Znów niespokojnie w Hongkongu; policja użyła gazu łzawiącego

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
7 października 2019, 14:58
Hongkońska policja wystrzeliła w poniedziałek granaty z gazem łzawiącym, by rozpędzić kilkuset demonstrantów, którzy stawiali barykady i blokowali ruch uliczny w pobliżu stacji metra Prince Edward na półwyspie Koulun - podała agencja Reutera.

Wcześniej w poniedziałek setki demonstrantów manifestowały w centrach handlowych, ale do tej pory nie pojawiły się doniesienia o poważniejszych starciach ani o aktach wandalizmu.

Demonstranci często gromadzą się koło stacji Prince Edward, by wznosić antyrządowe hasła i składać kwiaty w intencji osób, które zdaniem części protestujących zginęły tam w sierpniu podczas interwencji policji. Władze Hongkongu, służby medyczne i operator metra wielokrotnie zaprzeczali, jakoby ktokolwiek wtedy zginął.

Od piątku w regionie trwają masowe, momentami gwałtowne protesty przeciwko zakazowi zakrywania twarzy podczas zgromadzeń publicznych. W sobotę demonstranci niszczyli sklepy, oddziały banków i stacje metra, a w niedzielę w pokojowym marszu sprzeciwu przeszło kilkadziesiąt tysięcy osób.

W poniedziałek czynne były tylko niektóre stacje hongkońskiego metra, a i one zostały wieczorem zamknięte wcześniej niż zwykle, by dać więcej czasu na naprawę zniszczeń spowodowanych piątkowymi i sobotnimi aktami wandalizmu - podała stacja RTHK.

Szefowa administracji regionu wprowadziła zakaz zakrywania twarzy, korzystając ze starych, niestosowanych od ponad pół wieku przepisów kryzysowych. Przyznają jej one rozległe uprawnienia, w tym do dowolnego uchwalania i zmiany praw, w „sytuacjach kryzysowych lub zagrożenia publicznego”.

Zakaz poparła większość propekińskich posłów hongkońskiego parlamentu oraz rząd centralny ChRL. Sprzeciwia mu się opozycja demokratyczna, która podnosi obawy, że Lam może wydać kolejne kryzysowe rozporządzenia z pominięciem normalnego procesu ustawodawczego.

Doradca Lam z Rady Wykonawczej Ip Kwok-him ocenił w poniedziałek, że aby powstrzymać protesty, władze mogłyby na mocy tych przepisów ograniczyć również dostęp do internetu. „Dopóki istnieją możliwe sposoby przerwania zamieszek, rząd nie wykluczy wprowadzenia zakazu (korzystania) z internetu” - powiedział.

Lam obiecała niedawno, że wycofa kontrowersyjny projekt umożliwienia ekstradycji do Chin kontynentalnych, który był bezpośrednią przyczyną trwających protestów. Nie przychyliła się jednak do żadnego z pozostałych postulatów protestujących. Żądają oni między innymi demokratycznych wyborów władz regionu oraz niezależnego śledztwa w sprawie działań rządu i policji, którą oskarżają o brutalność.

Z Kantonu Andrzej Borowiak (PAP)

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj