Globalna recesja miała być początkiem końca Netflixa. Dane wskazują na coś przeciwnego.

Krytycy Netflixa od dawna przekonują, że jest domkiem z kart zbudowanym na tanim długu. Firma korzystała dotychczas z niskich stóp procentowych, pożyczając miliardy dolarów w celu sfinansowania inwestycji w ogromną ilość treści, której niewielka część należy do niej.

Sceptycy zakładali, że gdy nadejdzie gospodarczy kryzys, Wall Street upomni się o zyski z pozyskania nowych subskrybentów. Pożyczkodawcy zażądają zwrotu długu. Netflix miał nie posiadać wystarczającej ilości zasobów do walki z kryzysem. Nadmiernie napięty budżet firmy miał pęknąć. Whoops.

Reklama

Jesteśmy w środku największego kryzysu gospodarczego od blisko stu lat. Wszystkie najważniejsze giełdy pikują w dół. Co na to Netflix? Kwitnie. W pierwszym kwartale tego roku zyskał 15,8 miliona nowych subskrybentów. To nowy rekord firmy. Nigdy wcześniej nie udało mu się w tak krótkim czasie zyskać powyżej 10 milionów nowych klientów. Cena akcji streamingowego giganta wzrosła w tym roku już o 30 proc.

Miliardy ludzi utknęły w domach, a wielu z nich zyskało dużo dodatkowego czasu wolnego. Oglądają więcej telewizji niż kiedykolwiek wcześniej, szczególnie w ciągu dnia. To poważny problem dla stacji telewizyjnych, które opierały wcześniej swoją ramówkę na tzw. najlepszym czasie antenowym, w którym transmitowały najbardziej wartościową zawartość. Teraz muszą zabawiać klienta całą dobę. Pandemia jest śmiertelnym zagrożeniem dla studiów filmowych, które nie mogą produkować i nie mają gdzie pokazywać swoich filmów. Prawie wszystkie najważniejsze produkcje i ich premiery zostały przesunięte w czasie. To też fatalny okres dla sportowych stacji telewizyjnych, bowiem wszystkie najważniejsze rozgrywki sportowe są zawieszone.

To jednak znakomity okres dla serwisów, które oferują najlepszy kontent w dowolnym czasie i dowolnym miejscu. Netflix ma też ogromną bazę treści. Podczas gdy konkurencja uzupełnia swoją ofertę kilka razy w miesiącu, Netflix robi to niemal każdego dnia.

Globalna recesja zmusi konsumentów do rezygnacji z płatnych subskrypcji. Z czego zrezygnują najpierw: kablówki za 100 dol. miesięcznie czy serwisu streamingowego, który oferuje im skarbiec wartościowych treści na żądanie za 13 dol. miesięcznie (to oczywiście nie jest cena subskrypcji w Polsce)?

Jedynym problemem Netflixa wydaje się być to, że skończą mu się nowe treści. Jednak finalizuje on swoje produkcje na długo przed premierą. Firma przekonuje, że może zostać zmuszona do wprowadzenia wyraźnych zmian w planach rozkładu premier dopiero w przyszłym roku. Chociaż Lucas Shaw z Bloomberga podchodzi sceptycznie do tych zapowiedzi, to jak dotąd Netflix nie zmienił swojej polityki wprowadzania nowych treści na platformę.

Jednak w długiej perspektywie model biznesowy Netflixa będzie wymagał zmiany. Kryzys wymusi na konkurencji szybsze przeniesienie się do sieci. Oznacza to, że aby utrzymać obecne tempo wzrostu Netflix będzie musiał wymyślić na nowo podstawową strategię swojego działania.

Potencjał do wzrostu jest ogromny. W Azji Netflix ma tylko 19,9 mln subskrybentów. W Ameryce Łacińskiej 34,4 mln. To niewielki odsetek osób, które mogą sobie pozwolić na subskrypcję za kilka dolarów miesięcznie. Na przykład kosztem płatnej telewizji.

>>> Polecamy: Gry wideo, zawody i wyścigi online. Świat sportu ucieka w wirtualną rzeczywistość