Kolekcjonerzy zarzucają NBP sztuczne zawyżanie cen monet

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
8 lutego 2010, 03:26
Wprawdzie nie ma już przed NBP takich kolejek jak wówczas, gdy sprzedawano monetę z sokołem wędrownym, ale system aukcyjny ma sporo mankamentów
Wprawdzie nie ma już przed NBP takich kolejek jak wówczas, gdy sprzedawano monetę z sokołem wędrownym, ale system aukcyjny ma sporo mankamentów Fot. Tomasz Gzell/PAP/DGP
Dziś rozpoczyna się dodatkowa aukcja monet emitowanych z okazji olimpiady w Vancouver. W środowisku kolekcjonerów wrze. Mają pretensje do Narodowego Banku Polskiego, który organizuje sprzedaż.

Bank centralny już raz sprzedawał złote i srebrne monety olimpijskie. Zdecydował się na dogrywkę, bo, jak mówi Jacek Polkowski z NBP, kolekcjonerzy domagali się jak najszybszej sprzedaży monet, które nie trafiły na aukcję główną. Dotyczyło to przede wszystkim monet srebrnych. Przed dwoma tygodniami bank sprzedał ponad 51 tys. sztuk z 80-tysięcznego nakładu po 85 zł. Zapisy trzeba było zredukować.

Środowisko numizmatyczne w osłupienie wprawiły zasady aukcji dogrywkowej. Ceną wywoławczą jest cena maksymalna z poprzedniej aukcji. Cena maksymalna wrosła do 120 zł. – To, co robi NBP, to ręczne sterowanie rynkiem – mówi Filip Fertner, prezes spółki E-monety.pl. Dodaje, że dogrywka byłaby zrozumiała, gdyby w pierwszej aukcji wystawiono cały nakład na sprzedaż, zostawiając w skarbcu niewielką część na tzw. wewnętrzne potrzeby NBP. – Można byłoby powiedzieć: był popyt, który nie został zaspokojony. Ale w tym przypadku mamy do czynienia z sytuacją, w której znaczna część nakładu nie została wystawiona. To pompowanie cen już na rynku pierwotnym – uważa prezes Fertner.

Według Anny Kokizy, dyrektor marketingu Skarbnicy Narodowej, taka polityka NBP może doprowadzić do wzrostu cen monet – ale na krótko. – Nowe zasady mogą spowodować szczególnie w początkowym okresie wzrost na rynku wtórnym. Jednak źródłem nie będzie duży popyt, ale utrudniony dostęp do monet, więc w dłuższym czasie wyższe ceny mogą być trudne do utrzymania. Nie sposób dziś przewidzieć, jak duży zysk moneta olimpijska przyniesie kupującym – uważa Anna Kokiza.

Indywidualni kolekcjonerzy idą jeszcze dalej w opiniach: zarzucają NBP manipulację i spekulację. – Zobaczymy, co wyjdzie z tej aukcji, jeśli znowu wypadnie cena maksymalna, to będzie to bardzo dziwne, bo 120 zł jest stawką zaporową – mówi nam anonimowo jeden z kolekcjonerów.

Bank zapewnia, że jego celem nie jest zawyżanie cen monet. Według Jacka Polkowskiego NBP liczy na to, że kolekcjonerzy nie będą licytować po maksymalnej cenie 120 zł za sztukę. – Bankowi nigdy nie chodziło o to, aby cena maksymalna była wyznacznikiem ceny sprzedaży. Ma ona pełnić zupełnie inną rolę – uniemożliwiać złożenie takiej oferty, która zdeformuje działanie algorytmu ustalania ceny i doprowadzi do anulowania. Gdyby nie było jakiegoś ograniczenia, z pewnością znalazłby się taki użytkownik, który złożyłby ofertę albo na 1 monetę w cenie 20 mln zł, albo na 3 tys. monet w cenie 2000 zł każda. To doprowadziłoby do unieważnienia aukcji – mówi Jacek Polkowski. Dodaje jednak, że niewykluczona jest likwidacja progu ceny maksymalnej. NBP pracuje nad systemem, który – jak mówi Jacek Polkowski – uniemożliwiałby nieuczciwym klientom składanie fikcyjnych ofert na horrendalne kwoty.

NBP ma chyba jednak poczucie winy, bo to nie koniec zapowiadanych zmian. – Musimy zmodyfikować parametry aukcji, aby ceny monet zeszły poniżej tego poziomu, jaki notowaliśmy na ostatnich dwóch aukcjach, i aby zwiększyć dostępność monet dla zwykłych kolekcjonerów. Mamy taką świadomość i już nad tym pracujemy – mówi Jacek Polkowski.

NBP chce m.in. zmniejszyć limit zakupu monet dla firm do 1250 sztuk z 2500. – Poza tym bardzo poważnie rozważamy wprowadzenie zabezpieczeń finansowych od klientów instytucjonalnych. Każda firma będzie deklarowała konkretną wysokość zabezpieczenia finansowego, a jego wielkość będzie miała wpływ na wysokość ofert składanych przez firmę w czasie aukcji. Po przekroczeniu tej wartości firma nie będzie już mogła dalej licytować – dodaje dyrektor Polkowski.

NBP zamierza też odejść od wystawiania na aukcję tylko około 2/3 nakładu monet. Już na marcową aukcję monety z serii Historia jazdy polskiej trafi 98 tys. sztuk srebrnego numizmatu ze 100-tysięcznego nakładu. W przyszłości aukcje dogrywkowe ma zastąpić sklep internetowy. Monety będą w nim sprzedawane po cenie ustalonej na aukcji.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj