Joe Biden pozamiatał. To on może zawalczyć z Donaldem Trumpem

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
7 marca 2020, 12:02
Joe Biden
Joe Biden/ShutterStock
Były wiceprezydent USA Joe Biden jeszcze nie ma nominacji Partii Demokratycznej w kieszeni, ale wiele wskazuje, że w drugiej połowie roku to on zmierzy się z Donaldem Trumpem w wyścigu o Biały Dom.

"Nie musisz tego robić, Joe. Naprawdę” – miał usłyszeć Biden od swojego byłego szefa Baracka Obamy w zeszłym roku, kiedy dyskutowali na temat szans 76-letniego wówczas polityka w wyborach prezydenckich. Brzmiało to trochę jak powtórka z rozrywki: Obama już raz odwiódł Bidena od kandydowania. W 2016 r. był przekonany, że większe szanse na zwycięstwo będzie miała Hillary Clinton.

Jak donosił w ubiegłym roku „The New York Times”, Obama nigdy nie powiedział tego Bidenowi wprost – raczej podsuwał swoją analizę wyborczego krajobrazu podczas cotygodniowych posiłków. Ponieważ metoda ta nie zadziałała, Bidena odwiedził jeden z bliskich współpracowników ówczesnego szefa administracji i wyłożył kawę na ławę. Wiceprezydent przyznał później, że diagnoza „nie była zachęcająca”.

Podobno do dzisiaj jest jednak przekonany, że w 2016 r. pokonałby Trumpa, gdyby wystartował. Dlatego na stwierdzenie Obamy, że nikomu nic już nie musi udowadniać, odparł jedynie, że nie wybaczyłby sobie, jeśli nie spróbowałby jeszcze raz. To jego trzecie podejście – o nominację starał się już w 1988 r. i w 2008 r.

Na razie wygląda na to, że się opłaciło. Momentem przełomowym okazały się prawybory w Karolinie Południowej, które odbyły się przed tygodniem. Wcześniej Biden zaliczył serię gorszych od oczekiwań wyników w Iowa, New Hampshire i Newadzie. Miażdżące zwycięstwo – prawie 30 pkt proc. przewagi nad drugim Berniem Sandersem – w tak trudnym dla demokratów stanie, jak Karolina Południowa (ostatnim razem ich kandydat wygrał tam w wyborach prezydenckich w 1976 r.) zapewniło byłemu wiceprezydentowi niesamowity impet. Potem wydarzenia potoczyły się szybko: z wyścigu wycofali się Pete Buttigieg i Amy Klobuchar – oboje wyrazili swoje poparcie dla Bidena. Ich śladem poszli inni politycy, w tym były szef demokratów w Senacie Harry Reid czy była ambasador USA przy Organizacji Narodów Zjednoczonych Susan Rice. Kulminacją tej fali był superwtorek, w którym Biden wygrał w 10 z 14 głosujących stanów.

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj