Żulczyk: Jeśli Kościół to też wspólnota ludzka, to w Watykanie nie ma po tym śladu [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
5 stycznia 2020, 15:20
Nie wierzę, że jakaś książka, film czy gra zmienią czyjeś patrzenie na świat o 180 stopni. Ja, co najwyżej, mogę tylko na moment kimś zatrzepotać. I może z tego chwilowego strachu, obrzydzenia, odrzucenia wyjdzie zrozumienie, że wszyscy jesteśmy bliżej zła, niż nam się wydawało - mówi w wywiadzie Jakub Żulczyk, pisarz, autor wydanej niedawno książki "Czarne słońce".

4408327-u74eb4-czarne-slonce-p.jpg

Zwiedzać. To znaczy do Rzymu zwiedzać. Pojechaliśmy z rodziną na ferie. Wcześniej nigdy nie byłem. Chciałem zobaczyć, pojeść, pospacerować, pizza, lody, płyty w fajnym sklepie.

Tam przyszedł mi pomysł na „Czarne słońce”.

Nie, w Watykanie. Jakoś trzeciego dnia pobytu doszedłem do wniosku, że chcę iść do Watykanu. Pamiętam, jak zacząłem chodzić tymi złotymi korytarzami muzeów watykańskich i od razu myśl, i to taka przygniatająca, że to jest miejsce krzywdy i rabunku. Wpadłem nawet w lekki atak paniki. Poczułem, jakby zło, które przez całe życie mnie osaczało, było właśnie tam, wywodziło się z tego miejsca. Nie chcę gadać jakichś głupot, ale ja to zło czułem, ono mi szumiało w uszach. Kiedy wchodziłem do Kaplicy Sykstyńskiej, musiałem sobie włączyć na słuchawkach jakiś black metal, żeby się od tego odciąć.

Tak.

Nie, choć trudno powiedzieć, co we mnie siedzi.

Nie myśl, tylko przekonanie. Jeśli Kościół to też wspólnota ludzka, jakieś ponadnarodowe, ponadkulturowe porozumienie, ci wszyscy dobrzy ludzie, którzy go współtworzą, to tam, w Watykanie, nie ma po tym śladu. Watykan to pomnik wszystkiego, czym Kościół dziś jest, czyli autokratyczną, zaborczą, bogatą, tuszującą zło instytucją. Zawsze to podskórnie wiedziałem. A tam stało się to strasznie wyraźne. To było jak konfrontacja ze spotwornieniem instytucjonalnej religii. Stan antybojaźni. Jednak wtedy jeszcze nie zacząłem nawet pisać książki. Miałem tylko wymyślonego Gruza, głównego bohatera, ale jeszcze nie wiedziałem, że on będzie stricte neonazistą. Wtedy był jeszcze gościem w kominiarce, który siał wokół siebie zniszczenie i rozpierdol. W Watykanie wymyśliłem Ojca Premiera.

Który zresztą jest dość pocieszną postacią.

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj