: Oczywiście. I pewnie będzie prezentowany równolegle.
Dostęp do specjalistyki. Spośród zawieszonych świadczeń opieka specjalistyczna jest tym, czego pacjenci będą potrzebować w pierwszej kolejności. Ale będziemy robić to sukcesywnie – opierając się na teleporadach, żeby jednak wciąż minimalizować bezpośredni kontakt z personelem medycznym. W ten sposób chcemy m.in. zmienić model nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej.
Zanim ktoś pojedzie do lekarza w nocy, będzie mógł uzyskać teleporadę za pomocą specjalnej platformy informatycznej przygotowanej przez Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia. Lekarz lub pielęgniarka w trakcie wywiadu ustali, jakiego rodzaju pomocy potrzebuje pacjent. I pomoże lub ‒ jeśli będzie to konieczne ‒ skieruje do najbliższej placówki.
Docelowy model przewiduje umówienie wizyty w konkretnej poradni, ale na początek ‒ konsultant wskaże adresy i telefony do najbliższych placówek. Lekarz za jedną teleporadę dla pacjenta nocnego przyjmowanego między godz. 18 a 8 dostanie 40 zł, pielęgniarka ‒ 13 zł. W ciągu dnia ta wycena jest niższa, bo podstawowym kontaktem powinien być lekarz rodzinny.
Lekarze rodzinni otrzymują stawkę kapitacyjną, czyli stałą kwotę za każdego pacjenta. W ramach tej kwoty mogą świadczyć opiekę medyczną w zależności od preferencji co do formy kontaktu.
Wprowadziliśmy takie rozwiązanie jak wstępna kwalifikacja typu pretriage – to miejsce, w którym szpital może oddzielić pacjentów z koronawirusem czy podejrzeniem i skierować na odpowiedni oddział. Dyrektorzy placówek powinni tak zorganizować opiekę, żeby zaoferować odpowiednią pomoc.
>>> Czytaj też: Na podatność na zakażenie SARS-CoV-2 może mieć wpływ zła jakość powietrza
NFZ płaci za opiekę. Za organizację pracy odpowiada dyrektor placówki. Wprowadziliśmy również ostatnio nową usługę – płacimy za pobyt w izolatorium, w których można położyć kogoś z koronawirusem, o lekkim przebiegu choroby.
Dlatego, że szpitale covidowe wciąż dysponują wolnymi łóżkami. Jesteśmy przygotowani na większy napływ pacjentów. Na szczęście ich liczba nie przekracza wydolności systemu zdrowia, więc wiele szpitali czeka w gotowości.
Doprecyzujmy – to był ruch wyprzedzający. Chcieliśmy mieć pewność, że nikomu, w razie potrzeby, krwi nie zabraknie. I to się udało. W niełatwej sytuacji epidemicznej podejmujemy decyzje wyprzedzające, a nie reaktywne. W odmiennej sekwencji będziemy podejmować decyzje dotyczące odmrażania. Przy ograniczeniach trzeba uznać za wiodące kryterium szybkości podejmowanych decyzji, a przy rozmrażaniu postępować z dużą rozwagą, kierując się racjonalnością i obserwując skutki takich kroków.
Onkologiczni. Resort zdrowia przygotowuje ośrodki koordynacyjne, które będą w każdym województwie organizować, czy też raczej zarządzać opieką nad chorymi na raka. Będą kierować ruchem pacjenta, żeby chorzy mogli jak najszybciej trafić na zabiegi czy leczenie.
>>> Czytaj też: Nowy kapitalizm post-pandemiczny
Koronawirus wyprzedza sprawozdawczość – COVID trwa nieco ponad miesiąc, to mniej więcej tyle, ile termin sprawozdawczości szpitali. Pierwsze dane, jakimi dysponujemy, to dane finansowe, a konkretnie ‒ ile wydaliśmy na leczenie COVID-19.
Ponad 100 mln zł.
Zdecydowana większość to opłaty za gotowość szpitali. Płacimy za każde łóżko, które jest gotowe na przyjęcie pacjenta z koronawirusem. Przyjęliśmy politykę państwa, aby płynność finansowa szpitali ani przez chwilę nie była zagrożona.
Na tę chwilę stosujemy instrument zaliczkowy. Ale staramy się reagować na bieżąco. Początkowo uważaliśmy, że plany, które są zapisane w kontrakcie, placówka będzie miała szansę wykonać, kiedy pandemia się skończy. A to szybko nie nastąpi, więc gdy będziemy wiedzieli, że szpitale nie będą miały do końca roku możliwości wykonania kontraktu – to podejmiemy decyzję, żeby ten czas przedłużyć. Naszym założeniem jest to, by placówki nie straciły finansowo. Dostały też podwyżkę punktu o 5 proc. Oznacza to zwiększenie wartości ryczałtu dla szpitali, które jest naliczane wstecznie od stycznia.
Zawsze mogą istnieć rozbieżności pomiędzy oczekiwaniami a wyceną. Ale korzystamy z tych środków, którymi dysponujemy. Warto przypomnieć natomiast, że pieniądze na COVID-19 pochodzą z budżetu państwa. Tych wydatków będzie o wiele więcej.
>>> Czytaj też: Przymus pracy z zakażonymi to niewypał. "Straszenie karami jest nieludzkie"
Szacujemy, że ok. 400 mln zł miesięcznie.
Na łóżka w gotowości, na hospitalizacje, na transport – ale tylko do kwestii związanych z koronawirusem.
Środki na świadczenia związane z przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19 gwarantuje specustawa, która jednoznacznie określa, że wszystkie wydatki związane z zapobieganiem i zwalczaniem koronawirusa pochodzą z budżetu państwa. Oznacza to, że finansowanie zapobiegania i zwalczania epidemii COVID-19 nie odbędzie się kosztem innych świadczeń, za które płaci Narodowy Fundusz Zdrowia. Na razie zatem wszystkie dodatkowe środki na COVID płyną z budżetu, a nie z pieniędzy ze składek.
Musimy się z tym liczyć.
Za wcześnie na takie szczegółowe wyliczenia.
>>> Czytaj też: Polska gospodarka jest znacznie odporniejsza na kryzys niż gospodarki innych państw UE
Będziemy wiedzieć za kilka tygodni. Jestem ekonomistą i uważam, że wszystkie modele wyliczające w tej chwili skutki dla polskiej gospodarki są obciążone błędem. Poza tym stabilność gwarantuje tarcza antykryzysowa – przy stratach firm ubytki składek na ubezpieczenie społeczne czy zdrowotne są uzupełniane przez państwo. Właśnie po to, by system ochrony zdrowia funkcjonował bez większych zmian. Gwarantem jest też ustawa 6 proc. Dwa lata temu ustaliliśmy, że budżet na zdrowie nie jest już uzależniony wyłącznie od tego, jakiej wysokości wpłynie składka. Ustawa wyraźnie wskazuje, że musi to być 6 proc. PKB. Więc jeżeli wpływ ze składek będzie niższy, to budżet tę różnicę uzupełni.
A tu panią zaskoczę ‒ pamięta pani burzliwą publiczną dyskusję o tym, że to 6 proc. ma być liczone od PKB sprzed dwóch lat? Wtedy wszyscy krytykowali ten zapis, tłumacząc, że gospodarka tak dobrze się rozwija, a ten odsetek ma być liczony od produktu brutto z wcześniejszych lat. Teraz okazuje się, że dla zdrowia ten zapis jest bardzo korzystny – przynajmniej w najbliższych latach – będzie on liczony od wyższej kwoty.
Ale z drugiej strony jest obecnie pewien zasób niewykorzystanych ludzi w systemie ochrony zdrowia. Przykład? Pracownicy ‒ lekarze, pielęgniarki zamkniętych dziś uzdrowisk. Szkolne pielęgniarki, higienistki.
Fundusz finansuje wszystkie testy, które rozliczają z nami szpitale z wykazu wojewody. Szpital może się umówić z taką placówką, która ma laboratorium własne lub zakontraktowane.
Pracujemy nad tym, żeby poszerzyć możliwości finansowania testów. I będziemy się rozliczać z laboratoriami.
Sanepid zleca swoje badania, kiedy np. nakazuje kwarantannę. NFZ finansuje testy zlecane przez lekarzy.
Kryteria ustala główny inspektor sanitarny.
NFZ rozliczy każde zlecone przez lekarza badanie.
Uruchomiliśmy dwa numery. Jeden ‒ pod którym personel medyczny może otrzymać informacje na temat zaleceń GIS, a także jakie ośrodki w najbliższej okolicy są czynne i gdzie mogą kierować pacjentów. Drugi ‒ to numer, pod którym mogą zgłosić informacje o nieprawidłowościach związanych z udzielaniem świadczeń zdrowotnych wobec pacjentów z podejrzeniem lub zakażeniem koronawirusem. Mamy już ok. 100 zgłoszeń. Większość spraw jest jednak domeną sanepidu.
Nie. Mamy wypracowaną wspólną ścieżkę z sanepidem w takich przypadkach i np. przekazujemy kontakt do lekarza. Ale część spraw weryfikujemy. Dyrektorzy oddziałów funduszu otrzymują zgłoszenie, że w ich województwie pojawił się problem, i to oni bezpośrednio sprawdzają, czy zostały tam naruszone procedury.
Takie skargi również się pojawiły. Trzeba każdy przypadek rozważyć indywidualnie.
Czasem okazuje się, że takie były właśnie zalecenia, gdyż nie było innej możliwości ograniczenia rozprzestrzeniania się choroby. Jeżeli jednak okazuje się, że było to nadużycie, bo nie ma wyraźnych wskazań epidemiologicznych, wtedy rozmawiamy z dyrektorem danej placówki. Ekstremalne przypadki będą również wyjaśniane w późniejszym terminie w trybie kontroli. Teraz najważniejsza jest mobilizacja wszystkich sił i środków w celu zwalczania COVID-19.
>>> Czytaj też: Kryzysowa "jazda na gapę". Po rządowe pieniądze sięgną też ci, którzy nie potrzebują pomocy
