Wprawdzie to Rada Europejska nominuje kandydata na stanowisko szefa Komisji Europejskiej, ale wybiera go europarlament. PE musi zatwierdzić nowego przewodniczącego Komisji bezwzględną większością głosów - 50 proc. plus jeden.

Jeżeli kandydat nie uzyska wymaganej większości, państwa członkowskie muszą w ciągu miesiąca zaproponować innego kandydata.

Jeśli we wtorek Niemka uzyska wymaganą większość, zostanie pierwszą kobietą na tym stanowisku.

Wynik głosowania jest jednak wielką niewiadomą. Po pierwsze dlatego, że będzie ono tajne i część europosłów nawet z rodziny politycznej von der Leyen może jej nie poprzeć. Po drugie dlatego, że większość grup jeszcze nie zadeklarowała, czy zamierza poprzeć kandydaturę obecnej minister obrony Niemiec, czy ją odrzucić. Frakcje czekają, co kandydatka powie podczas debaty przed głosowaniem.

Von der Leyen może być w zasadzie tylko spokojna o głosy deputowanych Europejskiej Partii Ludowej (EPL). To największa frakcja w PE, która liczy 182 europosłów; poparcie grupy zadeklarowali jej liderzy.

Nie wiadomo natomiast, jak zagłosuje frakcja Odnowić Europę i socjaliści. Nie jest tajemnicą, że ci ostatni są podzieleni, a przeciwko kandydaturze szczególnie mocno w tej frakcji wypowiadali się niemieccy socjaldemokraci.

Socjaliści mają w PE 154 europosłów, a Odnowić Europę – grupa, która zrzesza m.in. liberałów i europosłów prezydenta Francji Emmanuela Macrona – 108.

W poniedziałek Niemka wysłała do eurodeputowanych obu tych frakcji dwa pisma, w których uszczegóławia swoje stanowisko w kluczowych unijnych sprawach. Zapowiada m.in. wprowadzenie w UE płacy minimalnej, zasiłku dla bezrobotnych, podatku węglowego od emisji CO2, a także pilnowanie przestrzegania praworządności. Trudno jednak oceniać, na ile te zobowiązania będą akceptowalne dla eurodeputowanych.

EPL, socjaliści i Odnowić Europę mają łącznie 444 europosłów w liczącym 751 miejsc PE, co oznacza, że gdyby wszyscy zagłosowali za jej kandydaturą, to von der Leyen zostałaby wybrana. W praktyce jednak część europosłów tych trzech grup może być nieobecna na głosowaniu, część może wstrzymać się od głosu, a część nawet głosować przeciwko.

Zieloni wcześniej ogłosili, że nie poprą kandydatury Niemki, bo jej zobowiązania nie spełniają ich oczekiwań w najbardziej palących kwestiach w UE, m.in. migracji i ochrony klimatu. To strata kilkudziesięciu głosów, które mogą okazać się kluczowe.

Dlatego - jak wskazują media - języczkiem u wagi może się okazać frakcja Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, do której należy PiS. Licząca nieco ponad 60 europosłów grupa może przechylić szalę głosowania na korzyść lub niekorzyść von der Leyen. Grupa jeszcze nie zdeklarowała się, jak zamierza zagłosować.

Głosowanie w sprawie wyboru Niemki odbędzie się w PE w Strasburgu o godz. 18.

Jeśli von der Leyen zostanie wybrana, kolejnym krokiem będzie ustalenie składu Komisji. W tym przypadku to Rada Europejska w porozumieniu z nowo wybranym przewodniczącym KE przyjmuje listę kandydatów na komisarzy, po jednym z każdego państwa członkowskiego. Kandydaci na komisarzy prezentują się przed komisjami parlamentarnymi właściwymi w poszczególnych dziedzinach. Stanie się to najprawdopodobniej we wrześniu.

Następnie komisje parlamentarne będą obradowały za zamkniętymi drzwiami, aby przygotować ocenę wystąpienia oraz kompetencji kandydata. Ocena ta jest wysyłana przewodniczącemu PE. W przeszłości zdarzyło się, że negatywna ocena spowodowała wycofanie kandydatury.

Cały skład KE, w tym osoba przewodniczącego oraz wysokiego przedstawiciela ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, musi zostać następnie zatwierdzony przez PE w jednym głosowaniu. Przewodniczący i komisarze po zatwierdzeniu przez europarlament są oficjalnie mianowani przez Radę, która podejmuje decyzję większością kwalifikowaną.

Ze Strasburga Łukasz Osiński (PAP)