Większość specjalistów zwraca uwagę, że to wskaźnik już mocno wiekowy, więc określanie za jego pomocą poziomu dobrobytu obarczone jest błędami. Tradycja krytykowania sposobu liczenia PKB jest długa, jednak nowego paliwa dostarcza jej rewolucja technologiczna ostatnich lat. Ekonomiści zwracają np. uwagę, że usługi świadczone przez Facebooka i inne portale społecznościowe powinny być brane pod uwagę przy szacowaniu PKB. Ale tak nie jest, bo media te są darmowe (choć niektórzy dowodzą, że użytkownicy płacą informacjami o sobie, zaś wiedza ta jest przez te firmy spieniężana), więc pozostają poza statystykami mierzącymi zmianę dobrobytu.

Erik Brynjolfsson (amerykański Massachusetts Institute of Technology), Avinash Collis (również MIT), W. Erwin Diewert (kanadyjski Uniwersytet Kolumbii Brytyjskiej), Felix Eggers (holenderski Uniwersytet w Groningen) i Kevin Fox (australijski Uniwersytet Nowej Południowej Walii) zaproponowali wskaźnik, który zlicza efekty wpływu nowych technologii na dobrobyt. To PKB-B – w tym skrócie dodatkowe B oznacza, według badaczy, „korzyści” lub „coś, co jest poza” („benefit” oraz „beyond”). PKB-B ma być bardziej dokładne, bo ujmuje nowe dobra, obejmuje korzyści z dalszego korzystania z już istniejących darmowych usług i z nowych towarów.

Minusem PKB-B jest konieczność oszacowania gotowości do płacenia za darmowe usługi. Na podstawie eksperymentów badacze wyznaczyli cenę Facebooka na 42 dol. – za tyle przeciętny internauta byłby gotów powstrzymać się od korzystania z portalu przez miesiąc (mniej więcej tyle kosztuje najtańszy bilet na mecz ligi NBA). Brynjolfsson i koledzy oszacowali również, że gdyby cena za korzystanie z FB miała wzrosnąć do 2,3 tys. dol. miesięcznie, to już nikt nie korzystałby z serwisu. Ja tylko dodam, że najprawdopodobniej realna cena byłaby niższa niż 42 dol., bo wartość bycia na Facebooku musi spadać wraz ze zmniejszającą się liczbą jego użytkowników.

Po uzyskaniu ceny FB ekonomiści oszacowali, że wskaźnik wzrostu PKB był zaniżony o ok. 0,05 pkt proc. rocznie w ciągu ostatnich 14 lat. Tradycyjny PKB w Stanach Zjednoczonych rósł średniorocznie o 1,83 proc, podczas gdy wzrost PKB-B był w przedziale od 1,87 proc. do 1,91 proc. – uwzględniając wpływ samego Facebooka. Gdyby autorzy badania uwzględnili inne bardzo popularne platformy społecznościowe, to rozbieżność między konwencjonalnymi miarami wzrostu a PKB-B byłaby jeszcze większa.

Ta metoda szacowania PKB też ma krytyków. Zwolennicy miary PKB-B zakładają, że jeśli jesteśmy gotowi zapłacić za dobro czy usługę, to konsumpcja musi zwiększyć dobrobyt. Ale to nieprawda. Istnieje wiele dóbr, za które jesteśmy gotowi zapłacić grube pieniądze, lecz skorzystanie z nich nie prowadzi do poprawy jakości życia – to np. narkotyki. Co więcej, biorąc pod uwagę, że FB przyczynił się do polaryzacji elektoratu oraz umożliwia rozprzestrzenienie się mowy nienawiści, można wątpić, czy korzystanie z portalu powinno być traktowane jako jednoznacznie pozytywne.

Hunt Allcott (Uniwersytet Nowojorski), Luca Braghieri, Sarah Eichmeyer oraz Matthew Gentzkow (wszyscy z Uniwersytetu Stanforda) zbadali wpływ tzw. odstawienia Facebooka. Wybranym osobom zapłacono, by powstrzymały się od korzystania z serwisu. Okazało się, że osoby z tej grupy były szczęśliwsze, mniej niespokojne oraz rzadziej czuły się samotne – nie tylko dlatego, że spędzały więcej czasu z innymi ludźmi. Znaczną część wolnego od FB czasu poświęciły one na oglądanie telewizji lub inne aktywności (czas z rodziną był na trzeciej pozycji, z przyjaciółmi jeszcze niżej w zestawieniu). Co więcej, badana grupa mniej korzystała z Facebooka po zakończeniu eksperymentu oraz potrzebowała mniejszej rekompensaty, aby trzymać się z dala od portalu przez kolejny miesiąc. Wreszcie osoby te były mniej kategoryczne w osądach, a skarżyły się jedynie na to, że były trochę mniej „poinformowane”.

Jak w przypadku każdego eksperymentu, wyniki należy interpretować z ostrożnością. Jego uczestnicy nie zostali wybrani losowo. Nie można więc wykluczyć, że w badaniu wzięli udział ludzie o bardziej negatywnym postrzeganiu Facebooka, co oznacza, że poziom szczęścia wynikający z opuszczenia FB w tej grupie był wyższy niż w populacji ogółem.

Czy włączenie Facebooka i innych mediów społecznościowych do rozszerzonego rachunku PKB pomogłoby zapewnić lepszy szacunek zmian w dobrobycie? Tak. PKB jako miernik ulega nieustannym zmianom i propozycja, by uwzględniać w nim bezpłatne usługi, jest niewątpliwie interesująca. Jednak trzeba mieć świadomość, że nie jesteśmy w pełni zawsze racjonalnie postępującymi homo oeconomicusami, nie zawsze odpowiednio oceniamy, w jaki sposób konsumpcja dóbr wpływa na samopoczucie dziś i w przyszłości. Dlatego, chociaż zapewne musimy jakoś uwzględniać darmowe usługi w PKB, warto myśleć dalej nad tym, w jaki sposób to zrobić.

>>> Czytaj też: Google ogłasza ekspansję w Kanadzie. "Sektor cyfrowy generuje olbrzymie dochody"