Bank Japonii utrzymał stopy procentowe na poziomie bliskim 0 proc. i nie zamierza ich podnosić tak długo, jak długo kraj nie wyjdzie z deflacji. Ale chce to wyjście przyspieszyć.

Bank centralny Japonii postanowił przeznaczyć równowartość 60 mld dolarów na fundusz, który będzie kupować obligacje skarbowe i inne papiery dłużne. Bank utrzymał program o równowartości 30 mld USD, w którym udziela pożyczek bankom komercyjnym oprocentowanych na 0,1 proc.

Decyzja Banku Japonii - choć spodziewana przez ekonomistów - rozruszała rynek akcji. Nikkei zyskał dziś 1,4 proc. i był najmocniejszym indeksem azjatyckim. Jen spadł o 0,4 proc. do dolara, natomiast Hang Seng stracił 0,4 proc. Mamy więc kolejną odsłonę w walce o osłabienie waluty własnego kraju i coś na kształt wojny ekonomicznej.

Decyzja japońskiego banku centralnego może przełożyć się na udany początek notowań w Europie. Wskazują na to kontrakty na indeksy (rosną, choć nieznacznie także kontrakty na S&P). Jednak trzeba też pamiętać, że już o 10-tej inwestorzy poznają odczyty indeksów PMI dla sektora usług w eurolandzie (pół godziny później w Wielkiej Brytanii), natomiast o 11-tej dane dotyczące sierpniowej sprzedaży detalicznej w strefie euro i dane te mogą wpływać na postawę inwestorów.

Reklama

W Warszawie po wczorajszym biciu rekordów przez WIG20 nie można jednak liczyć na euforię. Lokomotywą wczorajszej zwyżki indeksu blue chips była jedna tylko spółka (Pekao zyskał 4 proc.). Nie można jednak nie dostrzegać, że przy spadkach w Europie Zachodniej (a później w USA) rosły indeksy w Warszawie, Moskwie, Budapeszcie i Istambule. Być może budowany jest większy portfel akcji w naszym regionie Europy, co może dać pewien handicap także GPW.

O zakończeniu notowań tradycyjnie rozstrzygną dane z USA. O 16-tej poznamy indeks ISM dla sektora usług. To ostatnia ważna publikacja przed piątkowym raportem z rynku pracy w Stanach i pierwszym raportem za III kwartał(w piątek wyniki poda Alcoa).