Za jej pomocą politycy, intelektualiści i dziennikarze nasyłają na wrogów armie wiernych sobie trolli i z rozkoszą przyglądają się „zaorywaniu” (oraz rosnącym zasięgom). Napięcie rośnie, konflikty się zaogniają. Ostudzić je może… zwarcie bezpośrednie. Spotkanie w realu.

Takie zwarcie nie może odbyć się w Sejmie. Izba to element politycznego teatru, w którym każdy musi grać role niestrudzonych bojowników o „najmojsze” racje. Na prawdziwą rozmowę nie ma tam miejsca. Co innego kongresy i fora ekonomiczne. Odbywają się ona zazwyczaj za zamkniętymi, a co najwyżej półotwartymi drzwiami i w luźnej atmosferze. Zjeżdżają na nie politycy, dziennikarze oraz intelektualiści z różnych parafii światopoglądowych. Nie ma tam trolli (zazwyczaj), karmiących się inwektywami oraz z rewolucyjną czujnością pilnujących, by ich pupil nie podał ręki „mordzie zdradzieckiej” bądź przedstawicielowi „watahy”. Dzięki temu wrogowie mogą od forumowego święta spotkać się twarzą w twarz. Więcej! Na jednym panelu dyskusyjnym, bankiecie czy w przerwie na kawę redaktor „Gazety Polskiej” może porozmawiać z publicystą „Newsweeka”, nie domyślając się z początku, z kim ma do czynienia. Potem, gdy się już sobie przedstawią i poznają o sobie tę straszliwą prawdę, odrobinę trudniej będzie się im nienawidzić. Dlatego chociaż fora i kongresy – przynajmniej ich oficjalne części – wyglądają na niezobowiązujące pogaduszki, to owo gadu-gadu łagodzi, a przynajmniej potencjalnie może łagodzić polityczne obyczaje.

Bezpośrednia rozmowa i podanie sobie ręki naprawdę działają cuda i godzą ze sobą przeciwników. Świadkiem historia. W Wigilię 1914 r. na zachodnim froncie I wojny światowej doszło do niezwykłej sytuacji – alianccy i niemieccy żołnierze nie tylko zawiesili ogień, lecz nawet zaczęli się bratać. Niemcy dali Brytyjczykom piwo, Brytyjczycy Niemcom pudding. Rozgrywano mecze piłkarskie. Rozejm przeciągnął aż do Sylwestra.

źródło: DGP

Taką „wigilią” polskiej polityki – w jakże gorącym przedwyborczym okresie – może stać się Forum Ekonomiczne, które we wrześniu po raz 29. odbędzie się w Krynicy-Zdroju. To, co organizatorowi Zygmuntowi Berdychowskiemu (dawniej PO) niektórzy wypominają jako oportunizm, czyli zapraszanie na forum wszystkich bez względu na partyjne kolory, można przy odrobinie życzliwości uznać za zaletę. Berdychowski nie jest mediatorem i gołąbkiem pokoju, ale biznesmenem, który na organizacji forum zarabia, ale to nie zmienia faktu, że na krynickim deptaku tworzy zwaśnionym stronom polskiej wojny domowej warunki do rozmowy. Czy wynikłe stąd złagodzenie obyczajów ma szansę trwać dłużej? To już zależy od głównych rozgrywających polskiej polityki. W 1914 r. po wspólnej wigilii i świętowaniu nikt nie chciał na nowo podejmować walki. Wznowiono ją dopiero, gdy zniecierpliwieni dowódcy nakazali snajperom strzelać do swoich…

O forum Krynicy mówi się „polskie Davos”, w nawiązaniu do największego szczytu ekonomicznego na świecie, który co roku odbywa się w szwajcarskim kurorcie. Oczywiście pod względem geopolitycznej rangi tych wydarzeń ma się to nijak do rzeczywistości. W kuluarach Davos rozstrzygają się sprawy istotne dla całego świata, w kuluarach Krynicy dla regionu oraz dla poszczególnych prezesów spółek Skarbu Państwa, którzy chcą utrzymać posady, albo dla przedstawicieli polskich firm finansowych, które chcą politykom wybić z głowy pomysły na kolejne regulacje. Mniejsza jednak o to. Jest coś, co Krynicę od Davos odróżnia w sposób pozytywny. Davos na czas forum zamienia się w najdroższy kurort świata. Nawet dobrze zarabiający Szwajcarzy omijają je wtedy szerokim łukiem. W Davos zostaje jedynie polityczno-biznesowa wierchuszka, co buduje w zwykłych ludziach przekonanie o braku wpływu na rządzące elity i osłabia wiarę w instytucje demokratyczne.

W Krynicy jest inaczej. Owszem główny plac i budynki forum z przyczyn pragmatycznych są odgrodzone od reszty miasteczka, ale dokoła żyją wszystkie knajpy i parki, w których roi się od gości forum. W okolicy także pełno zwykłych turystów, którzy mogą przekonać się, że ta rządząca Polską elita rekrutuje się spośród takich samych ludzi jak oni i że niewiele się od nich różni poza tym, że częściej zakłada garnitury. Zwykli bowiem ludzie w Krynicy także mogą załapać się na gadu-gadu z tym czy owym politykiem albo dziennikarzem.

Przedwyborcza detwitteryzacja polityki to coś ze wszech miar pożądanego.

>>> Czytaj też: Ekspert: Odczyt PKB potwierdza kontynuację osłabienia koniunktury