Wizyta Obamy w Polsce: Gospodarcze drogi USA i Europy coraz bardziej się rozchodzą

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
23 maja 2011, 08:12
Flagi USA i Unii Europejskiej. Fot. Shutterstock.
Flagi USA i Unii Europejskiej. Fot. Shutterstock. /ShutterStock
Rozpoczynająca się dziś od Irlandii tygodniowa podróż Baracka Obamy do Europy w niczym nie będzie przypominać tej sprzed dwóch lat. Euforia, z jaką wówczas witano amerykańskiego prezydenta, dawno zniknęła, a Europejczycy nie ukrywają rozczarowania stanem stosunków transatlantyckich. Także w kwestiach gospodarczych.

Wizyta wiosną 2009 r. stała pod znakiem walki z kryzysem gospodarczym, który był wtedy w szczytowym okresie. Jednak z zapowiedzi ustanowienia w ramach grupy G20 regulacji mających zapobiec kolejnemu kryzysowi czy wprowadzenia podatku bankowego nic nie wyszło. Na dodatek po obu stronach Atlantyku przyjęto zupełnie inne metody wychodzenia z recesji, więc coraz trudniej znaleźć punkty styczne.

>>> Czytaj też: Leonard: W tym stuleciu Europa najlepsze ma jeszcze przed sobą

Wprawdzie to państwa europejskie – najpierw Grecja, potem Irlandia, ostatnio Portugalia – stanęły na krawędzi niewypłacalności, ale wszystkie zadłużone kraje kontynentu z mniejszym lub większym skutkiem próbują ciąć deficyty budżetowe. Stany Zjednoczone do niedawna zadłużeniem się w ogóle nie przejmowały, a z recesji próbowały wychodzić pakietami stymulacyjnymi, które jeszcze powiększały zobowiązania fiskalne.

>>> Polecamy: Stępień: Europa mówi Ameryce: Bye! Nasze drogi się rozchodzą

Konieczność redukcji długu publicznego administracja Obamy uznała dopiero, gdy w kwietniu agencja ratingowa Standard & Poor’s obniżyła perspektywę amerykańskiego ratingu na negatywną, podkreślając, że USA są jedynym państwem rozwiniętym, które nie ma żadnego planu walki z deficytem. Teraz ma nawet dwa – przedstawiony przez prezydenta i przez republikańską większość w Izbie Reprezentantów – ale ponieważ nie udało się uzgodnić kompromisowej wersji, cięć na razie nie ma. Tymczasem tydzień temu dług publiczny osiągnął maksymalny dopuszczony przez Kongres poziom 14,3 biliona dolarów.

>>> Czytaj też: Widmo bankructwa zawisło nad USA. Ameryce grozi recesja

Konsekwencje tego odczują także Europejczycy. Skoro rynki finansowe zareagowały paniką na możliwość ogłoszenia bankructwa przez 10-milionową Grecję czy 4-milionową Irlandię, to problemy finansowe 300-milionowych Stanów Zjednoczonych, będących największą gospodarką świata, wywołają kryzys wręcz niewyobrażalny.

Odmienne podejście panuje także w kwestii inflacji. Choć w strefie euro jest ona niższa – 2,8 proc. wobec 3,2 w USA – Europejski Bank Centralny w zeszłym miesiącu po raz pierwszy od ponad dwóch lat podniósł stopy procentowe i, jak się oczekuje, nie będzie to ostatnia podwyżka w tym roku. Amerykańska Rezerwa Federalna uważa jednak, że wzrost inflacji jest przejściowy, bo wywołany czynnikami zewnętrznymi, jak wysokie ceny ropy. Nie ma więc potrzeby interweniować, szczególnie że utrudni to walkę z bezrobociem.

Tym, co w dużej mierze określi stan transatlantyckich stosunków gospodarczych, będzie wreszcie to, kogo Waszyngton poprze w walce o stanowisko szefa MFW. Kraje europejskie nalegają, by nadal był to Europejczyk. Dla Waszyngtonu francuska minister gospodarki Christine Lagarde jest kandydaturą akceptowalną, ale Amerykanie też ciepło mówili o pomyśle, by funduszem kierował ktoś z krajów rozwijających się, co by odzwierciedlało nowy układ sił na świecie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj