Ćwiczenie 1. Jaka jest, Twoim zdaniem, szansa, że przydarzy Ci się poważny wypadek samochodowy? Większość z Was poda jakąś małą liczbę – np. 0,1 proc. Przesadzacie – w rzeczywistości to ryzyko jest niższe. Nie mniej ważne jest jednak to, że podejmując decyzję o narażeniu się na nie – czyli siadając za kierownicą – w praktyce uważasz, drogi Czytelniku, że akurat Ciebie to nieszczęście (raczej) na pewno nie spotka. Natura wyposażyła nasze mózgi zarówno w to, że słabo ogarniamy małe liczby (w szczególności ułamki i procenty), jak i w nadmierny optymizm. Ten drugi gwarantował większą wytrwałość mimo niepowodzeń, to pierwsze nie było nam przez kilkadziesiąt tysięcy lat potrzebne.

Nawet w grupach ryzyka śmiertelność na skutek COVID-19 pozostaje znacząco poniżej 10 proc., co mózgi większości z nas traktują jak małą liczbę. Za to dużą wydaje się nam 5,3 tys. zdiagnozowanych przypadków zakażenia SARS-CoV-2 w Polsce albo kilkaset ofiar śmiertelnych dziennie we Włoszech czy Hiszpanii.

Ćwiczenie 2. Opiszę teraz, drogi Czytelniku, dwa zdarzenia – a Ty wskaż, które z nich jest bardziej prawdopodobne? Pierwsze: mężczyzna w wieku lat 75 zapadł na raka płuc. Drugie: mężczyzna w wieku lat 75 zachorował na raka płuc i był palaczem. Zdecydowana większość z Was wybrała zdarzenie drugie, choć to fałsz, bo palacze stanowią tylko pewną część pacjentów cierpiących na tę chorobę.

Natura wyposażyła nas w pamięć podręczną na fakty, które mogą się szybko przydać, bo stereotypy skracają czas potrzebny na podjęcie decyzji i wiążą się z mniejszym wysiłkiem – łatwiej dostrzec niebezpieczeństwo i mniej energii kosztuje, by się przed nim uchronić. Tyle że w przeciwieństwie do sawanny współczesny świat jest bardzo złożony, więc stereotypy wcześniej ratujące życie dziś mogą być bardzo mylące.

Każdy w Polsce umie podać liczbę ofiar śmiertelnych COVID-19 w naszym kraju, lecz konia z rzędem temu, kto poda liczbę ozdrowieńców – choć z prostej logiki wynika, że przy śmiertelności na poziomie 1,5 proc. ozdrowieńców będzie kilkadziesiąt (!) razy więcej niż ofiar. Mało kto wie, ile kobiet w Polsce umiera rocznie na skutek powikłań poporodowych, bo w przeciwieństwie do jednej (!) ofiary w ostatnich tygodniach, z diagnozą koronawirusa, przypadki te nie trafiają do mediów, więc nie przebijają się do naszej pamięci podręcznej. A umiera ich w Polsce ok. 1,5 tys. (ok. 300 tys. na świecie). Gdyby chcieć „poobracać” liczby w głowie, to na przykład większa liczba urodzeń w 2016 r. i 2017 r., przypisywana przez niektórych programowi 500+, daje rocznie statystycznie ok. 150 więcej takich śmierci. Czyli niewiele mniej niż wszystkich ofiar koronawirusa w Polsce w momencie pisania tego felietonu.

Ćwiczenie 3. Kiedy możesz sobie pozwolić drogi Czytelniku na większy margines błędu: przy projektowaniu zębatek do małego zegarka czy dla londyńskiego Big Bena? I znów mózg płata nam figla: Big Ben jest wielki, więc mózg podpowiada, że tu „rezerwa” może być większa. Tymczasem przy wielkości jego mechanizmu nawet niewielki błąd powodowałby ogromne niedopasowanie elementów.

Prognozowanie jakiegokolwiek zjawiska na populacji 36 mln Polaków to zadanie takie samo, jak stworzenie zębatki do Big Bena: najmniejsza nieadekwatność w założeniach multiplikuje się do tysięcy osób. A bez masowych badań przesiewowych nie wiemy nawet, z jaką skalą zagrożenia mamy do czynienia. Dowolna prognoza – np. liczby przypadków czy ofiar – jest obarczona kolosalnym błędem.

Bariery poznawcze ludzkiego mózgu udokumentowali liczni psycholodzy i ekonomiści: nobliści Daniel Kahnemann i Amos Tversky (ten drugi otrzymałby nagrodę wspólnie z Kahnemannem, lecz zmarł przed jej przyznaniem), Robert Shiller, Richard Thaler oraz rzesza innych. Jak pokazuje w serii badań neuropsycholog Dan Gilbert (Uniwersytet Harvarda), mózg ludzki to produkt nieskończony i tylko łudzimy się, że jest inaczej, bo kiedyś wkuliśmy na egzamin całkę podwójną, deklinację po łacinie, kodeks cywilny albo budowę stawu biodrowego.

O ile dziesiątki tysięcy lat temu na sawannie bariery poznawcze naszego mózgu pozwalały przeżyć, dziś wpędzają nas w iluzje, szczególnie pod naciskiem krzykliwości doniesień medialnych i poczty pantoflowej. W trosce o zdrowie i życie swoje i najbliższych podejmujemy działania mające zminimalizować ryzyko choroby i śmierci, które z nagła, za sprawą koronawirusa, stały się nieprzyjemnie realne. Ale spróbuj, drogi Czytelniku, przećwiczyć swój mózg w jeszcze dwóch pytaniach. Które ryzyko jest wyższe: zachorowania na COVID-19 (nawet w najbardziej pesymistycznym scenariuszu) czy zachorowania na choroby układu oddechowego na skutek zanieczyszczenia powietrza? Śmierci na skutek COVID-19 czy w wypadku drogowym?

Tak, tym razem zgadłeś: z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, koronawirus nie zabije ani Ciebie, ani Twoich bliskich. Za to nie wchodź na pasy zapatrzony w smartfona, nawet jak masz zielone światło, bo i bez Twojej nieuwagi zbyt wielu kierowców próbuje Cię przejechać. I bliskim to wytłumacz. Nie pal śmieciami, wymień kopcący piec, wspieraj rozwój zielonej energii i zachęć do tego sąsiadów. Więcej się ruszaj i rozsmakuj się w warzywach. Mimo że nie trąbią teraz o tym w telewizji od rana do nocy, realnie, na poziomie faktów, to dla Ciebie o wiele ważniejsze.

>>> Czytaj też: Koronawirus może się reaktywować u już wyleczonych pacjentów