Obecna ekipa nie bierze jeńców. Choć dymisję szefa NIK miała już w rękach, to niezręczność, z jaką próbowano go nakłonić do odpowiedniego zredagowania rezygnacji, spowodowała, że PiS znalazł się w punkcie wyjścia. W ubiegły piątek Banaś – co sam potwierdził w specjalnym oświadczeniu – był gotowy ustąpić z urzędu. Najprawdopodobniej właśnie taki scenariusz ustalono dzień wcześniej podczas spotkania z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim, ministrem spraw wewnętrznych i administracji oraz koordynatorem służb Mariuszem Kamińskim. Tyle że później PiS jak zwykle przedobrzył, zaś komentarze polityków tej partii, np. europosłanki Beaty Mazurek, przekonały prezesa NIK, że nie warto rezygnować, bo i tak partia mu nie odpuści.

W środę Banaś przeszedł do kontrataku. Można przypuszczać, że skłoniła go do tego również utrata pracy przez jego syna Jakuba w kontrolowanym pośrednio przez państwo Banku Pekao. W środowym oświadczeniu szef NIK mówił o obronie swojego dobrego imienia i rodziny. Wskazywał też na brutalny atak polityczny na niego. To oznacza, że to PiS „zakiwał się” w ostatnich dniach w tej sprawie. Trudno będzie teraz komukolwiek uwierzyć, że Banaś junior stracił zatrudnienie z powodów innych niż postawa ojca, bo pracował w banku od kwietnia tego roku i nikt w obecnej ekipie nie podważał jego kompetencji.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP