Kryzys nie dotknął galerii handlowych

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
14 kwietnia 2009, 12:52
Yoram Reshef, dyrektor generalny Centrum Handlowego Blue City w Warszawie
Yoram Reshef, dyrektor generalny Centrum Handlowego Blue City w Warszawie/DGP
W Polsce - jak dotąd - nie wstrzymano budowy żadnej z nowych galerii handlowych, natomiast w metropoliach sąsiedniej Ukrainy dochodzi już do takich sytuacji. Mechanizm jest prosty - odmowa dalszego kredytowania inwestycji, brak kapitału na jej dokończenie i wstrzymanie budowy.

U nas niektórzy z inwestorów zmieniają plany inwestycji na skromniejsze, jednak nie słychać o zagrożeniu któregoś z ważnych przedsięwzięć. Na pewno jednak niejedna inwestycja planowana na ten czy kolejny rok może zostać odłożona na lepsze czasy.

W ubiegłym roku 2/3 nowo budowanej powierzchni centrów handlowych przypadało na miasta poniżej 400 tysięcy mieszkańców. Inwestorzy zaczęli chętnie eksplorować dotychczas niewykorzystany rynek - tym bardziej że stereotyp biednego mieszkańca prowincji przestał być aktualny. Pamiętajmy jednak, że skutki kryzysu i rosnącego bezrobocia w pierwszym rzędzie odczuwają mniejsze miasta. Nie może to pozostać bez wpływu na koniunkturę dla położonych tam centrów. Należy liczyć się ze spadkiem liczby umów pre-lease - w zeszłym roku przed ukończeniem nowego centrum inwestor podpisywał zwykle umowy na wynajem 90-100 proc. powierzchni.

Na razie popyt na powierzchnię w centrach w największych miastach nie słabnie. Sytuacje, że najemca rezygnuje z powierzchni ze względu na trudności finansowe czy nawet upadłość, zdarzają się sporadycznie. Jak zauważyli autorzy raportu Cushman & Wakefield o polskiej branży nieruchomości, w tym roku mamy do czynienia ze zmianą z rynku wynajmującego na rynek najemcy. Co to oznacza dla obu stron? Przede wszystkim większe pole manewru najemcy, jeśli chodzi o fit-out contribution. Najemca wymaga od inwestora, żeby ten sam budował jego sklep na takiej zasadzie, że część kosztów pokrywanych jest z kieszeni inwestora, część w formie pożyczki, którą najemca po określonym czasie zwraca. A zdarza się, że najemca żąda, by całość sumy wyłożył właściciel centrum. Im większa powierzchnia, im dłuższy czas umowy - tym twardsze warunki stawiane przez najemcę.

Wynajmujący mogą złapać oddech, jeżeli chodzi o czynsze. Ponieważ większość umów była przed paru laty zawierana w euro lub dolarach, mocny złoty oznaczał relatywnie niższe wpływy z czynszu. Teraz tendencja ta się odwróciła. Oczywiście, koniec hossy spowodował, że zarządcy centrów muszą liczyć się z większą elastycznością, jeśli chodzi o negocjacje nowych umów. Najemca, który przyciągnie do obiektu tłumy kupujących, jest na wagę złota, więc margines ustępstw przy negocjacjach też jest odpowiednio większy niż przeciętnie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: GP/forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj