Ostatnie 18 miesięcy było bardzo trudnym okresem dla europejskiej gospodarki. Pewną zagadką jest to, jak Polska zachowała tak dynamiczny wzrost. Moim zdaniem odpowiada za to przede wszystkim duża fiskalna aktywność rządu, program 500 plus oraz odpowiednia absorpcja funduszy europejskich. Przykład Polski powinien stanowić lekcję dla państw na całym świecie - mówi w wywiadzie Kevin Daly, dyrektor zarządzający na region Europy Środkowo-Wschodniej, Bliskiego Wschodu i Afryki w globalnym dziale badań makroekonomicznych Goldman Sachs.
Inflacja w Polsce okazała się wyższa, niż oczekiwano. Czego możemy się spodziewać w kolejnych miesiącach i jak wypadamy na tle innych rynków wschodzących?
Reklama
Nie ma żadnego dowodu na przegrzanie polskiej gospodarki – szczególnie jeżeli porównać ją do czeskiej i węgierskiej. Biorąc pod uwagę dużą podwyżkę płac i szybko rosnący PKB, trzeba przyznać, że poziom inflacji nie jest irracjonalnie wysoki. Oczywiście wielu analityków spodziewa się, że jeszcze znacząco wzrośnie on w I kwartale, ale część czynników, które to powodują, jest tymczasowa. Większy skok w 2020 r. jest czymś normalnym. Na przykład ceny energii idą w górę, bo były zamrożone w ubiegłym roku. Wyższa jest też cena ropy, widać jak rosną ceny żywności. Twierdzę jednak, że to czynniki występujące krótkotrwale i z czasem ustąpią. Polska co do zasady znajduje się na liście państw o umiarkowanej presji na inflację bazową.
Uważa pan, że NBP powinien zacząć działać?
Nie ma do tego podstaw. Brak jest związku między polityką monetarną i tym, co obecnie obserwujemy. Działania NBP mają wpływ na długofalową inflację – nie na to, co się dzieje teraz, lecz na to, co się zdarzy w perspektywie dwóch, trzech lat. Reagowanie po jednym kwartale nie byłoby właściwym podejściem. NBP musi zachować spokój. Działania można byłoby podjąć, gdyby inflacja urosła powyżej 4 proc. w skali całego kwartału.