Ponieważ pandemia utrzymuje ogromne obszary globalnej gospodarki w zamknięciu, firmy ograniczają lub zawieszają wypłaty dywidend. W tym samym czasie długoterminowe obligacje ˗ wyemitowane, gdy stopy procentowe wciąż były dodatnie ˗ spłacane są w czasie ich dojrzewania. Dla funduszy emerytalnych, które korzystają z długoterminowych obligacji do finansowania emerytur swoich oszczędzających, jest do zabójcza kombinacja.

W pierwszej części tego tygodnia JPMorgan Chase & Co. przeznaczyło na pokrycie przewidywanych kosztów braku spłaty kart kredytowych przez konsumentów i kredytów przez firmy 8,3 mld dol. To największa rezerwa na tzw. złe długi od czasu globalnego kryzysu finansowego. Analitycy banku opublikowali też osobny raport, w którym oszacowali, że globalne zyski korporacji „zapadną się” do połowy roku o 72 proc. i pozostaną na koniec roku o 20 proc. niższe od prognozowanych (przed wybuchem pandemii). Jeśli firmy nie zarabiają pieniędzy, to nie mogą wypłacać udziałowcom dywidend.

Tak więc około jedna czwarta firm z europejskiego indeksu Stoxx 600 zrezygnowała albo przesunęła jak dotąd w czasie wypłatę dywidendy – wynika z obliczeń Lukasa Strobla oraz Kaspera Viity z Bloomberga. Spadła też odpowiednio szacunkowa liczba wypłacanych na akcję dywidend.

Różnorodne programy pomocy publicznej doświadczą prawdopodobnie na całym świecie szeregu trudności, włączając w to zobowiązanie do zawieszania wypłat. Niemiecka firma odzieżowa Adidas poinformowała na przykład we wtorek, że nie będzie wypłacała w związku z otrzymaniem od własnego rządu i syndykatu banków pakietu pomocowego w wysokości 3 mld euro (3,3 mld dol.) żadnych dywidend.

Suma anulowanych w całej Europie wypłat sięgnęła 52 mld dol. To dochód, który nie wpłynie bezpośrednio na systemu emerytalne oraz inne produkty oszczędnościowe i inwestycyjne. Będzie prawdopodobnie dalej wzrastał, ponieważ coraz więcej firm będzie dostosowywało się do paraliżujących je okoliczności.

Reklama

Zbiega się to w czasie z zakończeniem starszych inwestycji o stałym dochodzie, które zapewniały połączenie najwyższej jakości i strumienia dochodów. W 2010 roku na przykład, fundusze emerytalne (amerykańskie – przyp. red.) mogły zainwestować w pięcioletnie obligacje niemieckiego państwowego banku rozwoju (Kreditanstalt fuer Wiederaufbau, KfW) nawet 5 mld euro. Obligacje te (z najwyższymi ratingami inwestycyjnymi AAA) proponowały roczną stopę procentową na poziomie 2,25 proc., co oznaczało, że dowolny obligatoriusz posiadający milion euro w papierach dłużnych, zarobiłby na nich 22,5 tys. euro rocznie.

>>> Czytaj także: Cios dla gastronomii. Z powodu koronawirusa obroty w branży spadły o ok. 80-90 proc.

Gdy pożyczkobiorca spłacił te obligacje w 2015 roku, mógł zainwestować w nowe pięcioletnie obligacje o wartości 6 mld euro. Jednak stopy procentowe dramatycznie spadły do 0,125 proc. Oznacza to, że nowa inwestycja przyniosłaby rocznie 1250 euro zysku z każdego zainwestowanego miliona.

To jeszcze nie koniec. Okres zapadalności tych obligacji przypada na czerwiec, więc fundusz mógłby ponownie zainwestować w nie (KfW sprzedawało je w styczniu) kolejne 5 mld euro ˗ oprocentowanie wyniosłoby dokładnie „zero” proc., czyli „nic”.

(…) nawet kupno 10-letnich papierów dłużnych KfW nie zapewniało większej ochrony przed nieustannym spadkiem stóp procentowych. Fundusz mógłby zarobić w styczniu (gdy minął termin zapadalności tych papierów) na zainwestowaniu dekadę temu miliona euro w 10-letnie obligacje 36,25 tys. euro rocznie.

A co z 5-letnimi obligacjami KfW sprzedawanymi w styczniu z zerowym oprocentowaniem? Są one obecnie handlowane po cenie 101,25 euro, co daje ujemną stopę zwrotu na poziomie 0,26 proc. Innymi słowy, kupując dzisiaj te obligacje, fundusz zapewniłby sobie stratę, jeśli trzymałby je do końca terminu zapadalności w 2025 roku.

Perspektywy dla rentowności i oprocentowania papierów wartościowych o stałym dochodzie są w najbliższym czasie mizerne, a banki centralne na świecie wznawiają i eskalują programy skupu obligacji ˗ Rezerwa Federalna posunęła się nawet do udzielenia wsparcia firmom, których rating inwestycyjny osiągnął niedawno „śmieciowy” poziom.

To znacznie gorszy sytuacja niż ta, która miała miejsce podczas ostatniego kryzysu finansowego – zauważył niezależny rynkowy konsultant Anthony Peters. „W 2008 roku portfele inwestycyjne wciąż były pełne papierów o stałym dochodzie, które wypłacały odpowiednio wysokie odsetki i które pokrywały w dużej mierze spadek wartości dywidend” – napisał w tym tygodniu mailowo Peters. „Teraz nie ma po nich śladu, a na ich miejscu pojawiły się w całej Europie bezwartościowe albo ujemnie oprocentowane papiery” – dodał.

Emeryci, zarówno obecni, jak również przyszli, potrzebują pieniędzy na bieżące potrzeby. Dobrze, jeśli zainwestowali w fundusz, który chroni wartość ich początkowej inwestycji i stara się regularnie pokonywać benchmark, ale bezwzględne stopy zwrotu są ważniejsze niż względne (okresowe) wyniki.

Obecny spadek dochodów firm i zawieszanie przez nie wypłaty dywidend przychodzi dla funduszy inwestycyjnych w nawet gorszym okresie niż globalny kryzys finansowy. Nasze zawodowe życie prawdopodobnie jeszcze się wydłużyło.

>>> Polecamy: Pandemia koronawirusa przyniesie społeczne rewolucje. Stare reżimy mogą zostać zmiecione z powierzchni ziemi [OPINIA]