Wzrost cen soi, kukurydzy i pszenicy – do poziomu najwyższego od ośmiu miesięcy i prawie o 50 proc. przekraczającego notowania z grudnia – wynika z silnego popytu Chin, prognozy mniejszej podaży na skutek ograniczonych zasiewów oraz przewidywanych skutków suszy w Ameryce Łacińskiej. – Na rynkach rolnych jest dość nerwowo – mówi Sudakshina Unnikrishnan, analityk z Barclays Capital w Londynie.

Cena soi, produktu istotnego jako pasza, przekroczyła 405 dol. za tonę: taki poziom osiągnęła na krótko w 1973 roku i przez cztery tygodnie szczytowego okresu ubiegłorocznego kryzysu. Uczestnicy rynku mówią, że przyczynili się do tego inwestorzy instytucjonalni, kierujący ogromne kwoty na ten rynek. Powtórka sytuacji z 2008 roku, kiedy gwałtowny wzrost cen żywności w paru krajach spowodował zamieszki, wydaje się jednak nieprawdopodobna. Mimo podwyżek za soję, kukurydzę i pszenicę nadal płaci się mniej niż w szczytowym okresie kryzysu, tona ryżu kosztuje około 550 dol., czyli prawie o połowę mniej niż wtedy, a ceny wołowiny, wieprzowiny i mleka są bardzo niskie.

Organizacja ds. Wyżywienia i Rolnictwa ONZ (FAO) sytuację ocenia stosunkowo optymistycznie, twierdząc, że „mimo niepowodzeń w zbiorach gospodarka żywnościowa wydaje się mniej podatna na zwyżki cen”. Analitycy z sektora prywatnego i szefowie firm nie są tak spokojni.

Christopher Mahoney, rzadko wypowiadający się publicznie dyrektor tajemniczego domu handlowego z Rotterdamu, stwierdził w zeszłym tygodniu, że podaż niektórych produktów rolnych jest „bardzo mała”. Z kolei Lewis Hagedorn, analityk z JPMorgan w Nowym Jorku, uważa, że sytuacja jest niepokojąca, ale nie alarmująca. – W niektórych dziedzinach pojawiają się obawy dotyczące poziomu zapasów, choć nie jest to kryzys – mówi.

Firmy spożywcze podejmują środki ostrożności, zawierając transakcje terminowe, żeby zabezpieczyć się przed przyszłym wzrostem cen. – Po tym, co je spotkało zeszłego roku, zwracają na te transakcje znacznie więcej uwagi – mówi Luke Chanlder, dyrektor z Rabobanku w Londynie. Największe obawy budzi rynek soi, zarówno z uwagi na jej zastosowanie do produkcji żywności, jak i – nawet bardziej – ze względu na znaczenie jako paszy. Silny wzrost zużycia soi w Chinach – co wiąże się przestawianiem się konsumentów z warzyw na mięso – oraz załamanie zbiorów w Argentynie (która jest trzecim w świecie jej eksporterem) spowodowały presję na dostawy z USA, a tamtejsze zapasy spadły do poziomu najniższego od 40 lat.

Analitycy obawiają się też spadku zbiorów zbóż (kukurydzy i – w mniejszym stopniu – pszenicy) w sezonie 2009/2010. Jesienią zeszłego roku rolnicy ograniczali zasiewy z uwagi na niskie ceny: na to nałożyły się wzrost kosztów m.in. pestycydów i nawozów sztucznych oraz – w niektórych krajach, np. w Brazylii i na Ukrainie – trudności w dostępie do kredytów. Międzynarodowa Rada Zbożowa przewiduje, że w przyszłym sezonie podaż zbóż zmaleje o 3,4 proc., do 1 721 mln ton. Natomiast popyt na nie ma wówczas wzrosnąć o 0,8 proc., do 1736 mln ton.

Obawy związane z tymi prognozami wpływają na ceny kukurydzy i pszenicy, choć ich wzrost hamują duże nadwyżki ziarna z sezonu 2008/2009. Jak jednak uważają analitycy i szefowie firm, obecny wzrost cen przypomina, jak bardzo pogorszyło się bezpieczeństwo żywnościowe na świecie. – Choć w zeszłym roku kryzys gospodarczy wyparł kryzys żywnościowy z czołówek gazet, to długofalowe wyzwanie, – jak produkować wystarczającą ilość żywności, wcale nie straciło na znaczeniu – mówi Mike Mack, dyrektor naczelny firmy Syngenta, jednego z największych w świecie wytwórców środków chemicznych dla rolnictwa.