– Częstym postanowieniem regulaminów jest stwierdzenie, że operator giełdy nie ponosi odpowiedzialności za to, co się na niej dzieje. W takich sytuacjach e-giełda może stać się miejscem szykan i nadużyć – mówi Małgorzata Zamorska, radca prawny, partner z Kancelarii bnt Neupert, Zamorska & Partnerzy. Nikt nie sprawdza, czy wierzytelność zamieszczona na elektronicznej aukcji istnieje. Zasadą jest, że oferta zamieszczana jest na podstawie oświadczenia wierzyciela co do istnienia i wymagalności długu. – Brak jest wykazu dokumentów, które zobowiązany jest przedstawić wierzyciel, aby wystawić wierzytelność na sprzedaż – przyznaje Leszek Rydzewski, adwokat, wspólnik w kancelarii FKA Furtek Komosa Aleksandrowicz.
Ponadto w regulaminach znajdują się zapisy, które nie przewidują możliwości wnoszenia przez dłużników zastrzeżeń, trybu weryfikacji i zawieszania bądź anulowania oferty oraz sprzedaży wierzytelności. Osoby, które widnieją na e-giełdzie jako dłużnicy, nie wiedzą, do kogo mają kierować reklamacje.
Absolwentka Wydziału Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego. Z Dziennikiem Gazetą Prawną związana od 2006 r. Od roku zajmuje stanowisko zastępcy kierownika działu Prawo. Specjalizuje się w prawach konsumentów. W zakresie jej zainteresowań leży również wymiar sprawiedliwości, a przede wszystkim problemy związane z funkcjonowaniem sądownictwa powszechnego. Pisze także z zakresu prawa cywilnego oraz procedury cywilnej.
