Kim jest Dmytro Putatia?
Dmytro Putatia służy w ukraińskiej armii od wiosny 2022 r. Należał do grupy pierwszych operatorów dronów Mavic, którzy pojawili się na froncie. Obecnie służy w 20. Brygadzie Sił Systemów Bezzałogowych znanej pod kryptonimem K2. W swojej krótkiej analizie dla brytyjskiego tygodnika "The Economist" wyjaśnił, dlaczego Ukraina osiągnęła przewagę w dronowym wyścigu z Rosją i jak wpłynęło to na sytuację na linii frontu.
Rosjanie są zapóźnieni, jeśli chodzi o drony przechwytujące
Zwrócił przede wszystkim uwagę, że Rosjanie są zapóźnieni, jeśli chodzi o technologię dronów przechwytujących. Zaczęli wdrażać je punktowo pod koniec 2025 r. Poza tym dopiero budują sieć małych stacji radarowych do wykrywania ukraińskich bezzałogowców, a także przygotowują oprogramowanie służące ich śledzeniu na tabletach – Ukraina ma już te rozwiązania od dawna.
Ukraina może tanio atakować na średnim dystansie. To zmieniło front
Najważniejsza zmiana nastąpiła jednak gdzie indziej. Przez lata ukraińska armia – korzystając z własnych danych wywiadowczych i informacji od zachodnich partnerów – mogła tylko patrzeć na setki rosyjskich systemów obrony przeciwlotniczej, radarów, stanowisk dowodzenia, magazynów i szlaków logistycznych znajdujących się na średnim dystansie, czyli od 30 do 150 km od linii frontu. Czasem do ataków na nie wykorzystywała drogie systemy rakietowe typu HIMARS. Teraz ma tanie systemy dronowe Hornet, które umożliwiają przeprowadzanie wielu uderzeń na tym dystansie, siejąc spustoszenie na rosyjskich tyłach.
W efekcie Rosjanie zostali zmuszeni do ograniczenia zużycia paliwa i do przenoszenia magazynów z dala od linii frontu, czasem nawet na terytorium Rosji. Putatia zaznaczył, że kampania uderzeń dronowych zmusiła Moskwę do wprowadzenia ograniczeń dotyczących wielkości konwojów w obwodzie donieckim, aby trudniej było je wykryć – obecnie razem mogą poruszać się co najwyżej dwie ciężarówki.
Według Putatii poważnie zmieniło to sytuację na froncie:
"Wszystko to, a także ciągła niezdolność Rosji do przełamania frontu, zmusza rosyjskie dowództwo do kolejnej zmiany planów. Rosyjscy generałowie stawiają dowódcom dywizji nierealistyczne wymagania i fałszują informacje o postępach. (…) Polityczna presja na szybkie zdobywanie terytorium prowadzi do rzucania na front niedostatecznie wyszkolonych rekrutów, a w konsekwencji do wysokich strat wśród małych grup piechoty próbujących przedrzeć się na tyły ukraińskich pozycji. Można odnieść wrażenie, że rosyjska armia – która po raz pierwszy zaczęła ponosić straty także w głębi operacyjnej, a więc nie tylko na linii kontaktu, ale również ponad 30 km za nią – znalazła się w impasie i ponownie koryguje swoje ambicje przed kolejną ofensywą"
Dodał, że jeśli ukraińskie drony nadal będą zadawać Rosjanom większe straty, niż Kreml jest w stanie uzupełniać nowymi rekrutami, do końca roku armia Putina może "utracić zdolność dalszych postępów" i "zakończyć aktywną fazę wojny".
Rosjanie przyznają: Hornety to nasza zmora. Nie ma na nie sposobu
Rosyjscy prowojenni blogerzy przyznają, że ukraińskie drony Hornet, wykorzystujące technologię AI, stały się ich zmorą.
"Wszystkie główne drogi znajdujące się w promieniu 150 km od linii kontaktu znajdą się w strefie rażenia. (…) Problem z tymi dronami polega na tym, że obecnie są one niewidoczne dla naszych systemów przechwytywania obrazu. Wykrywają je jednak radary. Dlatego musimy zwiększyć produkcję radarów i maksymalnie je zminiaturyzować" – czytamy na kanale "Notatki Weterana" na Telegramie.
Z kolei kanał "Młot na czarownice" zaznacza, że Hornety są tańsze i produkowane na większą skalę niż ich odpowiedniki:
"Przeciwnik używa setek Hornetów na całej linii frontu – od Chersonia po Biełgorod – a rzeczywiste dostawy tych dronów szacuje się już na dziesiątki tysięcy egzemplarzy. Wszystko wskazuje na to, że liczby te będą dalej rosły. Przy tak dużej liczbie dronów przeciwnik może sobie pozwolić na atakowanie nimi praktycznie każdego celu. Dlatego podczas gdy RAM-2X i podobne drony są wykorzystywane przeciwko celom o wysokiej wartości – obiektom stacjonarnym, strefom obrony przeciwlotniczej czy kluczowemu sprzętowi – Hornety skupiają się na niszczeniu wszelkiego rodzaju transportu, a nawet personelu, w tym naszych mobilnych grup ogniowych i jednostek obrony przeciwlotniczej."
Z-bloger zaznacza, że nie znaleziono dotąd środka, który skutecznie neutralizowałby Hornety – przeciwko nim słabo sprawdzają się działka oraz drony przechwytujące Jołka, a narzędzia walki elektronicznej w ogóle na nie nie działają.
Wojna manewrowa będzie jeszcze możliwa?
Niedawno były głównodowodzący Sił Zbrojnych Ukrainy Wałerij Załużny stwierdził, że rozwój technologii dronowych sprawił, iż przeprowadzanie ofensyw na szeroką skalę stało się właściwie niemożliwe. Putatia się z tym nie zgadza. Twierdzi, że w 2026 r. Ukraina ponownie zaskoczy świat i przeprowadzi kilka lokalnych operacji ofensywnych przeciwko rosyjskiej armii.
"Wierzę też, że zakończą się one sukcesem i znów zobaczymy wojnę manewrową – opartą na przełamaniu pozycji przeciwnika oraz wykorzystaniu szybkości i efektu zaskoczenia do jego pokonania – zamiast powolnych walk pozycyjnych, w których tkwimy od tak dawna. Ukraińska armia potrzebuje jednak więcej czasu na rozpoznanie i planowanie operacji, a także wyraźniejszego podziału kompetencji dowódczych niż obecnie. Jeśli te problemy zostaną rozwiązane, sukcesy taktyczne mogą przerodzić się w coś znacznie większego" – podsumował.
