Sędziowska robota, czyli czego nie umiemy zaakceptować [OPINIA]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
1 grudnia 2019, 19:37
prawo1
prawo/ShutterStock
Skromny sędzia rejonowy z Olsztyna rozbił w zeszłym tygodniu bank. Po tym, jak wezwał Kancelarię Sejmu do udostępnienia utajnionych list poparcia do Krajowej Rady Sądownictwa, znalazł się na ustach wszystkich. Jedni wynosili go na piedestał, drudzy wieszali na nim psy.

Tymczasem sędzia po prostu zrobił to, co do niego należało – podjął .

Na jego miejscu mógł się znaleźć każdy inny sędzia. Mamy ich w Polsce około 10 tys. I pewnie każdy, kto zdecydowałby się na podobny krok, z dnia na dzień stałby się medialną gwiazdą. Na pierwszy rzut oka to nie dziwi. Sędzia rzucił przecież wyzwanie rządzącym, a tym samym wiele ryzykował. Nie chodzi tylko o to, że minister sprawiedliwości odwołał go z delegacji. To może się okazać najmniej uciążliwą dla sędziego konsekwencją.

Medialne zainteresowanie może jednak wynikać z innych, głębszych przyczyn. Niewykluczone, że mamy jako społeczeństwo nadal problem z czymś, co w bardziej dojrzałych systemach demokratycznych jest oczywistą oczywistością: z zaakceptowaniem sędziowskiej niezawisłości. Nie do końca uświadamiamy sobie, że każda osoba z tej dziesięciotysięcznej armii jest przedstawicielem jednej z trzech władz. Ta ma zaś sporo narzędzi, żeby wpływać na naszą rzeczywistość. Także ustrojową.

Sędzia Paweł Juszczyszyn do ostatniego poniedziałku był osobą praktycznie anonimową, przynajmniej dla mediów mainstreamowych. W olsztyńskim środowisku jest jednak znany. Nie boi się publicznie mówić (np. na zgromadzeniach sędziów), co sądzi na temat tego, co rządzący wyprawiają z sądami. Macierzystym miejscem pracy sędziego Juszczyszyna jest Sąd Rejonowy w Olsztynie. To właśnie tam wróci, gdy dokończy sprawy powierzone mu na delegacji. I można przypuszczać, że nie będzie miał łatwego życia. Mało kto pamięta, że na czele olsztyńskiego sądu rejonowego sądu stoi nie kto inny, jak Maciej Nawacki, jeden z członków obecnej Krajowej Rady Sądownictwa. Ten sam, dla którego poparcie wycofało kilkoro sędziów, gdy startował w konkursie do KRS. Ten sam, który oświadczył, że sam sobie takiego poparcia udzielił. „Byłoby dziwne, gdybym tego nie zrobił” – stwierdził bez żenady.

>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu Magazynu DGP i na EDGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj