Mówiąc dyplomatycznie, nie jest najlepiej. A mówiąc wprost – jest beznadziejnie. Branża motoryzacyjna przyznaje, że jeszcze nigdy nie była w tak fatalnej sytuacji, nawet podczas globalnej recesji w latach 2008-2009. Największe koncerny zamknęły swoje fabryki i nie wiadomo, kiedy będą mogły ponownie je otworzyć i ruszyć z produkcją. A nawet jeżeli stanie się to niebawem, to nie jest pewne czy wyprodukowane auta ktoś będzie chciał kupować. Perspektywy nie są zatem najlepsze i już widać to po wynikach sprzedaży. Także w Polsce. W marcu nad Wisłą zarejestrowano niecałe 30 tys. aut – o 23 proc. mniej niż w lutym i aż 40,8 proc. mniej niż w marcu ubiegłego roku. W pierwszym kwartale rynek skurczył się już o 23 proc.

Jest jednak segment, w którym spadki są znacznie mniejsze, a niektóre marki notują wręcz wzrosty. To klasa premium, która w pierwszych trzech miesiącach zanotowała spadek tylko o 0,16 proc. Jednocześnie jej udział w całym rynku zwiększył się do 20 proc. – to oznacza, że co piąte auto, jakie w pierwszym kwartale zostało zarejestrowane nad Wisłą, należało do segmentu premium.

Z danych instytutu Samar wynika, że Mercedes i Audi poprawiły wynik o ponad 3 proc., BMW straciło 4,3 proc. a Volvo 2,7 proc. klientów. To wręcz zaskakująco dobre rezultaty, biorąc pod uwagę to, co dzieje się w klasie aut popularnych. Wystarczy wspomnieć, że w tym samym czasie sprzedaż osobówek Skody spadła o 15 proc., a Volkswagena o 35 proc. Renault straciło 26 proc. rynku, Ford 52 proc., a w przypadku Opla spadek wyniósł nieprawdopodobne wręcz 63,7 proc.

Na tle tych wszystkich liczb fenomenem wydaje się wynik Lexusa, który w okresie od stycznia do marca zanotował… wzrost sprzedaży o 22,6 proc. I ma już ponad 6-proc. udział w klasie premium (jeszcze dekadę temu było to zaledwie 1 proc.). W marcu japońska marka zaliczyła co prawda spadek sprzedaży o 6,6 proc. względem marca 2019 r., ale jednocześnie był to najlepszy miesięczny rezultat nie tylko w całym segmencie premium, ale wśród wszystkich marek obecnych na polskim rynku.

Zdaniem ekspertów obecne wyniki segmentu premium tylko potwierdzają tezę, że jest on bardziej odporny na kryzysy niż marki popularne. A Lexus zyskuje dodatkowo ze względu na to, że nie ma problemów z dostępnością jego aut (produkowany jest w Japonii, a tamtejszych fabryk koronawirus nie zatrzymał). Ponadto marka skorzystała na nowych normach emisji CO2 i ogólnej modzie na samochody z alternatywnymi napędami – każdy jej model dostępny jest w wersji hybrydowej.

Trudno oczywiście przewidzieć, jak będą wyglądały kolejne miesiące. Czy ruszą w końcu europejskie zakłady? Czy elektryfikacja branży wyhamuje? Czy koncerny potrzebowały będą wsparcia rządów? Jak duże okaże się spowolnienie gospodarcze? Pytań jest póki co więcej, niż odpowiedzi. Niewątpliwie jednak, dla niektórych kryzys będzie idealną okazją do tego, żeby zacząć wyprzedzać.