Ostatnia sesja minionego roku na Wall Street stanowiła godne uwieńczenie imponującego ruchu indeksów w bok. W przypadku S&P500 mieliśmy najpierw pełen dramaturgii spadek o 3 punkty, później pięciopunktowy rajd byków w górę i ciężką walkę o utrzymanie remisu. Trzeba naprawdę nie lada umiejętności i wysiłku, by utrzymywać wskaźniki w tak małej zmienności. W piątek zmiana w porównaniu do czwartkowego zamknięcia sięgała 0,24 punktu, czyli 0,02 proc. Pięć poprzednich sesji przyniosło około jednopunktowe wahania. W grudniu mieliśmy tylko dwie sesje, na których S&P500 zmienił swoją wartość o więcej niż 10 punktów i trzy dni ze zmianą o nieco ponad 7 punktów. Pozostałe 18 dni to zmiany poniżej 5 punktów. Pierwsze dni nowego roku przełomu raczej przynieść nie powinny. Być może jednak inwestorzy nieco odważniej reagować będą na dane makroekonomiczne. Już w pierwszym tygodniu roku nie będzie ich brakowało.

Na najważniejszych giełdach azjatyckich w poniedziałek świętowano. Na tych, które były czynne, przeważały wzrosty. W Hong Kongu sięgały 1,4 proc., na Tajwanie 0,6 proc.

W Londynie także świętują, wiec na naszym rynku możemy się spodziewać mniejszej aktywności zagranicznego kapitału. W jakich nastrojach będzie nasz rodzimy, trudno przewidzieć. Perspektywa drastycznego zmniejszenia strumienia pieniędzy płynących do funduszy emerytalnych z pewnością ich poprawiać nie będzie. Na bardziej zdecydowane działania OFE, związane z ewentualną przebudową ich portfeli, trzeba będzie kilkanaście dni poczekać, nim zarządy i komitety inwestycyjne opracują swoje strategie. Nad swymi strategiami na nowy rok zastanawia się prawdopodobnie spora także część pozostałych inwestorów instytucjonalnych i indywidualnych. Podobno na rynkach finansowych czasem sprawdza się zasada mówiąca że jakie trzy pierwsze sesje stycznia, taki cały rok.

Zaczynamy więc, a dziś pomagać nam będą w pierwszych godzinach rosnące po 0,2 proc. kontrakty na amerykańskie indeksy.

Czytaj też: W 2011 roku postaw na mniejsze spółki