Według przedstawionych w środę danych Global Energy Monitor (GEM), wirus Sars-CoV-2 spowodował przerwy w wydobyciu węgla kopalniach w co najmniej dziewięciu krajach - oprócz Polski, gdzie zakażonych jest ok. 4,2 tys. górników ze śląskich kopalń, także w USA, RPA, Kolumbii, Chinach, Kanadzie, Australii, Czechach i na Ukrainie. Koronawirus dotknął też regiony węglowe np. w Turcji i Indiach.

W Polsce - jak ocenił w komentarzu do raportu GEM prezes think-tanku WISE Europa Maciej Bukowski - górnictwo węgla kamiennego okazało się być, obok szpitali i domów pomocy społecznej, jednym z głównym ognisk zakażeń Covid-19.

"Specyfika pracy w kopalniach wiąże się z dużym ryzykiem zarażenia, co jest poważnym problemem operacyjnym i wizerunkowym dla Jastrzębskiej Spółki Węglowej czy Polskiej Grupy Górniczej, które muszą liczyć się z koniecznością przynajmniej czasowego wyłączenia lub znacznego ograniczenia pracy w niektórych kopalniach" - wskazał prezes think-tanku, wyspecjalizowanego w polityce europejskiej i zagranicznej oraz ekonomii.

Reklama

Jego zdaniem, regularne testy pracowników i izolacja osób chorych mogą częściowo złagodzić problem, jednak prawdopodobnie nie wyeliminują go w całości jeszcze przez dłuższy czas.

"Epidemia wzmaga więc potrzebę restrukturyzacji sektora - nie tylko w związku ze spadkiem popytu, ale i z problemami z zapewnieniem odpowiednio wysokiego bezpieczeństwa epidemiologicznego w górnictwie i jego otoczeniu" - ocenił Bukowski, cytowany w środowym komunikacie prasowym Global Strategic Communications Council.

Ekspertka Polskiej Zielonej Sieci ds. klimatu Izabela Zygmunt uważa, że rozprzestrzeniania koronawirusa w polskim górnictwie można było uniknąć, gdyby kopalnie – jako miejsca, gdzie bardzo trudno zachować odpowiedni reżim sanitarny – zamknięto zaraz na początku epidemii Sars-CoV-2.

"Nietrudno jednak zrozumieć, że dla zarządzających nimi byłaby to trudna decyzja, bo kopalnie jeszcze przed epidemią były w ciężkiej sytuacji finansowej, a przestoje wiązałyby się z dalszymi stratami. Zdecydowano się zaryzykować zdrowiem ludzi i pracować dalej, co ostatecznie i tak doprowadziło do rozprzestrzenienia się choroby, wstrzymania pracy kopalń i pogłębienia się kryzysu całego sektora, który może w niedługiej perspektywie przynieść nieplanowane wcześniej zamknięcia kopalń" - powiedziała, cytowana w komunikacie, Izabela Zygmunt.

Jej zdaniem, choć górnicy wzięli na siebie ryzyko zdrowotne, nie uzyskali pewności dalszego zatrudnienia. "Trudno o bardziej wyrazisty przykład tego, jaką cenę za zaklinanie rzeczywistości przez polityków i decydentów ostatecznie płacą górnicy, którzy są na pierwszej linii zderzenia z ową rzeczywistością" - uważa ekspertka ekologicznej organizacji.

Kopalniom węgla - jak oceniła Zygmunt - nie da się przywrócić rentowności, bo system, w którym działają, jest nastawiony na to, by promować zeroemisyjne źródła energii, a paliwa kopalne stopniowo wypierać z rynku.

"Składanie górnikom obietnic zakładających działanie wbrew logice tego systemu jest nieodpowiedzialne – odchodzenia od paliw kopalnych nie da się zatrzymać, a twierdząc inaczej doprowadzi się najwyżej do sytuacji, że zamknięcia kopalń nastąpią bez odpowiedniego przygotowania, chaotycznie i bez poduszki bezpieczeństwa" - uważa przedstawicielka Polskiej Zielonej Sieci, według której UE daje obecnie możliwości przeprowadzenia transformacji regionów górniczych w uporządkowany i społecznie bezpieczny sposób.

"Zaczynamy wprawdzie za późno, ale ciągle jest jeszcze kilka lat na stopniowe przeprowadzenie tego procesu; są dostępnie naprawdę duże unijne pieniądze na jego sfinansowanie, brakuje jedynie odwagi po stronie polityków, by powiedzieć górnikom prawdę o perspektywach sektora i zacząć – wspólnie z nimi, a nie ponad ich głowami – planować transformację górnictwa i gospodarek górniczych gmin" - podsumowała ekspertka.