Garnizon chińskiej armii ostrzegł protestujących w Hongkongu

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
6 października 2019, 16:51
Chiny
Chiny/ShutterStock
Żołnierze garnizonu chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej (ALW) w Hongkongu ostrzegli w niedzielę demonstrantów, że mogą być zatrzymani za kierowanie promieni laserowych wskaźników w stronę bazy wojskowej. W wielu częściach regionu trwają gwałtowne protesty.

Na dachu jednego z budynków kompleksu wojskowego przy Waterloo Road na półwyspie Koulun pokazano żółty transparent z ostrzeżeniem, skierowanym do protestujących – podały miejscowe media. Była to pierwsza bezpośrednia interakcja garnizonu z demonstrantami, odkąd w czerwcu w Hongkongu rozpoczęła się obecna fala prodemokratycznych protestów.

Agencja Reutera podawała, powołując się na anonimowych dyplomatów, że Chiny podwoiły niedawno liczbę żołnierzy stacjonujących w Hongkongu, nie informując o tym publicznie. Część obserwatorów obawiała się, że komunistyczne władze w Pekinie mogą się zdecydować na użycie wojska lub Zbrojnej Policji Ludowej, by stłumić protesty w Hongkongu, choć wielu ekspertów oceniała taki scenariusz jako mało prawdopodobny.

Niedziela jest kolejnym z rzędu dniem gwałtownych demonstracji i starć z policją. Do najnowszej eskalacji doprowadził zakaz zakrywania twarzy podczas zgromadzeń publicznych, ogłoszony w piątek przez miejscowe władze. Demonstranci rozbijają i podpalają sklepy, banki i stacje metra. Policja używa gazu łzawiącego, gumowych kul i pałek.

By wprowadzić zakaz noszenia masek, szefowa administracji Hongkongu Carrie Lam skorzystała z niestosowanych od ponad pół wieku, kolonialnych przepisów, przyznających jej olbrzymie uprawnienia w „sytuacji kryzysowej lub zagrożenia publicznego”. Opozycja obawia się, że Lam planuje kolejne kryzysowe rozporządzenia, które dzięki tym przepisom może wydawać bez normalnego procesu ustawodawczego.

W niedzielę częściowo wznowiono pracę sieci metra, która poprzedniego dnia była całkowicie unieruchomiona z powodu piątkowych aktów wandalizmu. W związku z dalszymi protestami w niedzielę po południu niektóre stacje ponownie zamknięto, a wiele innych zakończy działanie wcześniej niż zwykle.

W czasie starć w dzielnicy Wan Chai na wyspie Hongkong jeden z dziennikarzy publicznej stacji RTHK został trafiony butelką zapalającą i z poparzoną twarzą trafił do szpitala. Według RTHK demonstranci prawdopodobnie nie celowali w reportera, a po trafieniu udzielili mu pomocy. Stacja potępiła przemoc i wezwała wszystkie strony do okazania wstrzemięźliwości.

14-latek, postrzelony podczas sobotnich starć ostrą amunicją w nogę przez policjanta w cywilu, jest podejrzany o udziału w zamieszkach i napaści na funkcjonariusza; stan nastolatka ustabilizował się po operacji w Szpitalu Tuen Mun – podał dziennik „South China Morning Post”.

Lam obiecała niedawno, że wycofa kontrowersyjny projekt umożliwienia ekstradycji do Chin kontynentalnych, który wywołał protesty. Nie przychyliła się jednak do żadnego z pozostałych postulatów protestujących. Żądają oni między innymi demokratycznych wyborów władz regionu oraz niezależnego śledztwa w sprawie działań rządu i policji, którą oskarżają o brutalność.

>>> Czytaj też: Ukraina: 10 tys. osób protestowało na Majdanie w obawie przed kapitulacją przed Rosją

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj