Fritz J. Raddatz, autor jednej z ciekawszych biografii Karola Marksa, wspominał kiedyś, że przebywając w Moskwie wraz z pewnym literatem, był stale nagabywany przez swojego kompana, by wybrać się do rodzinnego domu autora „Kapitału”. Literat bardzo się zdziwił, gdy usłyszał, że Marks przyszedł na świat nie w Moskwie, lecz w Trewirze. I że był Niemcem, a nie Rosjaninem. Anegdota ta przypomina mi się za każdym razem, gdy ktoś zaczyna rozprawiać o historii, prezentując następujące rozumowanie: skoro Marks był czytany przez Stalina, a Stalin nie dopuścił po 1945 r. do odrodzenia się suwerennej Polski, musi to oznaczać, że marksizm jest ideologią z gruntu antypolską. Książka, którą przygotowali Holger Politt i Przemysław Wielgosz, pokazuje wyraźnie, że to błędne wnioskowanie.

źródło: DGP

Holger Politt, Przemysław Wielgosz (wybór i opracowanie), „Karol Marks o kwestii polskiej”, Książka i Prasa, Warszawa 2020

>>> CAŁA RECENZJA W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP