Ministerstwo Finansów pracuje nad planem ograniczania deficytu w kolejnych latach. Jego szczegóły mamy poznać przy okazji publikowania projektu budżetu na przyszły rok. Ekonomiści, z którymi rozmawialiśmy, wątpią jednak, że uda się rozpocząć obniżanie deficytu już w przyszłym roku. Oznaczałoby to bowiem jego obniżenie w przyszłym roku o około 1,2 pkt proc. PKB, czyli – z grubsza licząc – 14 mld zł.

– Szanse na to, żeby deficyt był niższy w przyszłym roku, są niewielkie. Wzrost gospodarczy będzie podobny do tegorocznego, więc raczej nie należy spodziewać się dodatkowych dochodów. Nie będzie już bufora w postaci dywidend. I trudno będzie też znaleźć proste oszczędności po tegorocznych cięciach – mówi Marcin Mrowiec, analityk Pekao. – Szansa na zmniejszenie deficytu jest, ale wątpię, żeby do tego doszło. W przyszłym roku deficyt będzie rósł, bo dochody nie zwiększą się, natomiast wydatki sztywne wzrosną – mówi Piotr Kalisz z Citi Handlowego.

Zdaniem Grzegorza Ogonka z ING BSK trudno będzie zmniejszać deficyt równomiernie w ciągu najbliższych trzech lat. Jak mówi, w przypadku ograniczania deficytu całego sektora finansów publicznych nie da się stosować takich zabiegów jak w budżecie centralnym – czyli wypychać wydatków do innych instytucji. Co nie oznacza, według niego, że w 2012 roku Polsce nie uda się zejść do wymaganych 3 proc. PKB.

– Jeśli światowa gospodarka zacznie wychodzić z recesji, a u nas nastąpi przyspieszenie, to nie możemy tego wykluczyć. Jednak bez uruchomienia wzrostu to się nie uda – mówi Grzegorz Ogonek. Podobnego zdania są pozostali rozmówcy GP. – Główny czynnik to ożywienie gospodarcze. Nie wykluczam reform, ale jak na razie ich plany nie są ujawniane – mówi Piotr Kalisz.

– Deficyt w 2012 roku poniżej 3 proc. PKB – to się może udać. Ale trzeba pamiętać, że Komisja Europejska kładzie duży nacisk na obniżanie deficytu strukturalnego, czyli takiego, który nie zależy od koniunktury. A u nas na razie się na to nie zanosi – dodaje Marcin Mrowiec. Według niego KE będzie bardzo uważnie analizować wypełnienie kryterium fiskalnego przez Polskę – i nawet samo nominalne jego spełnienie może nie wystarczyć.

– W 2007 roku deficyt spadł do 1,9 proc. PKB, co wynikało ze świetnej koniunktury. Trudno powiedzieć, że Komisja dała się wtedy nabrać, bo wszyscy sądzili, że tempo wzrostu uda nam się utrzymać jeszcze przez kilka lat, co pozwoli na trwałe ograniczenie deficytu. Ale teraz jest inaczej. Wzrost będzie dużo słabszy i bez poważnych strukturalnych reform problemu deficytu nie rozwiążemy – mówi ekonomista Pekao.

– Dlatego realna data przyjęcia euro to rok 2016. Dwa lata temu, gdy nasz deficyt spadł poniżej 3 proc., KE czekała rok z zawieszeniem procedury nadmiernego deficytu. Teraz może zechcieć poczekać znacznie dłużej, bo potraktuje sprawę z większą ostrożnością – dodaje Piotr Kalisz. Pierwsze: sprawdzam Ecofin powie polskiemu rządowi na początku przyszłego roku. Ministrów finansów będzie interesowało, jak polski rząd potraktował zalecenie zmniejszenia deficytu i czy przygotował realny i skuteczny program jego ograniczania. Jeśli uzna, że jest to wiarygodny plan, to nawet stosunkowo wysoki deficyt w 2010 roku może ujść nam płazem.

– Komisja może nam co prawda pogrozić palcem, ale powinna zrozumieć sytuację. Bo chyba nadmierne podnoszenie podatków w obecnym stadium cyklu koniunkturalnego nie ma sensu – mówi Grzegorz Ogonek. Rozmówcy GP uważają, że rząd powinien zmierzyć się zwłaszcza z reformą transferów socjalnych.

– Jak na nasz poziom zamożności są one zbyt rozdęte. Pomoc nie trafia tam, gdzie powinna, za to mamy rozdawnictwo świadczeń – mówi Marcin Mrowiec. – Sprawa reform finansów publicznych wraca jak bumerang. Nawet w latach 2006 i 2007, kiedy koniunktura była naprawdę dobra, państwo musiało pożyczać, żeby finansować swoje zadania – dodaje ekonomista Pekao.