich wykupienia przez przedsiębiorstwo. Trzeba nadmienić, że prawo pozwala NFOŚiGW na obejmowanie lub nabywanie udziałów, akcji oraz obligacji emitowanych przez inne podmioty niż Skarb Państwa lub samorządy. Zgodę na to musi wydać minister finansów. Spełniony musi być też warunek, że taka inwestycja jest związana z rozwojem przemysłu lub ochroną środowiska. W przypadku wodociągów mowa jest o tym drugim wariancie. Zależnie od powodzenia tej współpracy na przyszłe lata zaplanowano 350 mln zł na finansowanie inwestycji.

Wsparcie poza miastami

W zeszłym tygodniu rozpoczął się też nabór wniosków na inwestycje w gospodarkę wodno-ściekową poza granicami aglomeracji ujętych w Krajowym Planie Oczyszczania Ścieków Komunalnych (KPOŚK). Na wsparcie przeznaczonych będzie (w latach 2019–2023) ponad 200 mln zł w formie preferencyjnych pożyczek, które wojewódzkie fundusze ochrony środowiska będą mogły częściowo umorzyć. Byłaby to ulga 30 lub 50 proc., zależnie od sytuacji finansowej gminy.

Przedstawiciele funduszu liczą, że program ten pozwoli zapanować nad rozlewaniem się miast, co ma często miejsce teraz, a służy rozszerzeniu granic administracyjnych, by móc skorzystać z dofinansowań dla inwestycji na odległych krańcach aglomeracji. Przewrotnie zdarza się jednak, że nawet to nie pomaga pozyskać wsparcia dla rozbudowy sieci wodociągowej i kanalizacyjnej, bo taka inwestycja dalej jest nieopłacalna i nie spełnia wymogów technicznych, by mogła być objęta wsparciem. W takiej sytuacji gmina zostaje zarówno bez sieci, jak i z poszerzonym obszarem, którym musi się później zająć. Uruchomienie programu specjalnie dla terenów poza aglomeracjami ma ukrócić ten proceder.

Potrzeby wciąż duże

Chociaż na przestrzeni lat udało się dużo zrobić (wybudowano m.in. 83 tys. km sieci oraz zmodernizowano ponad 1600 oczyszczalni, z czego 400 postawiono od zera), to wciąż mamy ogromne potrzeby inwestycyjne. Z raportu KE wynika, że sektor oczyszczania ścieków komunalnych wciąż potrzebuje ponad 6 mld euro, by spełniał wymogi określone w dyrektywie ściekowej.

Na niedoinwestowanie branży, zwłaszcza poza dużymi ośrodkami, kilkukrotnie zwracała też uwagę Najwyższa Izba Kontroli. Z jej opracowań wynika, że mimo znaczącej poprawy wciąż najgorzej z wodą mają mieszkańcy wsi. Tylko 85 proc. z nich ma możliwość podłączenia do sieci wodociągowej (stan na koniec 2015 r.), podczas gdy średnia dla wszystkich gmin (miejskich, miejsko-wiejskich i wiejskich) przekraczała 91 proc.

W przełamaniu tego impasu nie pomagało też to, że wszystkie zbadanie przez NIK gminy zgłaszały potrzeby inwestycyjne znacząco przekraczające ich budżety. Tylko w 12 gminach szacowane środki na wykonanie niezbędnych zadań związanych ze zbiorowym zaopatrzeniem w wodę wynosiły ponad 66 mln zł na najbliższe pięć lat.

Statystyki te niepokoją również dlatego, że już dziś mamy opóźnienia w wydawaniu funduszy z UE na branżę wodociągowo-kanalizacyjną. Z ponad 8 mld zł wypłaciliśmy beneficjentom zaledwie 3,2 mld zł, z czego potwierdzone fakturami jest 2,3 mld zł. To oznacza, że w szóstym roku wdrażania obecnej perspektywy finansowej nie jesteśmy nawet w połowie drogi. ©℗

>>> Czytaj także: Wybór szefa KE to mętny proces. Weber: "Demokracja należy do przeszłości" [OPINIA]