Najlepszym przykładem tej drugiej funkcji są opłaty za emisję dwutlenku węgla, które obowiązują w Unii Europejskiej. W ostatnim czasie w krajach Zachodu pojawiła się moda, by podatki traktować jako instrument wychowawczy. Skoro nakładając takie obciążenia na korporacje, można skłonić je do ograniczenia pewnych działań, to dlaczego nie próbować tego samego w stosunku do obywateli, aby wyeliminować „społecznie niepożądane” zachowania?

Obecna ekipa rządząca chętnie przyłączyła się do tego trendu, co nie dziwi – w końcu naczelną ideą Zjednoczonej Prawicy jest kształtowanie społeczeństwa według odgórnie przyjętej, konserwatywno-socjalnej koncepcji. Problem w tym, że podatki w omawianym znaczeniu stają się batem na najbiedniejszych. A batem, jak już dobrze wiadomo, trudno kogokolwiek wychować. Nawet jeśli z pozoru niewinnie nazwiemy go „akcyzą” albo „podatkiem cukrowym”.

>>> Czytaj też: Inflacja w grudniu po wyłączeniu cen żywności i energii wyniosła 3,1 proc. 

Energetyk i papierosy

Nadwaga i otyłość bez wątpienia stały się chorobami cywilizacyjnymi państw rozwiniętych, do których z taką dumą niedawno dołączyliśmy. Odsetek Polek i Polaków cierpiących na te przypadłości nie odbiega od średniej unijnej, a przy tym wciąż rośnie. Chęć zatrzymania tego trendu jest więc chwalebna. Są też dowody na to, że za epidemię otyłości przynajmniej częściowo odpowiada konsumpcja przetworzonych produktów słodzonych. Według analizy NFZ w latach 2008–2017 przeciętne spożycie cukru na mieszkańca wzrosło u nas rocznie o 6 kg, choć konsumpcja czystego cukru spadła – też o niecałe 6 kg. Mniej więc słodzimy sami, ale jemy zdecydowanie więcej produktów, które wcześniej posłodzono w fabryce.

Jako społeczeństwo sporo też palimy – ok. 22 proc. Polaków to nałogowi palacze, przy średniej UE wynoszącej 18 proc. Alkoholu pijemy nieco mniej niż najbardziej rozpite narody świata, czyli Francuzi i Czesi, ale zdecydowanie więcej niż Hiszpanie, Włosi, Szwedzi czy nawet mieszkańcy mroźnej Finlandii. Co gorsza, od początku wieku przeciętne spożycie czystego alkoholu na osobę w Polsce wzrosło o prawie 3 litry rocznie. Innym negatywnym zjawiskiem stała się wielka popularność słodzonych napojów ze stymulantami, głównie kofeiną – według NFZ pije je regularnie dwie trzecie nastolatków. Gdyby Jim Jarmusch dzisiaj miał nakręcić swój słynny film z 2003 r., nazwałby go zapewne „Energetyk i papierosy”.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP