W sześciu badaniach, które w całości lub w większości zostały przeprowadzone po ataku z 29 listopada, konserwatyści dostali od 42 do 45 proc. głosów, czyli mniej więcej tyle samo, ile średnio przez poprzednie dwa tygodnie. Zamiar głosowania na Partię Pracy deklarowało od 32 do 35 proc. ankietowanych, co jest podobnym wynikiem do poparcia uzyskiwanego w ostatnim tygodniu listopada i wzrostem o ok. 3 punkty proc. w porównaniu z połową listopada.

W efekcie w tych sześciu badaniach przewaga konserwatystów wynosiła od 7 do 13 punktów proc., odpowiednio w sondażach ICM Research przeprowadzonym 29 listopada-2 grudnia i Deltapoll z 28-30 listopada.

Jeśli chodzi o pozostałe ogólnokrajowe partie, to Liberalni Demokraci mogą liczyć na 11-15 proc. głosów, a eurosceptyczna Partia Brexitu uzyskała od 2 do 4 proc. głosów, co niemal na pewno nie da jej ani jednego mandatu w Izbie Gmin. W obu przypadkach to podobne wyniki do tych uzyskiwanych w drugiej połowie listopada, a zarazem wyraźnie niższe niż wczesną jesienią, gdy Liberalni Demokraci zbliżali się w sondażach do Partii Pracy, a czasem nawet ją wyprzedzali, a Partia Brexitu stale uzyskiwała dwucyfrowe poparcie.

Trzeba jednak pamiętać, że w brytyjskim systemie jednomandatowych okręgów wyborczych procentowe poparcie dla poszczególnych partii nie ma bezpośredniego przełożenia na miejsca w Izbie Gmin. Widać to zwłaszcza na przykładzie mniejszych ugrupowań - Szkocka Partia Narodowa w poprzednich wyborach w 2017 r. zdobyła w skali kraju 3 proc. głosów, ale dzięki zwycięstwu w ponad połowie okręgów w Szkocji jej deputowani stanowili niemal 6 proc. składu Izby Gmin. Z drugiej strony w 2015 r. roku Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa zajęła wyraźne trzecie miejsce z poparciem 12,3 proc., ale zdobyła tyko jeden mandat.

Mimo że ani piątkowy atak terrorystyczny, ani powodzie, które na początku listopada nawiedziły północną i środkową Anglię nie wpłynęły w istotny sposób na preferencje wyborcze, cały czas trzeba brać pod uwagę możliwy wpływ na ostateczne wyniki czynników trudnych do przewidzenia, takich jak choćby pogoda w dniu głosowania (nie jest przypadkiem, że po raz ostatni wybory w grudniu przeprowadzone zostały prawie 100 lat temu).

Reklama

Ponadto premierowi Borisowi Johnsonowi nie chodzi tylko o to, by 12 grudnia konserwatyści zajęli pierwsze miejsce w wyborach - czego według obecnych sondaży w zasadzie może być pewien - lecz by uzyskali bezwzględną większość w Izbie Gmin, bez której rządzenie byłoby równie trudne jak dotychczas.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)