Biolodzy przedstawili niedawno nową formę narzędzia do edycji genów, zwanego CRISPR. Pozwala ono badaczom na wprowadzenie precyzyjnych zmian do prawie każdego elementu DNA, zmieniając na stałe biochemię komórki. Narzędzie takie mogłoby pomóc w leczeniu tysięcy chorób związanych ze zmianami w pojedynczych genach, a także mogłoby przyczynić się do stworzenia lepszych antybiotyków.

Ostatnie odkrycie, nazywane „prime editing”, pozwala na większą dokładność i precyzję niż starsze metody CRISPR, które niekiedy prowadziły do zamiany DNA w niewłaściwych miejscach. Nowa metoda będzie prawdziwym dobrodziejstwem dla jednego z najmniej kontrowersyjnych sposobów edycji genów – terapii genowej – która wprowadza zmiany genetyczne tylko w obrębie somatycznych lub niereprodukcyjnych komórek ciała. Jedna z takich metod jest już w fazie klinicznych testów.
Ma ona na celu leczenie choroby Huntingtona, która powstaje na skutek mutacji genetycznych powodujących produkcję niewłaściwych białek w komórkach mózgu.

Wraz z rozwojem technologii edycji genów, naukowcy spierają się w sprawach etycznych. Jak, na przykład, uzyskać pewność, że leczenie tą metodą nie spowoduje więcej problemów niż korzyści? Niektóre ze zmian genetycznych w oczywisty sposób wydają się korzystne – np. obniżając ryzyko chorób serca – ale mogą mieć również negatywne efekty, o których jeszcze nie wiemy. O wiele większe obawy budzi jednak możliwość edycji genów komórek zarodkowych, ponieważ zmienione DNA będzie przekazywane kolejnym pokoleniom, na zawsze już zmieniając wspólny genom ludzkości. Wprawdzie wiele rzeczy może pójść nie tak, ale bioetycy najbardziej obawiają się właśnie możliwości edycji genów komórek zarodkowych, spermy czy jajeczek.

Oczywiście niektóre z korzyści mogą być niezwykłe: na przykład możemy rozwiązań problem AIDS poprzez dokonanie rzadkiej mutacji nadającej odporność na zarażenie wirusem HIV w obrębie o wiele większej puli genów ludzkich. Taki potencjał sprawia, jak uważa wielu biologów , że tego rodzaju edycje genów stają się prawie nieuniknione. Jeden z badaczy przekonywał niedawno, że powinniśmy rozpocząć eksperymentowanie tak szybko, jak to tylko możliwe, pomimo istniejącego ryzyka. 

Powinniśmy jednak zachować niezwykłą ostrożność i uczyć się na podstawie tego, co stało się z innymi technologiami. Wydawało się, że Facebook będzie miłą platformą łączącą przyjaciół i znajomych, ale niespodziewanie stał się silnikiem dla ekstremizmu i zaczął zagrażać demokracji. Na podobnej zasadzie bioetycy ostrzegają,
że największe ryzyko związane z CRISPR oraz innymi technikami edycji genów wiąże się nie z niefortunnymi skutkami ubocznymi o charakterze fizycznym, ale ze skutkami o charakterze kulturowym. Technologia bowiem może nieodwracalnie zmienić nasze doświadczenie bycia człowiekiem.

Ryzyko tego rodzaju jest naprawdę wielkie i prawdopodobnie w ogóle przekracza możliwości naszej wyobraźni. Niektóre z potencjalnych przejawów tego ryzyka rozważają autorzy wydanej niedawno książki pt.: „Human Flourishing in an Age of Gene Editing”.

Wraz z rozwojem nauki, biolodzy mogą nauczyć się, jak edytować geny w celu ulepszenia takich właściwości, jak inteligencja, piękno czy trwałość fizyczna, choć zależą one od wielu, a nie od jednego genu. Takie działania mogą na zawsze zmienić relacje pomiędzy rodzicami i dziećmi, które staną się bardziej jak wytworzone produkty, zaś ich charaktery będą w całości ukształtowane przez wybór rodziców, podlegający presjom, modom i marketingowi. Najlepsza technologia z tego zakresu z pewnością nie będzie tania i prawdopodobnie zwiększy przepaść pomiędzy tymi, którzy mogą sobie na nią pozwolić, a tymi, którzy będą musieli się obejść bez niej.
Największe ryzyka są dziś ignorowane w ramach naiwnych analiz zysków i strat tych, którym zależy na dalszym eksperymentowaniu. 

Na przykład można sobie wyobrazić zagrożenie dla ciągłości pokoleniowej, która spaja ludzkości poprzez wspólnotę jednostek o podobnych doświadczeniach. Jak zauważa Bill McKibben w swojej ostatniej książce „Falter”, możliwości technologii edycji genów mogą się zwiększać i rozwijać w coraz większym tempie, tak jak dziś technologie komputerowe. Jeśli tak się stanie, to siła i precyzja projektów genetycznych może się ulepszać w takim tempie, jak np. dziś dzieje się to w przypadku telefonów komórkowych, zaś najlepsza w danym momencie technologia w ciągu kilku lat będzie się stawała przestarzała. Radość z bycia superinteligentnym najstarszym dzieckiem przekształcałaby się w koszmar bycia głupim w porównaniu z młodszym rodzeństwem. Ono również z czasem byłoby uważane za głupie przez jeszcze młodsze rodzeństwo. Tak wygląda jedno z zagrożeń związane z technologią, mogącą szybko zmieniać ludzki genom.

Przez całą historię ludzkości, bardzo wolne tempo ewolucji genetycznej pozwalało utrzymywać porównywalność różnych pokoleń. Odkładając na bok język, każdy z nas mógłby porozmawiać z Platonem lub z chińskim rolnikiem z czwartego wieku przed naszą erą i dzielić z nimi doświadczenie bycia człowiekiem. Nieostrożne stosowanie technologii edycji genów, takich, jak na przykład CRISPR, może to wszystko zakończyć, doprowadzając do rozerwania podobieństw gatunkowych na strzępy i wprowadzając głębokie różnice pomiędzy rodziców a dzieci czy pomiędzy braci i siostry.

Biolodzy mają rację, że wyrażają obawy co do przyszłości technologii. Edycja genów może być użyteczna w leczeniu określonych chorób. Ale jeśli naprawdę chcemy zadbać o rozwój ludzkości, powinniśmy obrać za cel stworzenie środowiska dogodnego dla ludzi o wszystkich rodzajach genomów. Oznacza to inwestowanie w dobra i usługi publiczne, takie jak edukacja, mieszkalnictwo, transport i opieka zdrowotna. Co prawda wydaje się to dość nudne i nie jest, jak zauważa wielu bioetyków, tak seksowne i zyskowne, jak najnowsze technologie zmiany genów, ale może mieć o wiele lepsze konsekwencje dla wszystkich.

>>> Czytaj też: Glifosat groźniejszy niż myślano? Dodatkowe skutki mogą ujawniać się w kolejnych pokoleniach [OPINIA]