Swoboda parania się działalnością na rynkach finansowych jest luksusem, na który niewiele osób może sobie pozwolić w czasach pandemicznego kryzysu prowadzącego do wyniszczającej recesji, gwałtownego wzrostu bezrobocia i rosnącej liczby zgonów.

Ci, którzy mogą sobie na to pozwolić, wydają chęć na roztrwonienie kapitału poprzez skomplikowane i kosztowne zakłady na ewentualne odbicie cen ropy, które były jak dotąd doskonałym sposobem na utratę pieniędzy. Handlowanie baryłkami ropy jest ryzykownym i niebezpiecznym zajęciem.

Jednym z najpopularniejszych i najprostszych sposobów na inwestowanie w ropę jest dla detalicznych graczy ulokowanie pieniędzy w United States Oil Fund LP, na oko tanim i płynnym giełdowym funduszu. Nie wymaga to eksperckiej wiedzy ani zdolności do przechowywania ropy – wystarczy posiadać maklerskie konto. Fundusz wykonuje ciężką pracę, kupując amerykańskie benchmarkowe kontrakty typu futures i obracając comiesięcznie nimi, zanim wygasną. Inwestorzy muszą jedynie zdecydować, kiedy skorzystać z okazji. Podczas gdy połowa świata jest poddana kwarantannie a na ulicach nie ma samochodów, obstawianie ewentualnego odbicia cen może wydawać się oczywistością: w zeszłym tygodniu do USO wpłynęło 1,6 mld dol.

Wątpliwe, czy wielu z inwestorów, którzy to zrobili, spodziewało się tego nadchodzących wydarzeń: spadku ceny kontraktów terminowych na ropę WTI z majową dostawą poniżej zera wywołanego przez nadmiar surowca na rynku, którego nie ma gdzie magazynować.

Jeśli nawet eksperci byli oszołomieni odkryciem, że ceny mogą spaść poniżej zera, to trudno uwierzyć, by lokujący ostatnio pieniądze w USO ETF inwestorzy rozumieli co się dzieje. Jeden z nich , najwyraźniej wciąż mający nadzieję na zwrot akcji, powiedział The Wall Street Journal: : „Albo doznam totalnej klęski, albo okaże się, że jestem naprawdę mądry”. Jedynie 13 proc. środków wchodzących w skład funduszu znajdowało się w rękach inwestorów, którzy postawili na spadek ceny surowca – wynika z danych S3 Partners. Jeszcze bardziej niezwykłe jest to, że wielkość i funduszu i duża dostępność do niego doprowadziły do odwrotnych do zamierzonych skutków: USO zgromadziło w ostatnich tygodniach jedną piątą wszystkich majowych kontaktów terminowych. Kiedy przesunęło w zeszłym tygodniu swoje pozycje na czerwiec, przyczyniło się jedynie do zaostrzenia spadków cen surowca.

Reklama

Nie chodzi tylko o jeden ETF. Inwestorzy mają do dyspozycji wiele rozwiązań umożliwiających stratę pieniędzy na inwestycji w ropę. Internetowe Interactive Brokers poinformowało, że straty na inwestycjach w kontrakty terminowe na ropę zdziesiątkowały konta części ich użytkowników. CEO platformy handlowej CMC Markets Peter Cruddas wskazał na wystąpienie trendu: „Zazwyczaj (klienci) handlują akcjami i indeksami, ale ostatnio skupili się w dużej mierze na ropie”.

Jednak to rozmiar, struktura i przypominająca giełdową platforma transakcyjna sprawiają, że surowcowe ETF-y takie jak USO są tak problematyczne. To, że fundusz zmienia obecnie sposób swojego funkcjonowania (ze względu na „utrzymujące się na rynku nadzwyczajne warunki”) i będzie mógł inwestować w każdy dostępny miesięczny kontrakt lub jakąś jego część, nie powinno być komfortowe dla aspirujących naftowych spekulantów giełdowych. Zmiana strategii w locie może się okazać pomocna w przypadku natychmiastowego rynkowego przewrotu, ale nie sprzyja przejrzystości i nie zabezpiecza przed spadkiem cen w przyszłości, jeśli nadwyżka na rynku ropy będzie się utrzymywała. „Spadek, który właśnie zaobserwowaliśmy, może się powtórzyć” – powiedział strateg ds. rynku ropy Saxo Banku Ole Hansen.

Inwestorom przydałoby się więcej informacji i sygnałów ostrzegawczych. Wiele z nich znajduje się już na rynku, jednak zostały natychmiast zignorowane. Eric Balchunas z Bloomberg Intelligence ostrzegł w 2016 roku, że USO było „nadchodzącą katastrofą” dla początkujących inwestorów, którzy nie rozumieli, jak bardzo wysokie są ukryte koszty przesuwania kontraktów terminowych z miesiąca na miesiąc. Nawet w dobrych czasach jest to droga opcja: cena spot ropy wzrosła w tym roku o 45 proc., natomiast wartość USO tylko o 6 proc. Dowolny inwestor, który zagłębiłby się w archiwa, zobaczyłby, że skumulowane straty funduszu od jego powstania w 2006 roku wyniosły na koniec marca 93,7 proc. Chciwi często postrzegają wyraźne sygnały ostrzegawcze jako rynkowy hałas.

Dopóki rynkowe ostrzeżenia nie staną się głośniejsze, należy oczekiwać, że ludzie nadal będą gromadzić się na platformach maklerskich z nadzieją, że duże zyski są tuż za rogiem. Zmienność działa na korzyść brokerów i zwiększa wartość ich prowizji: CMC spodziewa się podwojenia przychodów netto w roku finansowym zakończonym 31 marca. Rynkowa sytuacja może też korzystnie wpłynąć na zyski biur maklerskich. Cena akcji CMC wzrosła w ciągu miesiąca o 41 proc. – jest to dochodowy skutek uboczny krachu na rynku ropy.

>>> Polecamy: Kontrakty na złoto dotarły już prawie do 1740 USD za uncję