Tegoroczne lato to słaby okres dla branż typowo sezonowych

Ten tekst przeczytasz w 5 minut
10 lipca 2010, 09:36
Sezon letni zaczął się w tym roku wyjątkowo późno. W zasadzie dopiero w czerwcu przyszły pierwsze gorące dni. To sprawiło, że firmy funkcjonujące w głównej mierze dzięki wakacjom i upałom mają spore kłopoty.

Chęć do zakupów i planowania wakacji odebrały konsumentom na początku kwietnia tragedia smoleńska, a potem powodzie. Straty są na tyle duże, że nawet ostatnia fala upałów niewiele jest w stanie zdziałać. Żeby sytuacja w sezonowych branżach się poprawiła, słoneczna pogoda musiałaby się utrzymać do końca września.

– Czerwiec przyniósł odwrócenie niekorzystnego trendu, w związku z czym firma powoli odrabia straty. Nie liczymy jednak na wzrosty w tym roku. Spodziewamy się raczej stagnacji w przychodach – mówi Monika Czapińska ze spółki Pakt, prowadzącej sieć barów szybkiej obsługi o nazwie Mr. Hamburger.

Jak dodaje, obroty w tym roku są niższe o 5 proc. w porównaniu z rokiem 2009. – Tymczasem o tej porze roku zwykle notowaliśmy około 15-proc. wzrosty – mówi Monika Czapińska.

Jeszcze większe spustoszenie pogoda poczyniła w branży lodziarskiej. Ta narzeka nawet na kilkudziesięcioprocentowy spadek obrotów.

– W naszym przypadku jest o 30 proc. gorzej w stosunku do roku ubiegłego. Nic dziwnego – nie było pogody, nie było też klientów – skarży się Radosław Charubin, właściciel sieci lodziarni o nazwie Lody Bonaro.

Równie źle wiedzie się firmom z branży klimatyzacji. Jeszcze dwa lata temu urządzenia te cieszyły się ogromnym powodzeniem. Do tego stopnia, że nabywców znajdowały najdroższe, markowe klimatyzatory. Kupowali je nawet emeryci i renciści.

– W tym roku, jeśli już mamy zapytania, to przede wszystkim o najtańszy sprzęt, chińskiej produkcji. Od początku roku zainstalowaliśmy 50 klimatyzatorów. Dla porównania w całym 2009 r. sprzedaliśmy ich 200, a dwa lata temu 300. Trend spadkowy jest zatem bardzo widoczny – tłumaczy Marcin Stanisławski z firmy Emskiego Technika Klimatyzacyjna.

Słaba sprzedaż to wynik przede wszystkim pogody. Ceny urządzeń niewiele się bowiem zmieniły na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Urządzenia markowe w związku ze wzrostem kursów walut zdrożały najwyżej o 2 – 4 proc. Klimatyzatory z Chin staniały natomiast o kilka procent. To efekt ich większej dostępności z powodu rosnącej liczby importerów.

Hotelarze też nie zarabiają w tym roku kokosów, chociaż okazuje się, że więcej Polaków decyduje się na wakacje w kraju.

O lekkiej poprawie w porównaniu z poprzednim rokiem mówi się jednak tylko w miejscowościach nadmorskich. Ale widać też istotny trend. Ludzie przyjeżdżają na krócej niż w poprzednich latach. Najwięcej osób przyjeżdża na 5 – 7 dni.

– Na lipiec mamy zarezerwowaną ponad połowę miejsc. W sierpniu jest równie dobrze, na co wpływ w dużej mierze ma fakt, że od połowy tego miesiąca rozpoczyna się okres konferencji. Można przyjąć, że ten sezon jest o 5 proc. lepszy od ubiegłego – mówi Dorota Parda z czterogwiazdkowego hotelu Haffner w Sopocie.

Co zrobić, gdy brakuje klientów? Zamknąć biznes, a może się przebranżowić?

Zdaniem przedsiębiorców trzeba zacisnąć zęby i przetrwać złą passę.

Można szukać dodatkowego źródła przychodu w ramach prowadzonej działalności.

– Postawiliśmy na montaż wentylacji, której sanepid wymaga teraz praktycznie w każdym nowo budowanym obiekcie, zwłaszcza z branży gastronomicznej czy handlowej. A w tych lokali wciąż przybywa. Dzięki temu rekompensujemy straty wynikłe z malejącego popytu na urządzenia klimatyzacyjne – mówi Marcin Stanisławski.

O tym, że załamanie na rynku jest chwilowe i będzie lepiej, są przekonani także właściciele lokali gastronomicznych. Jak podkreślają, w Polsce na 10 tys. osób przypada zaledwie 15 punktów gastronomicznych, czyli średnio 1 lokal na 666 mieszkańców. W krajach Europy Zachodniej jest ich dwa razy więcej. Zatem jest to wciąż przyszłościowa branża, szczególnie że z badań SMG/KRC wynika, iż w najbliższych latach ma się rozwijać w tempie około 6 proc. rocznie.

Analitycy Akademii Rozwoju Systemów Sieciowych przekonują, że warto zdecydować się na dywersyfikację oferty. A to oznacza, że kawiarnie powinny postawić na kanapki na wynos i do podgrzania na miejscu, czasem nawet pizzę czy makarony, tworząc tym samym konkurencję fast foodom, które cieszą się ciągle największym powodzeniem wśród klientów. Drogie restauracje natomiast mogą wprowadzić tańsze dania lunchowe i godziny lunchowe, a fast foody kawę, herbatę i coś słodkiego. Lokale, które serwują takie właśnie menu, cechują się zawsze dużym przepływem klientów, a oprócz tego generują wysokie, sięgające minimum kilkudziesięciu procent marże.

W przypadku hoteli rozwiązanie może przynieść zmiana sposobu ustalania ceny. – W naszym przypadku zmienia się ona z każdym dniem i jest uzależniona od obłożenia obiektu. Im jest mniejsze, tym ceny są niższe. Postawiliśmy też na rodziny z dziećmi, co zapewnia nam napływ nowej grupy klientów – mówi Dorota Parda.

Branżą, której pozostało jedynie liczyć na długi okres dobrej aury, jest sektor lodziarski. – Niższe obroty nie oznaczają, że wszystko już stracone. Na tym biznesie zawsze się zarabia, tylko że raz więcej, a raz mniej – podkreśla Radosław Charubin.

i02_2010_131_130_0001_001_228766.jpg
Sprzedawcy lodów narzekają w tym sezonie na kilkudziesięcioprocentowy spadek obrotów Fot. Krzysztof Wójcik/Forum
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj