Co się (nie) wydarzy na szczycie klimatycznym COP25 w Madrycie

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
20 listopada 2019, 05:50
Madryt
Madryt/ShutterStock
Powiedzieć, że ten szczyt klimatyczny ONZ – COP25 ma pecha, to jak niczego nie powiedzieć. Na dobry początek z jego organizacji wycofała się Brazylia, więc w ostatniej chwili jego organizację przejęło w Katowicach Chile, ale i ono go nie zorganizuje. Trudne będzie też osiągnięcie jakiegokolwiek namacalnego sukcesu.

Decyzja o podjęciu się przewodniczenia COP25 nie była też łatwa z innego powodu: otóż ciężko będzie z tego szczytu wydestylować namacalny, medialny i zrozumiały dla świata sukces. Przede wszystkim COP25 powinien dokończyć uzgadnianie zasad działania Porozumienia paryskiego, tzw. „Katowice Rulebook”. Są one o tyle ważne, co w większości niezrozumiałe dla osób niezwiązanych na co dzień z globalnymi negocjacjami klimatycznymi. W ubiegłym roku podjęłam próbę wyjaśnienia, co tak naprawdę się stało na katowickim COP24, ale biorąc pod uwagę to, jak mimo wszystko o nim w Polsce mówiono, nie wiem na ile skutecznie.

Aby sfinalizować „Katowice Rulebook” muszą się wydarzyć trzy rzeczy:

- Uzgodnienie nowych mechanizmów globalnego handlu emisjami. Nie jest to łatwe z wielu powodów, choć głównie z powodu Brazylii, która chciałaby zachomikować swoje kredyty redukcyjne z epoki Protokołu z Kioto i użyć ich po 2020 r. (np. sprzedać liniom lotniczym). Pomimo ogromnego znaczenia tego tematu dla światowych inwestycji i możliwych redukcji emisji, nie wygląda na to, żeby udało się rozstrzygnąć tę kwestię w najbliższym czasie. Zdawała się o tym wiedzieć chilijska Prezydencja próbując przekierować uwagę na inne, nienegocjacyjne tematy szczytu.

- Uzgodnienie jednolitej długości planów z celami redukcyjnymi pod Porozumieniem paryskim. Obecnie większość z nich (tzw. krajowo ustalonych wkładów – NDCs) formułowanych jest na 5 lat (np. USA – do 2025 r.) lub 10 lat (np. UE – do 2030 r.). Tu akurat łatwo wytłumaczyć, trudniej się dogadać.

- Uzgodnienie „przelicznika” dla gazów cieplarnianych (tzw. common metrics). Jest to dyskusja głównie pomiędzy współczynnikiem globalnego ocieplenia (GWP), a współczynnikiem globalnych zmian temperatury (GTP). Ze względu na bardzo naukowy charakter tej dyskusji, tylko nieliczni mogą się w nią zaangażować. Z kolei doświadczenia poprzednich lat pokazują, że ma ona także wydźwięk polityczny i że to dogadanie również może się nie udać.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: wysokienapiecie
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj