Spora część światowego zadłużenia wynika z celowego działania rządów, które wykorzystywały pożyczki, aby pobudzić globalną gospodarkę po kryzysie finansowym. Stopy procentowe od lat utrzymywane są na najniższym możliwym poziomie, co sprzyja wzrostowi zadłużenia.

Teraz, gdy decydenci zmagają się z najwolniejszym wzrostem PKB od ostatniego kryzysu, pakiet opcji ożywienia ich gospodarek ma wspólny mianownik: jeszcze większy dług. Zwolennicy wydatków deficytowych twierdzą, że banki centralne wyczerpały swoje możliwości, więc potrzebne są ogromne wydatki fiskalne, by wyciągnąć z dołka firmy i gospodarstwa domowe. Ci z bardziej "jastrzębim" nastawieniem twierdzą, że takie propozycje mogą być przyczyną kolejnych kłopotów.

>>> Czytaj też: Mity Trumpa obalone. Wydatki państw NATO na obronność rosną od 5 lat i są ogromne

Bankierzy i decydenci, od szefowej Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde, po Międzynarodowy Fundusz Walutowy, uważają, że to dobry czas, aby pożyczać na projekty, które w przyszłości przyniosą gospodarcze zyski.

Gdzie jednak jest granica bezpieczeństwa? Ile długów może bezpiecznie udźwignąć gospodarka?

Mark Sobel, były urzędnik Departamentu Skarbu USA i Międzynarodowego Funduszu Walutowego uważa, że konwencjonalna wiedza na temat ograniczeń zaawansowanej gospodarki w zakresie relacji długu do PKB może się zmieniać. „Biorąc pod uwagę niższe rachunki odsetkowe i stłumiony popyt rynków na bezpieczne aktywa, zaawansowane gospodarki mogą znieść większe obciążenia zadłużeniem” - powiedział Mark Sobel.

Dużym ograniczeniem dla polityków jest jednak dziedzictwo zadłużenia zaciągniętego wcześniej. Nowo wybrany rząd Argentyny obiecał renegocjować rekordową linię kredytową z MFW w wysokości 56 miliardów dolarów, przywołując wspomnienia o załamaniu gospodarczym kraju i niewypłacalności zadłużenia w 2001 r. Turcja, Republika Południowej Afryki i inne kraje również miały poważne kłopoty.

Jeśli chodzi o zadłużenie korporacyjne, same amerykańskie firmy, nawet przy rekordowej ekspansji gospodarczej, odpowiadają za około 70 proc. tegorocznych wszystkich niespłaconych zobowiązań korporacyjnych. Natomiast, według S&P Global Ratings, w Chinach firmy, które nie obsługują zadłużenia, prawdopodobnie osiągną rekordowy poziom w przyszłym roku.

Według Banku Rozrachunków Międzynarodowych, tak zwane firmy zombie, które w dłuższym okresie nie są w stanie pokryć kosztów obsługi długu z zysków operacyjnych i mają ograniczone perspektywy wzrostu, stanowią już 6 proc. akcji niefinansowych spółek notowanych w rozwiniętych gospodarkach, to poziom najwyższy od dziesięcioleci.

Pod względem sytuacji gospodarstw domowych, do najbardziej zadłużonych należą te z Australii i Korei Południowej. Groźba obciążenia długami wisi także na następnym pokoleniu pracowników. Obecnie studenci w Stanach Zjednoczonych mają w sumie do spłacenia około 1,5 biliona dolarów.

Nawet jeśli dług jest tani, to trudno jest wyjść z zadłużenia, gdy jest ono zbyt duże. Najłatwiejszym rozwiązaniem trudnej sytuacji jest solidny wzrost gospodarczy, jednak nie zawsze jest to możliwe.

Zamiast tego władze państw muszą poruszać się między kompromisami pomiędzy programami oszczędnościowymi a ograniczeniami finansowymi, w ramach których oszczędzający subsydiują pożyczkobiorców lub długi są umarzane.

Aby utrzymać wzrost gospodarczy decydenci decydują się na różne działania. W celu ożywienia gospodarki w USA Rezerwa Federalna już trzykrotnie w tym roku obniżyła stopy procentowe. Japonia zastanawia się nad nowymi wydatkami, utrzymując jednocześnie bardzo luźną politykę monetarną. W Wielkiej Brytanii obie główne partie obiecały powrót do poziomu wydatków publicznych, który po raz ostatni widziany był w latach siedemdziesiątych. Chiny na razie starają się nie dopuszczać do nadmiernego zadłużenia i zwiększać wydatki. Na froncie podatkowym Państwo Środka obniżyło podatki i zwiększyło sprzedaż obligacji, zamiast uciekać się do ograniczeń wydatków zaobserwowanych w poprzednich cyklach.

>>> Czytaj też: Polskie zarobki zrównają się ze średnią UE za 50 lat [RAPORT]