Jak jednak mówi Eugeniusz Śmiłowski w rozmowie z Forsal.pl, bardziej prawdopodobne jest to, że kryzys finansowy sprawił, iż Polacy przestali traktować sprawę pieniędzy jako rzecz czysto prywatną i chętniej przyznają się do swoich relacji z bankami. 


W ciągu minionego kwartału z 57-58 proc. do 65 proc. wzrosła liczba Polaków przyznających się do korzystania z usług bankowych w ogóle. Z kwietniowego badania Pentora widać, że bankowcy spodziewają się dalszego wzrostu liczby nowych rachunków bankowych. W kwietniu liczba otwieranych kont rosła w 51 proc. badanych placówek (wzrost o 11 pkt), a malała tylko w 8 proc. (spadek o 2 pkt. ), 41 proc. nie przewidywało zmiany (spadek o 9 proc.). Równie dobrze ma być dalej. Wzrostu liczby nowych kont spodziewa się 56 proc. placówek (wzrost o 8 pkt), a spadku – tylko 3 proc. (spadek o 1 pkt). 

Co zatem stało się Polakom, że po latach niechęci do kont bankowych, nagle zakładają konta? 

Może to wynikać z powrotu z Wielkiej Brytanii części emigracji, która już nie chce trzymać pieniędzy poza bankami.
Ale zmiany w nastawieniu zawdzięczamy przede wszystkim kryzysowi. Do opinii publicznej dotarł fakt, że współpraca z bankami nie jest tylko i wyłącznie ich indywidualną sprawą, ale także sprawą, którą zajmują się wszyscy możni tego świata. I ta świadomość, że może to być obszar niepewności i zagrożenia spowodowała, że część klientów, która dotychczas nie była skłonna podzielić się informacjami o swojej współpracy z bankami, zaczęła odpowiadać na pytania ankieterów. Część klientów uważała zresztą, że jeśli pojawiają się w banku raz na jakiś czas, a nie korzystają regularnie przynajmniej z konta osobistego, to nie współpracują z bankami.
Polacy nigdy chętnie nie mówili o swoich pieniądzach. Ale w takim razie kryzys ma jakąś wartość, zwiększającą szczerość? Z drugiej strony – jeśli się ktoś boi, to po co przyznaje, że ma pieniądze

Taka osoba często się przyznaje, że nie ma pieniędzy. Natomiast ma kredyt. 

To znaczy jednak, że współpracuje z tak nielubianymi, paskudnymi bankami?

Nie tyle paskudnymi. Paradoksalnie rośnie zaufanie do banków. 64 proc. Polaków chce w czasie kryzysu trzymać swoje oszczędności w bankach. Takie dane wynikają z naszych badań z lutego tego roku. I jest to o 9 proc. więcej, niż w październiku ubiegłego roku. 

Zaufanie to przekonanie, że ktoś dotrzyma zobowiązań, umów. Zaufanie do banków nie spada, wręcz przeciwnie. Natomiast pogorszyła się opinia o bankach jako instytucji, czyli ogólna opinia o bankach. 

Jeśli czytam w prasie, w Internecie, jeśli doświadczam ja lub znajomi, przykrości ze strony banków, to mam o nich coraz gorsze zdanie. To jednak nie oznacza, że nie mam do nich zaufania, bo banki wywiązują się z umów. Poziom zaufania do własnego banku jest dużo wyższy, aniżeli do banków w ogóle. A jako sektora bankowego – jeszcze niższy. W jednym z badań pytano Polaków, czy ufają „wszystkim bankom”. Odpowiedź twierdzącą daje tylko 3 proc. I słusznie.
Jeśli pytamy o to, czy „masz zaufanie do banków” – 56 proc. odpowiada twierdząco. Czy zmieniło się w ostatnim czasie? „Nie” odpowiada 60 proc. A z pozostałych 40 proc., 35 proc. , czyli prawie wszyscy, mówią, że się pogorszyło. Wzrost zaufania dał się zauważyć głównie wśród osób niekorzystających z usług bankowych.

To potencjalna grupa zakładających konta? 

Sądzę, że nie. Główną armią naszych niekorzystających są wykluczeni. Państwo nie wspiera aktywności bankowej. Żeby wnieść wiele opłat na rzecz państwa, trzeba to zrobić gotówką. Wszystko co związane z pomocą społeczną ma formę pozabankową. Są miasta, które zaczęły wypłacać świadczenia za pośrednictwem kart, to jednak nieznaczny procent. I nie wydaje mi się, żeby bez pomocy państwa nastąpiły wyraźne jakościowe zmiany. 

Polacy przyznają się więc, że chcą trzymać pieniądze w instytucjach, do których mają zaufanie, ale o których nie mają dobrej opinii?

Zmiany w otwartości deklaracji o współpracy z bankami nie zaobserwowaliśmy w pierwszej fazie kryzysu, tylko w drugiej. No i rzeczywiście, zbiegło się to z tą okolicznością, iż Jarosław Kaczyński przyznał pod koniec lutego, że założył konto w banku. Mamy więc „efekt prezesa Kaczyńskiego”.

Rozmawiała Anna Lach