DGP

Nie wierzy pan w podawane oficjalnie tempo rozwoju Chin...

Nikt, kto miał do czynienia z Chinami, w to nie wierzy. Wśród ekonomistów zajmujących się tym zagadnieniem panuje pewien konsensus – szacując na podstawie danych z importu i eksportu, mówią, że obecny wzrost wynosi od 3 do 5 proc. PKB rocznie. Nawet takie różnice nie są jednak zbyt znaczące w długoterminowej perspektywie.

Reklama

Oznacza to, że gospodarka chińska zwalnia?

Chiny na przestrzeni lat przyzwyczaiły się do wzrostu na poziomie ponad 10 proc. w skali roku, więc spadek jest dość znaczny. Ale o ile w przypadku Stanów Zjednoczonych czy Unii Europejskiej PKB jest najważniejszym wskaźnikiem, o tyle nie jest tak w przypadku chińskiej gospodarki, ponieważ w takim modelu znacznie łatwiej osiągnąć wysokie parametry poprzez tworzenie całkowicie niewydajnych procesów. Na przykład Chiny wciąż produkują olbrzymie zasoby stali, powodując nadwyżkę szacowaną na 100 mln ton rocznie. By uzmysłowić sobie, ile to jest, wystarczy powiedzieć, że prawie tyle, ile zużywają całe Stany Zjednoczone. Podobnie jest z innymi gałęziami przemysłu. A przecież to też część PKB. Znacznie ważniejsze jest jednak przełożenie PKB na realny poziom życia ludności. W tym obszarze Chiny tak naprawdę przestały rosnąć po dynamicznej poprawie w ubiegłym stuleciu. Mówiąc ogólnie, od 2017 r. poziom życia chińskich obywateli się nie poprawia.

>>> Czytaj też: Jak chiński rząd pomaga zdobywać rynki Huaweiowi, czyli afera na Wyspach Owczych

Co jest tego powodem?

Chiny wpadły w pułapkę średniego rozwoju. Ten kraj miał przed sobą dwie drogi rozwoju. Jedna wiąże się z normalnym, przynoszącym sukcesy wzrostem zaplanowanym przez Chińską Partię Komunistyczną. Można jednak spojrzeć na to także w inny sposób: Chiny to typowe państwo średniego dochodu – ze strzeżonymi granicami, biurokracją i funkcjonującym rządem. Od 1949 do 1976 r., czyli śmierci Mao Zedonga, państwo było rządzone twardą ręką przez lidera. Ówczesna destrukcyjna polityka całkowicie zastąpiła gospodarkę oraz przyczyniła się do głodu i śmierci milionów ludzi. Dopiero reformy Deng Xiaopinga nadały prymat ekonomii i wprowadziły Państwo Środka na ścieżkę rozwoju. Chiny zmieniły się, stały się zwykłym, skorumpowanym krajem średniego dochodu. Wbrew pozorom nie weszły na ścieżkę rozwoju zaawansowanych państw. Nie otworzyły swojego społeczeństwa jak bogate i wysoko uprzemysłowione państwa azjatyckie: Japonia, Tajwan czy Korea Południowa. Pod względem społeczno-ekonomicznym bardziej przypominają kraje Ameryki Południowej, Rosję czy Kazachstan.

Nie będzie więc wielkiego chińskiego zwycięstwa?

Nie zapominajmy, że – biorąc pod uwagę PKB w przeliczeniu na głowę obywatela – Chiny dopiero zbliżyły się do poziomu Brazylii. Jeśli przyznamy, że odniosły sukces, to musimy jednocześnie stwierdzić, że dużo bardziej powiodło się Argentynie, rządzonej przez najlepszych menedżerów na świecie. Ten kraj wyprzedza Chiny w PKB na mieszkańca i odnotowuje bardzo dynamiczny wzrost.

Salvatore Babones - ekonomista, profesor na Uniwersytecie w Sydney

Więcej w świątecznym wydaniu Magazynu Dziennika Gazety Prawnej