Sprzedaż inwestycji na Alasce o wartości 5,6 mld dol. nie jest szokująca. BP wyprzedaje swoje aktywa od dekady, by sfinansować rekompensatę i dokonać reorganizacji koncernu po katastrofie w Macondo w 2010 roku. Zasadniczo, sprzedaż „dojrzałych” złóż ropy i gazu mniejszym, niezależnym firmom planującym wycisnąć je do cna jest standardowym etapem cyklu rozwojowego. W 2003 r. Apache Corp. zajęła Forties. Złoża na Alasce wykupiła prywatna firma Hilcorp Energy Co. Utrzymywanie statusu naftowego giganta polega na ciągłym ocenianiu złóż pod względem potencjału i decydowanie, czy lepiej je zatrzymać, czy się ich pozbyć.

Mimo to sprzedaż złóż na Alasce ma symboliczny wymiar. Alaska jest głęboko zakorzeniona w historii i tożsamości BP. Były dyrektor generalny Lord John Browne, stojący na czele mega-fuzji pod koniec XX wieku, które przekształciły BP z firmy dwóch rurociągów, właśnie tam rozpoczął swoją karierę w 1969 roku –  tuż po tym, jak BP dowiercił się do ropy naftowej. Jedna z tych wielkich transakcji Browne’a – przejęcie Atlantic Richfield Co. w 2000 r. za 33 mld dol. – częściowo polegała na konsolidacji pozycji BP na Alasce. Organy antymonopolowe nakazały jednak sprzedaż tych konkretnych aktywów koncernowi Phillips Petroleum Co. (obecnie pod nazwą ConocoPhillips). W tamtym czasie BP szukało gigantycznych pól naftowych i gazowych, których zaadaptowanie zwykle wymagało wiele lat i ogromne fundusze. Stąd też pęd Browne’a do wszelkich przejęć.

>>> Czytaj też: Inwestowanie w Europie jest passe? Norwegia planuje przenieść 100 mld dol. do USA

Świat się zmienił. Podczas gdy producenci wciąż cieszą się z odkryć wielkich złóż, to załamanie cen ropy sprawiło, że inwestorzy są nieufni wobec dużych inwestycji i są bardziej wymagający pod względem wypłat. Giganci naftowi wycofują się ze swoich dotychczasowych twierdz: Royal Dutch Shell praktycznie opuszcza kanadyjskie piaski roponośne, Chevron niedawno wycofał się z brytyjskiego Morza Północnego, a Exxon Mobil wystawił na sprzedaż swoje norweskie aktywa. BP swoje aktywa na norweskich wodach w 2016 r. przekształciło w spółkę joint venture.  Jednocześnie BP kierowało fundusze na dywidendy i wykupy, aby zadowolić inwestorów – akcje BP zyskały prawie 7 proc. Skupiło też większą część swoich nakładów inwestycyjnych na wydobycie łupków podczas krótszych cyklów. BP zapłacił w zeszłym roku BHP Group 10,5 mld dol. w gotówce za aktywa łupkowe.

Sprzedaż aktywów na Alasce można postrzegać jako odejście od konwencjonalnej pozycji do finansowania ekspansji na niekonwencjonalnych polach ropy i gazu. W ten sposób transakcja rzuca światło na nowe aktywa – BP, podobnie jak kilku innych konkurentów, próbuje udowodnić, że gigant paliwowy może wykorzystać swoją przewagę, jeśli chodzi o bituminy.  Alaska bywa postrzegana jako obszar nowych możliwości, zwłaszcza – o ironio – dzięki zmianom klimatu i ambicjom energetycznym obecnego rządu USA, który chce łożyć nakłady na potencjalny rozwój. Ze względu na fakt, że jest to wrażliwe, odległe i wymagające środowisko, niesie ze sobą dodatkowe ryzyko i koszty dla producentów – może też się okazać, że przyszłe administracje ponownie ograniczą tamtejszą działalność. Boom na Alasce rozpoczął się, gdy przez kryzys naftowy w 1973 r. zignorowano sprzeciw wobec budowy rurociągu Trans-Alaska. Przyszłość tego ropociągu będzie teraz determinowana przez wyzwania spowodowane nadmiarem ropy i związanymi z tym emisjami. W obliczu tak wielu zmian i konieczności dostosowania, naprawdę nie ma już świętych krów gotówkowych.

>>> Czytaj też: Czy wpływy z emisji CO2 rozpłyną się w budżecie?