Wróbel: Japonia odbija się od dna dzięki eksportowi

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
15 lutego 2010, 09:46
Łukasz Wróbel
Łukasz Wróbel/Forsal.pl
Opublikowane w poniedziałek dane o dynamice wzrostu japońskiej gospodarki okazały się lepsze od szacunków ekonomistów, ale spadków na rynkach akcji nie pozwalają przerwać obawy o kondycję Grecji oraz Dubaju.

W ujęciu kwartał do kwartału PKB Japonii wzrósł o 1,1 proc. (oczekiwano wzrostu o 0,9 proc. kw/kw), a co w ujęciu annualizowanym, czyli przy założeniu, że taka dynamika utrzymałaby się przez kolejne trzy kwartały, dałoby wzrost na poziomie 4,6 proc. Z punktu widzenia światowej gospodarki optymistyczny jest fakt, że za najlepszym kwartałem dla japońskiej gospodarki od I kw. 2008 roku stoi przede wszystkim eksport odzwierciedlający wzrost globalnego popytu. Jednak trzyprocentowy spadek inflacji pokazuje, że Bank Japonii ewidentnie nie radzi sobie z realizacją swojego podstawowego celu.

Politycy dyskutujący obecnie nad planem uzdrawiania finansów państwa proponują podniesienie podatku konsumpcyjnego o 5 pkt proc., lecz według agencji Moody's nawet jeśli obywatele zgodzili by się na podwyżkę (rząd proponuje referendum), nie wystarczy to, aby wyrwać się ze spirali zadłużenia, ponieważ od wielu lat gospodarkę ciągną nie konsumenci, ale korporacje, których dochodowość jest obecnie zagrożona.

Dane o PKB nie przełożyły się na poprawę nastrojów na giełdzie w Tokio - NIKKEI spadł o 0,8 proc. W dalszym ciągu inwestorzy z rynków akcji wolą realizować średnioterminowe zyski, choć obecnie oznacza to sprzedawanie akcji o kilkanaście procent tańszych niż na początku 2010 r. Początek tygodnia na europejskich parkietach prawdopodobnie upłynie w równie zmiennych warunkach, jak w ubiegłym tygodniu, zwłaszcza, że do emocji związanych z potencjalną pomocą Unii Europejskiej dla Grecji (ostatnie komentarze wskazują, że jej prawdopodobieństwo maleje), dołączą krótkoterminowe reakcje na szereg danych makroekonomicznych ze Starego Kontynentu i USA oraz wygasanie lutowej serii instrumentów pochodnych w Stanach.

Na rynku walutowym euro było w piątek najsłabsze względem dolara od 9 miesięcy (ok. 1,353 USD), w poniedziałek rano kurs powrócił powyżej 1,36 USD. Minimalnie na wartości zyskiwał złoty, a notowania indeksów na GPW rozpoczęły się od wzrostów o ok. pół punktu procentowego. Dzisiaj poznamy odczyt styczniowej inflacji w Polsce (oczek. 3,5 proc. r/r), a inwestorzy z USA i Kanady mają dzień wolny.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Open Finance
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj