- byłego ministra spraw zagranicznych, a obecnie prezydenta Niemiec - która nie jest częścią porozumień mińskich w sprawie Donbasu, dotyczy przeprowadzenia wyborów i przyznania specjalnego statusu terytoriom ukraińskim kontrolowanym przez prorosyjskich separatystów.
"Formuła Steinmeiera sama w sobie nie jest katastrofą, gdyż przywiązana jest jedynie do wprowadzenia w życie ustawy o . Jest to tylko jeden z elementów szerszej mapy drogowej. Ale właśnie tej szerokiej mapy, dotyczącej implementacji innych punktów porozumień mińskich, a nie tylko ustawy o szczególnym statusie, na razie nie ma. Nic o nich nie wiemy" - oświadczyła Zołkina w rozmowie z PAP.
Ekspertka, która jest analitykiem politycznym w kijowskiej fundacji Demokratyczni Inicjatywy oceniła, że w związku z tą niepewnością obawy, iż może dojść do zdrady ukraińskich interesów narodowych, są uzasadnione.
"Obawy o zdradę interesów nie powinny dotyczyć tylko i wyłącznie formuły Steinmeiera; Ukraina powinna nalegać na jasne warunki przeprowadzenia tych wyborów oraz na realizację komponentów dotyczących kwestii bezpieczeństwa" - powiedziała.
"Wybory nie mogą być przeprowadzone w dowolnym momencie, gdy ktoś tego tylko zapragnie. Muszą być one poprzedzone całkowitym i bezwarunkowym wstrzymaniem ognia, trwałym okresem przejściowym oraz demilitaryzacją regionu" - dodała Zołkina.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, tłumacząc zgodę Kijowa na przyjęcie formuły Steinmeiera, zapewnił we wtorek, że wybory do władz lokalnych w Donbasie nie odbędą się pod lufami karabinów obcych wojsk. "Prezydent nie mówi jednak o żadnych gwarancjach wycofania rosyjskich wojsk ani w jaki sposób przeprowadzona ma być demilitaryzacja oraz rozbrojenie lokalnych bojowników, czyli o warunkach, które w ogóle pozwalają na rozpoczęcie rozmów o wyborach" - podkreśliła Zołkina.
Ekspertka zaznaczyła, że podstawowym pytaniem jest, kto będzie kontrolował proces demilitaryzacji i rozbrojenia, wycofanie wojsk, a przede wszystkim, nad odcinkami wspólnej granicy opanowanymi przez separatystów.
"Wcześniej, gdy na porządku dziennym był pomysł międzynarodowej misji pokojowej, było jasne, że będzie okres przejściowy, tymczasowa administracja międzynarodowa i międzynarodowy kontyngent wojskowy. Kontyngent ten kontrolowałby rozbrojenie, wycofywanie sił, granicę ukraińsko-rosyjską i dopiero potem rozpoczęłyby się przygotowania do wyborów. Dziś niczego na ten temat nie wiemy" - podkreśliła Zołkina.
Według rozmówczyni PAP wszystkie te sprawy powinny być omówione na oczekiwanym szczycie czwórki normandzkiej, którą tworzą przywódcy Niemiec, Francji, Ukrainy i Rosji.
"Nawet jeśli Zełenski szczerze myśli o ograniu Rosji i pokoju na warunkach korzystnych dla Ukrainy, będzie to trudne. Wpływa na to wiele rzeczy. Po pierwsze Niemcy i Francja zmieniły swoje stanowisko negocjacyjne; wcześniej były one o wiele bardzie zdecydowane w obronie praw Ukrainy niż dziś" - uznała.
"Teraz, gdy ukraiński prezydent sygnalizuje bardzo wysokie nastawienie na osiągnięcie szybkich wyników, szybkiego pokoju i chce pokazać, że w odróżnieniu od poprzednich władz może to zrobić, może to obrócić się przeciwko niemu. Zgoda Ukrainy na formułę Steinmeiera oznacza, że Rosja przeciągnęła Ukrainę na swoją stronę boiska. Obawiam się, że w formacie normandzkim rozmowa będzie toczyła się wokół tego, co jest wygodne dla Rosji" - oceniła Zołkina.
"Nie wiem, czy Zełenskiemu uda się tam obronić. Czy zdoła przekonać rozmówców, iż bez wstrzymania walk i Ukraina nie pójdzie ani o krok dalej. Musimy pamiętać, iż (prezydent Rosji Władimir) Putin jest niezwykle utalentowanym i twardym negocjatorem" - ostrzegła.
Ekspertka zwróciła uwagę, iż zgoda ekipy Zełenskiego na . "Wysokie poparcie, z którym prezydent doszedł do władzy, i ogólne zadowolenie z rozwoju spraw w kraju - a ponad 50 proc. Ukraińców uważa, iż Ukraina idzie w dobrym kierunku - nie powinno wprowadzać nikogo w błąd. Masowych protestów nie wywołuje 50 proc., lecz aktywna mniejszość. Na Ukrainie istnieją organizacje weteranów, wolontariuszy, dla których taka ciemna droga do nie wiadomo jakiego pokoju jest nie do przyjęcia" - podkreśliła.
"Po ogłoszeniu, że Ukraina akceptuje formułę Steinmeiera, ludzie zaczęli wychodzić na ulice. Nie można dziś prognozować, że ten protest osiągnie jakieś ogromne rozmiary, ale nie można też powiedzieć, że zakończy się niczym" - powiedziała Zołkina PAP.
>>> Czytaj też: Putin dopuścił przedłużenie o rok kontraktu z Ukrainą na tranzyt gazu
