Bułgaria: Prezydent Radew: wycofuję swoje poparcie dla rządu

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
4 lutego 2020, 13:44
W bezprecedensowo krytycznej wypowiedzi na temat rządu prezydent Bułgarii Rumen Radew podkreślił we wtorek, że jego postępowanie prowadzi do rozpadu państwowości. Oznajmił, że wycofuje swoje poparcie dla centroprawicowego gabinetu premiera Bojko Borisowa.

Zdaniem prezydenta rząd Borisowa nie działa w interesie bułgarskich obywateli, a kraj dotknął najbardziej niebezpieczny kryzys w historii trwającej od 30 lat transformacji politycznej.

„Jesteśmy świadkami ostrego kryzysu na wszystkich szczeblach. Brakuje woli do walki z korupcją i malwersacjami, systematyczne naruszanie prawa i zasad moralnych doprowadziło do paraliżu wielu systemów socjalnych i instytucji" - ocenił Radew.

Prezydent przypomniał o kryzysie wodnym w mieście Pernik, którego mieszkańcy od ponad dwóch miesięcy są pozbawieni regularnych dostaw wody, o masowym spalaniu importowanych z zagranicy odpadów zatruwającym powietrze. „Bułgaria nie jest śmietniskiem i nikt nie ma prawa narażać na ryzyko zdrowia obywateli, aby mała grupa biznesmenów czerpała z tego zyski, korzystając z protekcji państwa” – powiedział prezydent.

„Ustawodawstwo staje się w zakładnikiem interesów lobbystów, a tymczasem ubóstwo i nierówności społeczne pogłębiają się. Handluje się nawet suwerennością kraju w imię ochrony własnych interesów” – podkreślił prezydent.

Według głowy państwa instytucje, mające bronić prawa, nie przestrzegają go i przekształcają się w instrument władzy, który narusza wolności obywatelskie.

„Wszystkiemu temu należy położyć koniec” - podkreślił Radew i wezwał Bułgarów do zjednoczenia się dla dobra państwa, dodając, że stanie u boku obywateli w walce o ich prawa.

Radew wystosował swój apel tydzień po ataku, który przypuściła na niego prokuratura; zakwestionowała ona gwarantowany przez konstytucję immunitet prezydenta, a następnie opublikowała nagrania z podsłuchu, mające świadczyć o ciążącym na nim konflikcie interesów.

Zdaniem ekspertów prawnych podsłuchiwanie głowy państwa i publikowanie nagrań jest sprzeczne z prawem i grozi pozbawieniem wolności do lat pięciu. W sprawie, której dotyczyły udostępnione nagrania, powołana przez parlament komisja uznała w sierpniu 2019 roku, że konfliktu interesów nie było.

Oświadczenie prezydenta o wycofaniu politycznego poparcia dla rządu nie ma mocy prawnej. Prezydent zgodnie z konstytucją ma ograniczone uprawnienia, a jego weto parlament może odrzucić zwykłą większością.

Ale prezydent, który jest wybierany w głosowaniu bezpośrednim, od objęcia urzędu pozostaje politykiem o najwyższym, ponad 50-procentowym poparciu. A zatem jego apel nie pozostanie bez odzewu, zwłaszcza ze względu na rosnące napięcia społeczne, które są pochodną problemów wymienionych przez Radewa w jego wtorkowym wystąpieniu.

Premier Bojko Borisow w odpowiedzi na oświadczenie prezydenta stwierdził, że szef państwa nie wybierał rządu, więc jego stanowisko w sprawie zaufania do gabinetu nie ma znaczenia. "Nie mamy punktów styczności z urzędem prezydenta" - podkreślił. Zdaniem Borisowa prezydentowi "puściły nerwy z powodu problemów z prokuraturą”.

Ewgenia Manołowa (PAP)

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj