Wbrew oczekiwaniom, wprowadzenie euro w Polsce może sprzyjać obniżce, a nie podwyżce cen towarów. Jak podkreślają największe sieci handlowe, zmiana waluty to bowiem idealny moment na to, aby zwiększyć swoją konkurencyjność na rynku. Do zaokrąglania cen w dół przyznaje się m.in. Auchan.

- We Francji, podczas przechodzenia na przełomie 2001 i 2002 r. z franka na euro, zaokrąglenia dokonywano zawsze w dół, jeżeli przeliczenie było na niekorzyść klienta - zaznacza Dorota Patejko z Auchan Polska.

Jak dodaje, aby to podkreślić, sieć zdecydowała się na działania marketingowe związane z najczęściej kupowanymi produktami. Chodziło o to, aby poinformować klientów i utrwalić w ich świadomości niskie ceny, jakie obowiązywały na niektóre produkty w sieci Auchan. Sieć informowała, że np. puszka zielonego groszku powinna kosztować około 0,5 euro, butelka coca-coli około 1 euro, a płyta CD prawie 15 euro. Gdy więc w innym sklepie konsument spotkał się z odmienną ceną, był to sygnał, że cena jest zawyżona.

- Powodzenie tego rodzaju działań marketingowych zależało od stabilności cen na promowane produkty. Dlatego przez okres ponad trzech miesięcy we wszystkich sklepach Auchan nie dokonano żadnej zmiany ceny w momencie przejścia na euro. Korzystne dla tego typu działań jest, aby okres podawanie cen w obu walutach był jak najdłuższy - podkreśla Dorota Patejko.

Podobnych praktyk nie wykluczają największe sieci także w Polsce. Przyznają one, że jeśli dojdzie do obniżania cen, to nastąpi to wśród towarów tzw. pierwszej potrzeby, bo to one podlegają w pierwszej kolejności oglądowi klientów.

Całkiem możliwe, że redukcje cen na jednych produktach sieci handlowe zechcą sobie zrekompensować podwyżkami - poprzez zaokrąglanie w górę - na innych, mniej popularnych produktach. Te ceny obecnie często się zmieniają. Niektóre sieci raz w tygodniu weryfikują ceny w swoich marketach. Potwierdził to Gilles Roudy, prezes sieci Carrefour.

- W naszej sieci to menedżerowie działów odpowiadają za sprawdzanie i nanoszenie nowych cen na półkę. W sumie w każdym markecie zajmuje się tym 35-40 osób - wymienia Dorota Patejko.

Wpływ na ceny mają także działania konkurencji. Dodatkowym zabezpieczeniem przed wzrostem cen przy przyjęciu euro będzie obowiązek podawania kosztów zakupu towaru w obu walutach. Sieci deklarują, że opowiadają się za jak najdłuższym okresem obowiązywania dwóch cen.

Jest więc spora szansa, że przy przejściu na euro duże sieci handlowe nie podniosą w zbyt dużym stopniu cen mniej chodliwych towarów. A na dodatek sieci - jak deklarują przedstawiciele - chętnie poddadzą się kontroli cen przy zmianie waluty. Tak było na Słowacji czy na Malcie, gdzie nad prawidłowością przeliczania cen na euro czuwały specjalnie powołane urzędy.

- Popieramy to rozwiązanie, jeśli tylko będzie służyło naszym klientom. Taka kontrola tylko jeszcze bardziej uwiarygodni naszą sieć w oczach klientów - mówi Dorota Patejko, rzecznik prasowy z Auchan Polska. Takiemu rozwiązaniu nie sprzeciwia się także brytyjskie Tesco.

Przedstawiciele sieci handlowych liczą, że taka kontrola pozwoli im zwalczyć plotki o tym, że giganci handlowi chcą wykorzystać zmianę waluty głównie do zwiększenia zysków.

- Sporo się teraz mówi, że największe sieci handlowe będą chciały wykorzystać fakt wejścia euro do Polski do zaokrąglenia swoich cen w grę, a tym samym do zarobienia pieniędzy - skarży się pracownik jednego z zachodnich operatorów detalicznych.